Lotos. Sznyt i nostalgia lat 70.

Lotos. Sznyt i nostalgia lat 70.

fot. Igor Nazaruk

Belwederska 2

Dwie obszerne stylowe sale, obowiązkowa szatnia, stolik kelnerski (niespotykany już we współczesnych lokalach), atmosfera sprzed lat i przede wszystkim tradycyjna, polska kuchnia. To przyciąga do Lotosu nie tylko amatorów tatara i śledzika - już od ponad 50 lat. Próżno szukać podobnego miejsca w stolicy.

lotos fot. Igor Nazaruk

- Restauracja powstała w latach 50. W budynku należącym do wojska. Kierowniczką jestem od lat 70., choć zaczynałam jako szef kuchni - mówi Zofia Kossowska.

- Menu się nie zmieniło. Jest tatarek, śledzik, schabowy i golonka. Kiedyś mieliśmy garmażerkę za szybą, aż się klient ślinił - dodaje.

- Żołnierze do nas przychodzili, po sąsiedzku była Jednostka Nadwiślańska - mówi Irena Jaczyńska, kelnerka od ponad 30 lat związana z Lotosem. - Jakie śliczne te mundury mieli, aż miło wspominać. Dziś wpadają w cywilu na kalekę i setkę wódki. Kiedyś dużo kierowców MZK wpadało, bo tu zajezdnia niedaleko była. Wiedziałyśmy kiedy mieli wypłatę, wpierw zaliczkę, potem wyrównanie, kupę kasy zostawiali u nas. Elektrociepłownia Siekierki cała do nas przychodziła, redaktorzy, producenci, reżyserzy i aktorzy z Wytwórni Filmów na Chełmskiej. A teraz to głównie młodzież, starzy klienci, no i ZBiWiD (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację) przychodzą powspominać wojenne dzieje - wymienia Jaczyńska.

lotos fot. Igor Nazaruk

Lotos na mieście nie miał dobrej sławy. Mówiło się, że to szemrany lokal, że urzędują tam "ludzie z miasta", albo zwykła bandyterka i łobuzy.

- Szemrany? - wzbrania się pani Irena - To chyba tylko z zawiści tak gadali. Kiedyś w sklepie można było wódkę dostać tylko po godz. 13, a u nas różnie. Można było i wcześniej, po cichu do szklanki wlać klientowi, jak się go znało. Więcej było klientów pijących, ale żeby szemrani, to nie powiem. Teraz to jeden z drugim piwko. Polak mniej pijący jest, choć wieczorem w piątki miejsce u nas ciężko znaleźć - dodaje.

lotosmat. Lotos

W latach 70. do kotleta w Lotosie przygrywała orkiestra WSS Społem. Tańce trwały aż do stanu wojennego. Później pojawiły się słynne na całą stolicę wieczorki zapoznawcze, niestety lokatorzy bloku, w którym mieści się restauracja na nic już godzić się nie chcieli. Skończyły się balangi w Lotosie.

- My nie narzekamy, jak gość cicho się zachowuje to zamykamy nawet po godz. 24 - mówi szefowa.

lotos fot. Igor Nazaruk

Dałem się skusić na śledzika w śmietanie z jabłkiem i cebulą - 9 zł. Klienci obok pod zimną stopkę zajadali się tatarem - 18 zł. Tatar dostał pozytywną rekomendację i certyfikat Bractwa Miłośników Tatarka. Ślinka pociekła mi na widok schabu w galarecie - 12 zł i ozorka - 12 zł. Na ciepło naleśniki z łososiem w sosie z kaparów i cytryny - 19 zł, placki ziemniaczane z gulaszem - 25 zł itd. Słynne zrazy - 24 zł i golonka 10 zł za 10 g, żeberka 29 zł.

lotos fot. Igor Nazaruk

- Wesoło było, młode byłyśmy i jak kończyłyśmy pracę to do Cristalu lub Budapesztu leciałyśmy na tańce, albo do Kameralnej na Foksal. To były czasy. Dziś już może starsze panie jesteśmy, ale tego ducha w sobie mamy, stąd w Lotosie jest ciągle wesoło, jak za młodych lat - mówi Zofia Kossowska.

No i te śledzie...

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX