Curry House, Boston Port i... Widok z zewnątrz nie zachęca, ale tu zjecie najlepiej w Warszawie! [PRZEWODNIK]

15.07.2016 08:30
Kto oglądał serial 'House of Cards' i pamięta bar z żeberkami u Freddy'ego, ten wie, że najlepsze jedzenie w mieście wcale nie musi być podawane w formie dań degustacyjnych w otoczeniu rozbieganych kelnerów. Są miejsca, w których na darmo szukać porcelany i kryształowych kieliszków do wina. Do wielu z tych miejsc strach wejść, już nie wspominając o skonsumowaniu czegokolwiek... Te miejsce to dowód na to, że pozory mylą. Tam warto przyjechać nawet z drugiego końca miasta. Dlaczego? Dla smaku. W cenie - ostra batalia o wolny stolik.
1 Curry House Curry House MetroWarszawa

Curry House

Spodobało ci się? Polub nas

Curry House to budka, do której opłaca się przyjechać na obiad nawet z Konstancina. Ostrzegamy - często, zwłaszcza w weekendy ustawiają się pod nią długie kolejki. Ale, jak przekonują stali bywalcy lokalu, warto poczekać na miejsce przy stoliku. Co jest tajemnicą niepozornej budki? Jej właściciele odpowiadają chórem - jedzenie.

Curry HouseMetroWarszawa

Indyjska knajpa, powiększona jakiś czas temu o oszkloną wiatę, ale w dalszym ciągu z toaletą na dworze (!), działa od pięciu lat. Kto bywa przy Żeromskiego 81, ten wie, że jest to jeden z najbardziej kultowych lokali na Bielanach. Już na wejściu słyszymy wygłaszane na głos opinie o jedzeniu: "Znów zrobiliście mi dobrze..." - mówi, wychodząc jedna ze stałych klientek. Gdy dowiaduje się, że mam zamiar napisać o Curry House krótki tekst, z rozgoryczeniem komentuje: "No świetnie, teraz to już w ogóle nie będzie można zarezerwować stolika".

Curry HouseMetroWarszawa

Curry HouseMetroWarszawa

Rezerwować można, ale tylko w ciągu tygodnia. Na weekendy właściciele zrezygnowali z tego zwyczaju. - Przychodzą naprawdę tłumy - mówi Joanna, żona właściciela Curry House, Hindusa Nandani. - Zdarzało się, że klienci mówili, że robili rezerwację, żeby tylko dostać stolik, po czym okazywało się, że to nie oni - dodaje ze śmiechem. Sama rzadko bywa w lokalu, ponieważ zajmuje się dzieckiem. Głównym szefem knajpy jest Brijesh Nandani, który doświadczenie kulinarne zdobywał między innymi w restauracji Tandoori Palace na Marszałkowskiej oraz w Namaste India, oraz jego wspólnik Kartik Patel. Przy pracy pomaga im również młodszy brat Nandaniego.

Kelnerów brak - całym biznesem - począwszy od zaopatrzenia po obsługę klienta - zajmują się oni. Są na miejscu siedem dni w tygodniu od rana do wieczora. Znają swoich gości, wiedzą, co lubią, jakie są ich ulubione dania. Rodzinna atmosfera lokalu sprzyja przyjaznym relacjom. To kluczowe, zwłaszcza gdy trzeba czekać na danie nawet półtorej godziny!

Curry HouseMetroWarszawa

- Wszystko robimy na świeżo - podkreśla Nandani. -  Gdy ruch jest duży, zdarza się, że goście muszą dłużej poczekać. Ale nie narzekają, bo wiedzą, że dostaną jedzenie wysokiej jakości - dodaje. Kuchnia jest malutka, stąd czas oczekiwania na danie się wydłuża. Pracuje w niej sześciu kucharzy - wszyscy pochodzą z Indii. Na blacie kuchni stoją rozłożone w osobnych miskach kolorowe przyprawy. Ale to nie jedyny element, który sprawia, że czujemy się, jakbyśmy przenieśli się do krainy rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. W dwóch pomieszczeniach lokalu znajdują się meble sprowadzane prosto z Indii, a także charakterystyczne rzeźby przedstawiające postaci z mitologii indyjskiej, jak Ganesha czy tańczący Śiwa. Nagroda Korona Smakosza w reprezentacyjnym miejscu - na barze.

Curry HouseMetroWarszawa

No i zapach - pysznego Butter Chicken (25 zł), Chicken Tikka Masala (25 zł) czy Chicken Vindaloo - jednego z najostrzejszych dań w lokalu, na który właściciele mówią "happy chicken". - Ludzie często go zamawiają i mimo że ciekną im z oczu łzy, zjadają do końca - śmieje się Nandani. Mnie goście częstują przekąską Murgh Malai Kebeb (17 zł) - to prawodpodobnie najdelikatniejsze mięso z kurczaka, jakie kiedykolwiek jadłam. Tajemnica? Kurczak wcześniej marynowany jest w śmietanie i serze, a następnie grillowany w słynnym piecu Tandoor. Po prostu rozpływa się w ustach...

Adres: Żeromskiego 81

2 Romesco Romesco MetroWarszawa

Tapas Bar Romesco

- Wolę w tydzień sprzedać 20 porcji policzków wołowych za 29-32 zł niż 5 porcji za 70 zł - to jest moje podejście - mówi Dariusz Opasek, Szef kuchni niepozornego baru na Alei Władysława Reymonta 15 na Bielanach. Jego słowa oddają istotę tego, co kryje się za słynnym już na świecie hasłem "gourmet"oznaczającym odpowiedni stosunek jakości do ceny.

RomescoPo prawej - Dariusz Opasek/ MetroWarszawa

Pięć stolików i mało atrakcyjne otoczenie - ruchliwa ulica, a wokół same bloki. Barowi Romesco daleko do Amber Room czy Tamki 43 - ale wyłącznie pod względem lokalizacji, wystroju oraz cen. Gdy tylko zanurzymy się w smakach proponowanych przez Szefa kuchni, szybko zdamy sobie sprawę, że aby zjeść najwyższej jakości wołowinę, burgery z kangura czy tuńczyka toro, nie musimy rezerwować stolika w jednej z najdroższych restauracji w Warszawie.

RomescoTuńczyk "Toro"/ Tapas Bar Romesco

- Nie kupujemy taniego mięsa, ale wiemy skąd ono pochodzi i nie mamy wątpliwości, że to wysokiej jakości towar. Nie sprzedajemy go później za 80 zł, ale za 40-50 zł. Pierwszy powód to taki, że musimy się dostosować do klienta, który tu mieszka - tłumaczy pan Dariusz. Dużo istotniejszy wydaje się jednak powód drugi, czyli umożliwienie poznania bogactwa świata kulinarnego nie tylko tym najbardziej zamożnym, ale po prostu - każdemu.

RomescoMetroWarszawa

- Nie sztuką jest gotować dla bogatych ludzi, robić pianki z syfonu, menu degustacyjne za kilkaset złotych, korzystać z modnych, ale nieakceptowanych przez większość produktów jak jarmuż, czarnuszka czy topinambur - mówi pan Dariusz. - Sztuką jest zrobić wyśmienity krem z pomidorów czy tradycyjną kaczkę i przede wszystkim umożliwić klientowi o przeciętnej zasobności portfela konsumować produkt wysokiej jakości w różnorodnej odsłonie za rozsądną cenę - przekonuje.

Wie, co mówi. Doświadczenie zdobywał pracując u najlepszych kucharzy hiszpańskich, później jako Szef kuchni w restauracji Mirador u Państwa Kręglickich, a w końcu jako Szef kuchni "u siebie". Bardzo chwali hiszpańską kuchnię, która jego zdaniem nie ogranicza się wyłącznie do paelli z owocami morza, lecz która sięga po smaki z całego świata, a następnie przenosi je na własny grunt. Dlatego w menu Romesco znajdziemy dania wykraczające daleko poza tradycyjną kuchnię hiszpańską - sashimi wołowe (22 zł), polentę z gorgonzolą i salsą pomidorową (15 zł), grasicę cielęcą z truflami (25 zł), comber jagnięcy z grilla (15zł/100g) czy burrito z wolnopieczonej wołowiny, a nawet kaczka po pekińsku czy słynny i zdaniem pana Dariusza pełen smaku - ramen.

RomescoMetroWarszawa

Wszystko w rozsądnych cenach. Nic dziwnego, że, jak opowiada Robert Grabski wspólnik pana Dariusza, w Romesco dochodzi czasem do małych "batalii" o stolik. Gdy tylko bar zaczął istnieć, często bywało, że ustawiały się przed nim grupki zaintrygowanych. - Ludzie wchodzili do środka i pytali, co się tutaj dzieje, że takie tłumy przed wejściem - wspomina pan Dariusz. Bar odwiedzają nie tylko okoliczni mieszkańcy, ale i warszawiacy z innych części miasta - Żoliborza, Saskiej Kępy, Ursynowa, Mokotowa czy nawet Wilanowa. Gdy tylko w kuchni Romesco pojawia się jakiś interesujący produkt, typu dzik, tuńczyk czy sarna - robi się naprawdę tłoczno.

Knajpy niepozorneTapas Bar Romesco

Adres: Al. Władysława Reymonta 15

3 Knajpy niepozorne Knajpy niepozorne metrowarszawa.pl

Boston Port

W niskim pawilonie na niewdzięcznym i mało atrakcyjnym estetycznie skrzyżowaniu ulicy Puławskiej i Okolskiej od ponad 20 lat działa jedna z najbardziej kultowych restauracji w Warszawie - Boston Port. Flagowe danie lokalu za jedyne 12 zł - gęstą zupę rybną podawaną z pysznymi grzankami z ciemnego pieczywa - zna prawdopodobnie każdy mieszkaniec Mokotowa. I nie tylko.

Boston PortMetroWarszawa

To jedno z niewielu miejsc w stolicy, do którego na kremową zupę lub drugie kultowe danie lokalu - zestaw na fali (owoce morza) - przyjeżdżają ludzie z drugiego końca miasta, a wśród nich ci najbardziej znani - stały bywalec Piotr Gąsowski (który przychodzi tam od samego początku), Małgorzata Rozenek, Marcin Prokop, Daria Widawska czy Karol Strasburger.

Boston PortZupa Rybna/ MetroWarszawa

Prawie nikt tutaj nie zwraca uwagi na wystrój - aby cieszyć się wizytą w Boston Port wystarczy skupić całą swoją uwagę na talerzu.

Dla Macieja Szczykutowicza, właściciela lokalu od 1997 roku, Boston Port to całe życie. Gdy dokonał on zakupu tej niepozornej knajpy, była ona o połowę mniejsza i wyglądała jak metalowa buda. - Dostałem od rodziców pieniądze na zakup mieszkania. Zamiast mieszkania, kupiłem Boston Port. Moja mama omal nie dostała zawału serca, jak zobaczyła ten barak bez toalety - opowiada Maciej.

Boston PortMetroWarszawa

Mimo że "barak" w pewnym momencie przeszedł gruntowny remont (do części pierwotnej, w której znajdowało się zaledwie kilka małych stoliczków została dobudowana oranżeria, a zastępujący toaletę toi-toi ustąpił miejsca eleganckiemu "wychodkowi") miejsce nie straciło swojego dawnego klimatu. W dalszym ciągu jest proste, skromne, a jedzenie w nim podawane najwyższej jakości. - U mnie ryby są bardziej świeże niż nad morzem - mówi z przekonaniem Maciej.

Maciej jest w lokalu codziennie, choć od zeszłego roku głównie "urzęduje" w restauracji, którą otworzył w Wodnym Parku tuż obok (Boston Port przy Okolskiej w 2016 roku niestety zostanie zamknięty - więcej na ten temat pisaliśmy tutaj). Rano jedzie po ryby na Okęcie lub Marywilską, potem wraca do lokalu, produkt przekazuje szefowej kuchni, a sam zajmuje się gośćmi i nadzoruje dostawę "na wynos". Jego ryby jedzą nie tylko odwiedzający lokal indywidualni goście, ale i pracownicy i zarząd firm, a także goście hotelowi.

- Kiedyś obsługiwaliśmy koncert Joe Cockera - mówi z dumą Maciej i wskazuje palcem na ramkę z podpisem piosenkarza, która wisi na restauracyjnej ścianie VIP-ów. - Joe Cocker nikomu nie dawał autografów, ale mnie dał. Nie ukrywam, że musiałem go trochę zaszantażować - śmieje się Maciej. Cocker uległ, dzięki czemu ani on ani jego zespół podczas pobytu w Warszawie nie chodzili głodni.

Boston Port w całej swojej historii przechodził już kilka wcieleń. - Na początku był to bar bostoński z wysokimi stołami bez obsługi kelnerskiej, później pojawiły się elementy kuchni fusion, a następnie poszliśmy w kierunku ryb najpierw mrożonych, a obecnie świeżych - mówi Maciej. Dania można wyczytać z menu umieszczonego na tablicy nad barem. - Na niebiesko wypisane są dania z ryb rozmrażanych, na żółto - z ryb świeżych. Ja na temat jedzenia nie kłamię - przekonuje Maciej.

Boston PortMetroWarszawa

Adres: Okolska 2, Merliniego 4

4 Co Tu Co Tu MetroWarszawa

Co Tu

Co (czyt. Ko) znaczy ciocia, Tu - pochodzi od imienia Tula, które nosi żona Krzysztofa Odzińskiego, Prezesa słynnych Pawilonów na tyłach Nowego Światu oraz właściciela jednego z najbardziej kultowych wietnamskich barów w Warszawie.

Co TuMetroWarszawa

Co Tu prawie dwadzieścia lat temu otworzył wujek Tuli - Wietnamczyk, który w Polsce studiował chemię. Nie znał się jednak na gotowaniu, więc ściągnął do Polski swoją siostrzenicę. To właśnie kobiety wietnamskie są bowiem ekspertkami od kuchni. 11 lat temu wujek Tuli zmarł, a biznes przejął stały bywalec Co Tu - Krzysztof, który zapałał miłością nie tylko do wietnamskiego jedzenia, ale i osoby, spod której rąk ono wychodziło.

Co TuMetroWarszawa

W tej chwili, oprócz Tuli i Krzysztofa, którzy wspólnie prowadzą bar wietnamski, w Co Tu pracuje jeszcze syn pierwszego właściciela baru - Kien oraz kilku Wietnamczyków na kuchni. Tula ze względów zdrowotnych rzadko staje nad wokiem, ale za to wiedzie prym przy barze, witając gości i przyjmując zamówienia.

Co TuMetroWarszawa

Wnętrze nie zmieniło się od lat - proste krzesła i białe plastikowe stoliki, na których stoją charakterystyczne dzbanki z sosem ostrym lub łagodnym stanowią podstawowy element wystroju. Pytam Krzysztofa, dlaczego nie postanowił trochę "odświeżyć" tej kultowej białej budki, do której nie wypada nie wstąpić na sajgonki lub zupę Pho zjedzonych "w kurtce" przed piwkiem w Peweksie lub Oranżu.

Krzysztof dziwi się, że w ogóle zadaję takie pytanie. - Moglibyśmy zrobić ładniejsze stoły, ale czy to by sprawiło, że nagle zaczęłoby przychodzić więcej ludzi? Raczej nie - mówi z przekonaniem Krzysztof. - Do nas przychodzą wszyscy - i studenci, i profesorowie z Uniwersytetu czy Instytutu Fryderyka Chopina, dziennikarze, modelki, biznesmeni. Każdy czuje się tu dobrze. Gdybyśmy zrobili bardziej elegancką restaurację, większość stwierdziłaby, że to nie dla nich - dodaje.

Co TuMetroWarszawa

Menu Co Tu jest bardzo bogate, a dania oczywiście w przystępnych cenach. Wśród kultowych dań jest kurczak chilli (19 zł), krewetki w sosie ostrygowym (21 zł), kaczka pieczona na grillu (23 zł) czy dania z makaronem Bun (17 zł). W Co Tu można zamówić również pół porcji (która moim zdaniem jest wielkości pełnej porcji w wielu innych lokalach), ale jak twierdzi Krzysztof, są klienci, którzy są w stanie za jednym razem zjeść dwie duże porcje.

Adres: Nowy Świat 26/28

Spodobało ci się? Polub nas

5 Renesans Renesans MetroWarszawa

Renesans

Spodobało ci się? Polub nas

- Ludzie wciąż narzekali, że u nas to jak za PRL. A teraz jest moda na PRL i co? I my już tam jesteśmy - śmieje się Małgorzata Accary-Syska, współwłaścicielka kultowego baru na Saskiej Kępie - Renesans, gdzie nie tylko czas się zatrzymał, ale gdzie niezmiennie od 24 lat można zjeść najlepsze frytki francuskie oraz najlepszego kurczaka w ziołach z rożna w Warszawie.

RenesansMetroWarszawa

Drugim współwłaścicielem lokalu jest mąż Małgorzaty, Roger Accary, rodowity Francuz, który ponad dwadzieścia lat temu przyjechał do Polski na polowanie. I upolował - śmieje się. Na co pani Małgorzata mówi - albo ja! Nie mając doświadczenia w gastronomii młode małżeństwo postanowiło otworzyć restaurację. Nazwało ją Renesans na cześć odrodzenia Polski po 89 r. To jednak nie lokal wewnątrz zyskał największą sławę, ale dwa charakterystyczne okienka wychodzące na ulicę - jedno z frytkami (porcja za 6,20 zł) i pizzą (kawałek pizzy - ok. 5 zł), drugie z kurczakami (15 zł za kg).

RenesansMetroWarszawa

Tajemnica frytek z Renesansu tkwi w ziemniakach, które kiedyś państwo Accary sprowadzali z Francji, a obecnie przywożą ze specjalnej plantacji w Błoniu. - Nasze polskie ziemniaki, mimo że posiadają takie same parametry, co te francuskie, w trakcie smażenia zachowują się całkiem inaczej - tłumaczy Małgorzata. - Musieliśmy znaleźć plantatora, który hodowałby dla nas te same ziemniaki, które kiedyś ściągaliśmy z Francji - dodaje.

RenesansMetroWarszawa

Kolejna tajemnica frytek tkwi w oleju - niegdyś wołowym, który jednak po epidemii choroby wściekłych krów właściciele restauracji musieli wymienić na palmowy. Trzecia tajemnica to podwójne smażenie, najpierw w niskiej temperaturze, później w wysokiej. - Dzięki temu frytka jest miękka w środku i chrupiąca na zewnątrz - przekonuje Małgorzata. Ale na samym początku to, co budziło największy zachwyt w okienku z frytkami, to sosy - oryginalne sosy francuskie (sos do frytek - 0,70 gr) - czosnkowy, koktajlowy, barbecue, eltchiotte, andaluzyjski.

RenesansMetroWarszawa

Po drugie - pizza, której ciasto wymyślił sam Roger Accary. Małgorzata nie zdradza jednak receptury - to tajemnica zakładu, podobnie jak sos do pizzy, który właściciele robią od lat z tego samego koncentratu. - Gdy nie było go jakiś czas na rynku, nasi klienci od razu wyczuli, że coś jest nie tak - opowiada Małgorzata. - Mówili, że wrócą na pizzę, jak wróci nasz sos - dodaje.

RenesansMetroWarszawa

Po trzecie - kurczak w ziołach, po którego 92-letnia staruszka jest w stanie przejechać pół Warszawy. - To nasza najwierniejsza klientka. Mieszka gdzieś na Woli, ma do nas co najmniej trzy przesiadki, ale od lat wraca po zimne kurczaki, które kroi sobie na kawałki i mrozi. Twierdzi, że to dzięki naszym kurczakom w dalszym ciągu żyje - opowiada Małgorzata. Trudno o lepszą rekomendację.

RenesansMetroWarwszawa

RenesansMetroWarszawa

Wnętrze Renesansu rzeczywiście przywodzi na myśl PRL - okrągłe stoliki z zielonymi obrusami, a na półce pod sufitem doniczki z kwiatami, których pnącza sięgają aż do podłogi. Mimo że przy stolikach niegdyś siadała i pisała swoje wiersze Agnieszka Osiecka, nikt nie pokusiłby się o nazwanie tego miejsca ekskluzywną restauracją. Małgorzacie oraz jej stałym klientom z okienka zdaje się to w ogóle nie przeszkadzać.

Adres: Francuska 33

O jakich restauracjach chcielibyście kolejny przewodnik? Piszcie do nas na metrowarszawa@agora.pl!

6 Najlepsze knajpy Najlepsze knajpy metrowarszawa.pl

Smaki Wschodu

Spodobało ci się? Polub nas

Żeby dostać się do Smaków Wschodu, należy dotrzeć na Bemowo. Baru nie dostrzeżemy jednak z ulicy, lokal znajduje się bowiem w całkiem przyjemnym pasażu. "Chińczyk", mimo że niepozorny, nie przypomina typowej chińskiej budy. Bliżej mu do prawdziwej restauracji. Zapomnijcie o nieprzyjemnym zapachu papierosów i okienku z napisem "zwrot naczyń". Tutaj otrzymuje się prawdziwe menu, a do stolika podchodzi kelner.

Smaki Wschodumetrowarszawa.pl

Restauracja Smaki Wschodu powstała w styczniu 2011 roku i nic wskazuje na to, że prędko zniknie z Bemowa. Jedzenie nie jest najtańsze (porównując do innych Chińczyków), ale naprawdę warte swojej ceny.  Dostaniemy tu dania chińskie, wietnamskie oraz tajskie.

Najlepsze knajpymetrowarszawa.pl

Powstańców Śląskich 106, lok. 13

Skomentuj:
Curry House, Boston Port i... Widok z zewnątrz nie zachęca, ale tu zjecie najlepiej w Warszawie! [PRZEWODNIK]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX