Krowarzywa znów otwarte. "Dwóch pracowników z Hożej przyszło na 10 do pracy". Pozostali dalej protestują

"Cała awantura była o jednego pracownika" - mówi właściciel Krowarzyw, który od trzech dni kłóci się ze swoimi pracownikami. Wczoraj zaproponował wszystkim umowy o pracę na okres dwóch miesięcy. Dwie z 15 osób przyjęły propozycję i stawiły się o 10:00 w pracy. Lokal przy Hożej jest na razie zamknięty. Działają już pozostałe lokale - przy Marszałkowskiej i jeden w Krakowie. Pracownicy tych lokali odcinają się od strajku w burgerowni. Pracownicy z Hożej nie odpuszczają: "Związek zawodowy przestałby mieć rację bytu".

Krzysztof Bożek w rozmowie z metrowarszawa.pl rozwiał wątpliwości na temat przyszłości Krowarzyw. Jeszcze wczoraj był bliski likwidacji wszystkich lokali, dziś uruchamia burgerownie w Krakowie i przy Marszałkowskiej oraz zapowiada rychły powrót lokalu przy Hożej.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Nie dogadywaliśmy się

- Jak się okazuje, wszystko poszło o zwolnionego pracownika, bo wszystkim zaproponowaliśmy umowy o pracę, wyraziliśmy również zgodę na działanie związku zawodowego - mówi Krzysztof Bożek. Pracownicy w oświadczeniu, które opublikowali na stronie żalili się jednak, że właściciel zaproponował im umowę na okres dwóch miesięcy, co nie dawało im wystarczającego zabezpieczenia.

Krzysztof Bożek nie wyraził zgody na likwidację monitoringu, choć w rozmowie z metrowarszawa.pl przyznał, że popełnił błąd nie komunikując zespołowi, że ma zamiar założyć kamery. - Podjęliśmy decyzję o założeniu monitoringu ze względu na włamanie do lokalu, ale przyznaję, że również był to efekt różnych złych opinii na temat obsługi, które docierały do nas od klientów drogą telefoniczną i w mediach społecznościowych. Nie zakładaliśmy tych kamer po kryjomu, ale przyznaję, że powinienem był poinformować o tym załogę - mówi Bożek.

Właściciel Krowarzyw przyznaje, że od jakiegoś czasu nie układało mu się z pracownikami. - Zawsze byliśmy zgraną ekipą i jestem wdzięczny wszystkim pracownikom za pomoc w tworzeniu tego miejsca. To oni byli tutaj przez cały czas i przyjmowali klientów. Oni budowali to miejsce na co dzień. Od jakiegoś czasu komunikacja między nami kulała - mówi.

Krzysztof Bożek chciał popracować nad jakością obsługi - stąd monitoring i zatrudnienie nowego menadżera. - Miał wprowadzić pewne zmiany, pewnie pracownicy poczuli się zagrożeni - mówi. Przyznaje, że nie spodziewał się, że rozpęta się taka afera. W rozmowie z metrowarszawa.pl humor mu jednak dopisywał. - Nie będę płakał, trzeba dalej walczyć. Mam poczucie, że wyszliśmy pracownikom naprzeciw. Negocjacje odbyły się w obecności prawnika, przyjęliśmy istnienie związku zawodowego, co moim zdaniem jest ewenementem w takim lokalu.

KrowarzywaLokal przy Hożej wciąż nieczynny/ fot. Marek Szczawiński

Marszałkowska i Kraków odcinają się od strajku

Od strajku na Hożej odcięli się pracownicy na Marszałkowskiej i w Krakowie. - Dementujemy oskarżenia o rzekome niskie zarobki, czy niewłaściwe traktowanie. Nasi pracodawcy często szli nam na rękę i wielu z nas ratowali z bardzo poważnych problemów życiowych. Bardzo dziękujemy naszych klientom, którzy stanęli po naszej stronie i zaangażowali się w obronę naszych praw; to bardzo dużo dla nas znaczy i tym bardziej daje nam poczucie wsparcia i sprawia, że nasza praca daje nam ogromną przyjemność. Niestety jednak uważamy, że fala hejtu, która spłynęła na nasz lokal, jest zupełnie bezzasadna. Każdy medal ma dwie strony - oświadczają pracownicy z Marszałkowskiej. Oświadczenia pracowników z Krakowa i z Marszałkowskiej można przeczytać na stronie.

Pracownicy z Hożej dalej protestują

Pracownicy, którzy nie zdecydowali się na przyjęcie warunków właścicieli, zebrali się 22 czerwca o 19 pod lokalem na Marszałkowskiej, żeby protestować. Protestowali przeciwko pracownikom, którzy postanowili odciąć się od strajku, a także pracodawcy, który ich zdaniem, łamie prawa pracownicze. Towarzyszyli om członkowie partii RAZEM.

KrowarzywaFacebook.com

- Słyszeliśmy plotki, że dwie osoby zdecydowały się przystać na warunki właścicieli Krowarzyw, ale pozostali się nie wyłamują. Związek zawodowy został zawiązany po to, żeby chronić prawa pracownika, który został zwolniony z dnia na dzień oraz pozostałych pracowników. Jeżeli pracownicy przystaną na propozycję właściciela, związek przestanie mieć rację bytu - mówi Jakub Grzegorczyk z Inicjatywy Pracowniczej Warszawa. - Zwolniony pracownik nie miał żadnej umowy o pracę. Umowa zlecenia była z pracownikami podpisywana pod koniec miesiąca, dla formalności, więc praktycznie wszyscy oprócz dwóch kierowników zatrudnionych na umowę o pracę, pracowało tam na czarno. Zaproponowanie umowy o pracę na okres dwóch miesięcy również jest absurdalne, w każdej chwili pracownicy mogą zostać zwolnieni, nie daje im ta umowa żadnego zabezpieczenia - mówi.

Jego zdaniem Polska to kraj pracodawców, w którym pracownik jest zawsze na przegranej pozycji. Członkini partii RAZEM, z którą rozmawialiśmy, jest tego samego zdania. - Ten pracownik mógłby pójść do sądu i złożyć pozew, ale sprawa prawdopodobnie toczyłaby się latami. Nawet jeśli wygra sprawę, sytuacja z dziś dawno się zdezaktualizuje, przecież będzie musiał znaleźć jakąś pracę - mówi Lidia Domańska i podsumowuje. - Jako partia wspieramy pikietujących pracowników i będziemy walczyć o ich prawa.

Bożek, jak mówi, nie zgodzi się na przywrócenie do pracy osoby, którą zwolnił. - Moim zdaniem nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. W tej chwili pracownicy w pozostałych lokalach wrócili do pracy, dwie osoby chcą dalej pracować przy Hożej. Co ciekawe, do pracy nie przyszły te, które miały już wcześniej umowę o pracę. Mam nadzieję, że szybko skompletujemy ekipę i wznowimy działalność lokalu. Bardzo mi na tym zależy, żeby dalej robić dobre jedzenie i serwować je warszawiakom - mówi.

Nie zaproponował innej umowy niż umowa o pracę na okres 2 miesięcy, bo uznał, że na razie w tych okolicznościach, które są teraz, nie jest w stanie zaproponować więcej. - Istnieje możliwość przedłużenia, jeżeli wszystko będzie się układać - mówi.

Chaos

W Krowarzywach była wczoraj nasza reporterka. Była świadkiem, jak pracownicy z Hożej zaczęli wyzywać od kłamców Marka Tatałę, który udzielał wywiadu. Powiedział, że w Polsce pracodawcy nie mają obowiązku zatrudniania osób. Jeżeli pracodawca stracił zaufanie do pracowników, to bardzo trudno mu sobie wyobrazić współpracę z takimi osobami. Dla niego to zrozumiałe, że nie chce współpracować z osobami, które w internecie dopędzają do kampanii, która może zniszczyć fajny lokal.

Pracownicy z Marszałkowskiej również czuli się atakowani. Jak relacjonowała reporterka, wychodzili przed lokal i nawoływali, żeby pikietujący dali im pracować w spokoju.

Więcej o:
Komentarze (1)
Krowarzywa znów otwarte. "Dwóch pracowników z Hożej przyszło na 10 do pracy". Pozostali dalej protestują
Zaloguj się
  • ds215

    Oceniono 1 raz 1

    A jakie śa warunki płacowe? chętnie zmieniłbym pracę na bliżej położoną i lepiej płatną. /Średnia warszawska mnie interesuje. Może być umowa o dzieło.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX