Profesor z Uniwersytetu Warszawskiego pobity. Bo mówił po niemiecku

09.09.2016 11:35
Tramwaj Warszawa

Tramwaj Warszawa (Jacek Marczewski/ Agencja Gazeta)

Warszawski profesor pobity w tramwaju. Za co? Bo rozmawiał po niemiecku z kolegą.

Profesor Jerzy Kochanowski, wykładowca Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, został w czwartek pobity w warszawskim tramwaju, ponieważ rozmawiał z kolegą z Uniwersytetu w Jenie. Rozmowa toczyła się po niemiecku.

Oburzający incydent nagłośniła blogerka Katarzyna Czajka. Na swoim profilu na portalu Facebook napisała (publikujemy oryginalny wpis):

Wczoraj w tramwaju nr. 22, który spokojnie dowozi mnie co dzień do pracy pobito mojego promotora profesora Jerzego Kochanowskiego. Pobito go bo wraz ze swoim znajomym profesorem uniwersytetu w Jenie rozmawiał po niemiecku. Nie spodobało się to jadącemu z nimi pasażerowi. W odpowiedzi na pytanie "Dlaczego mam nie mówić po niemiecku?" wstał i pobił.
Człowiek słyszy i nie wierzy. Ale jak to? W Warszawie? W Polsce? Zostać pobitym za mówienie po niemiecku? W 2016 roku? Jak to jest w ogóle możliwe. Ale jest. Tak po prostu. Zmieniło się, przesunęło, puściła tama. Ludzie już nie gryzą się w język, wręcz przeciwnie z dumą na piersi i w pięści robią to przed czym rok, dwa lata temu, pięć lat temu by się powstrzymali. Bo czują, że oto nadszedł ich czas. Czas kiedy nagle czynem patriotycznym staje się pobicie profesora. Są tak bardzo wbrew i tacy dzielni. Czują że ich czas.
Bo to jest taki czas. Takie już wcale nie ciche przyzwolenie. Na przemoc. Na budzenie uśpionych demonów. Czasy się zmieniły, rząd nie karze, nie gani, tylko podsyca. Albo milczy. I niby wszystko jest jak było, tylko że nie jest.
Wiadomo, że kogoś w końcu pobiją. Nie przypuszczałam że to będzie tak blisko. Tak bezsensu (choć przecież zawsze jest bezsensu). Tak strasznie głupio. A teraz będzie się człowiek jednak trochę rozglądał, trochę zastanawiał. Tylko bać się jeszcze nie można, bo jak człowiek się boi to milczy a we mnie - i mam nadzieję w was - budzi się coraz bardziej potrzeba mówienia. Bo jak człowiek milczy to wokół niego ludzie czują się coraz silniejsi, coraz pewniejsi, coraz bardziej w prawie. Więc mówcie, pokazujcie, przekazujcie. Bo... NIE.

"Wczoraj w tramwaju nr. 22, który spokojnie dowozi mnie co dzień do pracy pobito mojego promotora profesora Jerzego Kochanowskiego. Pobito go bo wraz ze swoim znajomym profesorem uniwersytetu w Jenie rozmawiał po niemiecku. Nie spodobało się to jadącemu z nimi pasażerowi. W odpowiedzi na pytanie "Dlaczego mam nie mówić po niemiecku?" wstał i pobił.
Człowiek słyszy i nie wierzy. Ale jak to? W Warszawie? W Polsce? Zostać pobitym za mówienie po niemiecku? W 2016 roku? Jak to jest w ogóle możliwe. Ale jest. Tak po prostu. Zmieniło się, przesunęło, puściła tama. Ludzie już nie gryzą się w język, wręcz przeciwnie z dumą na piersi i w pięści robią to przed czym rok, dwa lata temu, pięć lat temu by się powstrzymali. Bo czują, że oto nadszedł ich czas. Czas kiedy nagle czynem patriotycznym staje się pobicie profesora. Są tak bardzo wbrew i tacy dzielni. Czują że ich czas.
Bo to jest taki czas. Takie już wcale nie ciche przyzwolenie. Na przemoc. Na budzenie uśpionych demonów. Czasy się zmieniły, rząd nie karze, nie gani, tylko podsyca. Albo milczy. I niby wszystko jest jak było, tylko że nie jest.
Wiadomo, że kogoś w końcu pobiją. Nie przypuszczałam że to będzie tak blisko. Tak bezsensu (choć przecież zawsze jest bezsensu). Tak strasznie głupio. A teraz będzie się człowiek jednak trochę rozglądał, trochę zastanawiał. Tylko bać się jeszcze nie można, bo jak człowiek się boi to milczy a we mnie - i mam nadzieję w was - budzi się coraz bardziej potrzeba mówienia. Bo jak człowiek milczy to wokół niego ludzie czują się coraz silniejsi, coraz pewniejsi, coraz bardziej w prawie. Więc mówcie, pokazujcie, przekazujcie. Bo... NIE."

 

Pobicie warszawskiego profesoraŹródło: Facebook Katarzyny Czajki

 

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

W rozmowie z "Newsweekiem" profesor potwierdził fakt pobicia. Wczorajszy dzień spędził w szpitalu, dziś udał się na policję. - Nie był to żaden ONR-owiec, ale raczej "zdrowa reakcja" podpitego proletariatu. Wie pan, słyszy niemiecki, uderza w głowę, sprawa kończy się szyciem głowy - powiedział "Newsweekowi".

Z kolei w rozmowie z TVN Warszawa profesor podkreślił, że w rezultacie pobicia ma na twarzy pięć szwów. Sprawca uciekł, choć pobity usiłował go zatrzymać. Do zdarzenia doszło w tramwaju w okolicy Powązek, kiedy z kolegą z Niemiec wracał z cmentarza. Reakcja motorniczego ograniczyła się do nakazu opuszczenia pojazdu, by panowie kontynuowali bójkę na zewnątrz. Profesor podkreślił, że nie uczestniczy w bójce lecz jest bity. Nie wzbudziło to żadnej reakcji. - To było haniebne - podkreślił profesor. Sam wezwał policję, razem z funkcjonariuszami próbował znaleźć sprawcę zajścia, jednak bezskutecznie.

Uzyskaliśmy komentarz rektora Uniwersytetu Warszawskiego, Marcina Pałysa - Jestem zaniepokojony fizyczną agresją wobec profesora UW. Taki wybryk powinien zostać wyjaśniony, a osoby uciekające się do przemocy - ukarane. Jeżeli rzeczywiście powodem incydentu było używanie w miejscu publicznym języka niemieckiego, to takie postępowanie powinno spotkać się z publicznym potępieniem - przekazał nam.

Skomentuj:
Profesor z Uniwersytetu Warszawskiego pobity. Bo mówił po niemiecku
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX