Gdzie jest najstarszy sklep w Warszawie? Na Woli? A może na Grochowie?

Wydawać by się mogło, że w czasach supermarketów i galerii handlowych, mniejsze sklepy nie mają szans. A jednak. Na warszawskiej Woli, przy ul. Bema zachował się sklep spożywczy, który działa nieprzerwanie od 1933 roku. Natomiast mieszkańcy Grochowa od blisko 80 lat robią zakupy w aptece przy placu Szembeka. Oby istniały jak najdłużej.

Pionierzy handlu na Woli

Co prawda historia Społem Wola rozpoczyna się w roku 1907, ale dopiero w 1933 roku uruchomiono pierwsze (i nowoczesne na owe czasy) sklepy przy ul. Wolskiej 54, Młynarskiej 7 oraz Bema 72. Pod ostatnim z wymienionych adresów sklep funkcjonuje do dzisiaj. Wszystko wskazuje na to, że jest to jeden z najstarszych, jak nie najstarszy sklep spożywczy w Warszawie.

Sklep SPOŁEM przy ul. Bema 72.Fot. Natalia Bet

Sklep SPOŁEM przy ul. Bema 72.Fot. Natalia Bet

Lokal nie jest duży, raczej kameralny, porównując go do innych warszawskich sklepów SPOŁEM. Mimo to, w środku na klientów czekają uginające się od towaru półki. - Pewne rzeczy nie zmieniają się tu, chociażby dostęp do kultowych produktów, np. gum Turbo, które trudno znaleźć w innych sklepach - mówi mieszkający od dwudziestu lat na Woli Antek Kaczmarski, z którym rozmawiamy podczas zakupów w sklepie przy ul. Bema.

Sklep SPOŁEM przy ul. Bema 72.Fot. Natalia Bet

Sam sklep mieści się w modernistycznej kamienicy, w bardzo ciekawym sąsiedztwie. Tuż obok, bo przy ul. Ludwiki 1 mieści się zabytkowa Kolonia Wawelberga, a od 1927 roku dwujęzyczne liceum im. Kopernika z (nieczynnym, niestety) obserwatorium astronomicznym.

Sklep Społem działający przy ul. Bema 72.Fot. Natalia Bet

Apteka przy Szembeka

Z kolei spacerującym po Grochowie polecamy zwrócenie uwagi na kamienicę znajdującą się na samym rogu placu Szembeka z ul. Grochowską. Na parterze budynku zrobimy zakupy w aptece, istniejącej od 1937 roku.

materiały historycznePoliński J.: Grochów. Przedmurze Warszawy (1938)

Apteka przy placu Szembeka: ul. Grochowska 128Fot. Natalia Bet

Ale od początku. Jest rok 1916 rok i Grochów zostaje przyłączony do Warszawy. W nowej dzielnicy osiedlają się przybysze z okolic Mazowsza i Podlasia. Przez najbliższych kilkanaście lat wyrastają czynszowe kamienice, sklepy i powstają urzędnicze placówki. Musiała więc powstać i też apteka. W owym czasie do najbardziej znanych warszawskich farmaceutów należał mgr Robert Żłobikowski i to właśnie jemu, w latach 30., udzielono zgody na prowadzenie sklepu z lekami.

Apteka przy placu Szembeka: ul. Grochowska 128Fot. Natalia Bet

- „Wchodziło się po dwóch stopniach do dwuskrzydłowych wahadłowych drzwi z łukowatymi mosiężnymi poręczami na samym narożniku. Po obu stronach błyszczały jak w „Bristolu” kryształowe witryny z mosiężnymi literami na szkle. Nad drzwiami był duży neon "Apteka" w nowoczesnym liternictwie, jeden z pierwszych w tym rodzaju w naszej okolicy. Pod nim napis Magister R. Żłobikowski" - czytamy w książce "Korzenie Miasta" Jerzego Kasprzyckiego.

Apteka przy placu Szembeka: ul. Grochowska 128Fot. Natalia Bet

Apteka wojnę przetrwała nienaruszona. Do dzisiaj zachowały się w środku przedwojenne meble: regał z malutkimi szufladkami na leki. - Są potwornie nie praktyczne - śmieją się panie farmaceutki. Nie wiadomo jeszcze jak długo meble pozostaną na wyposażeniu apteki, ponieważ zaplanowano remont.

Tatar z pochodzenia

Ważną postacią związaną z historią kamienicy był dr Hipolit Lipko, który na pierwszym piętrze, nad apteką, prowadził swój gabinet.

"Drzwi do mieszkania otwierała chyba jakaś gosposia, lub pielęgniarka. Szybko w korytarzu należało zdjąć płaszcz, by w towarzystwie owej pani przejść do poczekalni. Najbardziej utkwił mi w pamięci salon, bo tam się najdłużej przebywało i można było porozglądać się po kątach. Pokój ów był wypełniony różnymi meblami, których przeznaczenia jako dziecko nie znałem, a więc i nie zapamiętałem. W głowie utkwił mi tylko ciemny stół stojący bliżej okna, wokół którego można było zasiąść na czas oczekiwania. Leżały na nim jakieś gazety i tygodniki dla pacjentów. W lewym rogu stał ów jasnobrązowy piec. Z salonu-poczekalni wiodło wejście do gabinetu. Było to pomieszczenie dość nieduże, a może mi się tylko tak wydawało, gdyż wypełniało je sporych rozmiarów biurko zwrócone węższym bokiem do okna, jakaś oszklona szafa z medykamentami, chyba jakaś leżanka, a przede wszystkim potężna postać samego Doktora." (źródło: forum Gazeta.pl).

Spodobało ci się? Polub nas

Okazuje się, że mieszkańcy Grochowa do dzisiaj bardzo dobrze pamiętają postać lekarza:

Apteka przy placu Szembeka: ul. Grochowska 128Fot. Natalia Bet

„Był Tatarem z pochodzenia, o szerokiej, płaskiej twarzy i azjatyckich rysach, człowiekiem potężnej postury, o powolnych ruchach, donośnym tembrze głosu i o jasnych, pogodnych oczach. Jako lekarz ubezpieczalni społecznej pacjentów przyjmował w swym 3-pokojowym mieszkaniu, z oknami wychodzącymi na Grochowską. Należałem do jego rejonu i jako chorowite dziecko byłem dość częstym pacjentem doktora. Chorzy oczekiwali na wizytę w salonie, zaś lekarz przyjmował w gabinecie. Wrył mi się w pamięć piec kaflowy z piękną kratą zabezpieczającą drzwiczki. Podczas wyczekiwania na swą kolejkę, wzrok mój ciągle znajdował się na wysokości tego elementu dekoracyjnego. Ordynował w garniturze, za wielkim biurkiem, zawsze witając pacjentów miłym uśmiechem” - wspomina jeden z internautów na forum serwisu Gazeta.pl.

***

Macie swoje ulubione miejsca w waszych dzielnicach? Możecie zgłosić w konkursie www.mojawawakonkurs.pl

 

 

Przed woWykorzystując dogodne kredyty Banku Gospodarstwa Krajowego, właściciele gruntów rozpoczęli stawianie czynszowych kamienic, zaspokajając potrzeby licznie napływającej do Warszawy ludności z okolic Mazowsza i Podlasia. Wzrost liczby mieszkańców wymuszał również konieczność zakładania placówek użyteczności publicznej, których brak - na odległym od środmieścia Grochowie - odczuwała ludność dzielnicy
Czytaj więcej: http://www.pomorska.pl/serwisy/album-bydgoski/art/7064903,zapomniany-aptekarz-z-ulicy-niedzwiedzia,id,t.html
Więcej o: