Autor płaskorzeźby Lecha Kaczyńskiego: "Projekt jest w porządku, nie ma się czego wstydzić" [WYWIAD]

O płaskorzeźbie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która stanęła przed warszawskim ratuszem, a także o kulisach jej powstawania rozmawiamy z Józefem Henrykiem Helińskim - architektem i konstruktorem, autorem m.in. projektu przebudowy pawilonów przy al. Jana Pawła II.
Przed warszawskim ratuszem i Urzędem Wojewódzkim stanął głaz z tablicą upamiętniającą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pana autorstwa. Słyszał po zamieszaniu wokół pomnika?
Józef Henryk Heliński: Słyszałem, że mam coś tam poprawić. Są wątpliwości, że wygląda, tak jak wygląda, ale projekt przyjęli. Nawet brat przyjął.

Spodobało ci się? Polub nas

Brat Lecha Kaczyńskiego - Jarosław?
Tak.
Przede wszystkim chodzi o to, że pan prezydent nie przypomina sam siebie...
Właśnie. Ale zostało to ostatecznie przyjęte przez komisję. Gdyby pani zobaczyła rzeźbę Ignacego Paderewskiego. To dopiero jest jakieś straszydło. Uwiecznili go jak był już stary zamiast pokazać, jak wyglądał, gdy odnosił sukcesy. I nikt kompletnie o tym nie mówi.
Jest pan również autorem całego pomnika. Tablica wisi na głazie narzutowym.
Jest bezpieczny, bo jestem konstruktorem.  Pawilony stojące przy Al. Jana Pawła II, to był mój pierwszy lub drugi projekt zrealizowany po studiach. Powiem pani, że jestem zwariowany. Skończyłem studia, mając lat pięćdziesiąt. Dzieciaki, które miały po dwadzieścia, patrzyły na mnie i mówiły: „Panie, po co Pan tu przyszedł”.  W konstrukcji nikt mnie nie zaskoczy, w architekturze także.
A treść, która znalazła się na pomniku?
Napisu ja nie dawałem. Były wątpliwości czy poległ, czy nie poległ.
A pan, jakie ma zdanie na temat tej płaskorzeźby?
Ja mam zdjęcie i wygląda podobnie. Może jak ktoś z daleka lub z dołu patrzy, to różnie mu się wydaje. Mam jeszcze gips, mogę pokazać, jakby ktoś chciał. Może te cienie gorzej wyglądają Ale ja uważam, że udało się całkiem okej. Naprawdę okej.
Skąd więc to zamieszanie?
To jest draka polityczna. Uważam, że są to tylko i wyłącznie problemy polityczne. Ale zapewniam: nie jestem w żadnej partii i nigdy nie byłem. Mnie polityka nie interesuje. To było dla uczczenia prezydenta.
A jak w ogóle doszło do tego, że pana płaskorzeźba pojawiła się przed ratuszem?
Miałem prośbę od zespołu wojewody, czy bym tego nie zrobił, bo nie ma czasu. Wziąłem się za robotę i zrobiłem. Zwrócili się do mnie, ponieważ robiłem tablicę upamiętniającą księdza Karłowicza przy ul. Długiej.
Długo pan pracował nad projektem?
Dwa, trzy tygodnie. Czas był bardzo krótki. Poświęciłem na to sporo pracy. Bałem się, że nie wyjdzie dobrze. Wstępna komisja zwróciła uwagę na to, że jest trochę za gładki. Poprosili, aby zrobić bardziej chropowatą, ostrą powierzchnię. To wykonałem i odlano w mosiądzu. I według mnie projekt jest w porządku. Nie ma czego się wstydzić. Jeśli jest taka konieczność, to mogę pogadać z osobami, które mają wątpliwości.
Kiedy dostał pan na to zlecenie?
Ja to zrobiłem za darmo. W ramach czynu społecznego. W końcu pieniądze to nie jest ważna sprawa.
Ale poświęcił pan na to swój czas.
No wie pani... Czego się nie robi dla pewnych rzeczy. Ja w ogóle o pieniądzach nie rozmawiałem. Zresztą tablicę upamiętniająca ks. Karłowicza też za darmo zrobiłem. Tablicę Korfantego w kościele na placu Zbawiciela też społecznie wykonałem.
Od dawna zajmuje się pan architekturą?
Mniej więcej 15 lat. Natomiast konstrukcją od 35. Rzeźbiarzem nie jestem, ale rzeźbę miałem na studiach przez dwa semestry, potem dokształcałem się w pracowni artystycznej. Malowałem nawet. Jestem człowiek dosyć wszechstronny. I gdyby pani na mnie popatrzyła, to w Warszawie takich idiotów jak ja, to by pani znalazła ze trzech.
Jako to?
I jeszcze maraton w ubiegłym roku ukończyłem - w 4 godziny i 24 minuty. Już takiego jak ja, który ma lat 70, pani nie znajdzie. A i jeszcze olbrzymi pomnik przygotowuję. Olszynka Grochowska. Chcemy zrobić olbrzymi kopiec. Także ja jestem trochę dziwny człowiek, aczkolwiek wiem, w którym miejscu stoję.

Natalia Bet: Przed warszawskim ratuszem i Urzędem Wojewódzkim stanął głaz z tablicą upamiętniającą śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pana autorstwa. Słyszał pan o zamieszaniu wokół pomnika?

Józef Henryk Heliński: Słyszałem, że mam coś tam poprawić. Są wątpliwości, że wygląda, tak jak wygląda, ale projekt przyjęli. Nawet brat przyjął. 

Brat prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Jarosław?

Tak.

Przede wszystkim chodzi o to, że pan prezydent nie przypomina sam siebie...

Właśnie. Ale zostało to ostatecznie przyjęte przez komisję. Gdyby pani zobaczyła rzeźbę Ignacego Paderewskiego. To dopiero jest jakieś straszydło. Uwiecznili go jak był już stary zamiast pokazać, jak wyglądał, gdy odnosił sukcesy. I nikt kompletnie o tym nie mówi. 

Jest pan również autorem całego pomnika. Tablica wisi na głazie narzutowym.

Jest bezpieczny, bo jestem konstruktorem. Pawilony stojące przy al. Jana Pawła II to był mój pierwszy lub drugi projekt zrealizowany po studiach. Powiem pani, że jestem zwariowany. Skończyłem studia, mając lat pięćdziesiąt. Dzieciaki, które miały po dwadzieścia, patrzyły na mnie i mówiły: „Panie, po co Pan tu przyszedł”. W konstrukcji nikt mnie nie zaskoczy, w architekturze także.

A treść, która znalazła się na pomniku?

Napisu ja nie dawałem. Były wątpliwości czy poległ, czy nie poległ.

A pan, jakie ma zdanie na temat tej płaskorzeźby?

Ja mam zdjęcie i wygląda podobnie. Może jak ktoś z daleka lub z dołu patrzy, to różnie mu się wydaje. Mam jeszcze gips, mogę pokazać, jakby ktoś chciał. Może te cienie gorzej wyglądają. Ale ja uważam, że udało się całkiem okej. Naprawdę okej.

Skąd więc to zamieszanie?

To jest draka polityczna. Uważam, że są to tylko i wyłącznie problemy polityczne. Ale zapewniam: nie jestem w żadnej partii i nigdy nie byłem. Mnie polityka nie interesuje. To było dla uczczenia prezydenta.

A jak w ogóle doszło do tego, że pana płaskorzeźba pojawiła się przed ratuszem?

Miałem prośbę od zespołu wojewody, czy bym tego nie zrobił, bo nie ma czasu. Wziąłem się za robotę i zrobiłem. Zwrócili się do mnie, ponieważ robiłem tablicę upamiętniającą księdza Karłowicza przy ul. Długiej.

Długo pan pracował nad projektem?

Dwa, trzy tygodnie. Czas był bardzo krótki. Poświęciłem na to sporo pracy. Bałem się, że nie wyjdzie dobrze. Wstępna komisja zwróciła uwagę na to, że jest trochę za gładki. Poprosili, aby zrobić bardziej chropowatą, ostrą powierzchnię. To wykonałem i odlano w mosiądzu. I według mnie projekt jest w porządku. Nie ma czego się wstydzić. Jeśli jest taka konieczność, to mogę pogadać z osobami, które mają wątpliwości.

Kiedy dostał pan na to zlecenie?

Ja to zrobiłem za darmo. W ramach czynu społecznego. W końcu pieniądze to nie jest ważna sprawa.

Ale poświęcił pan na to swój czas.

No wie pani... Czego się nie robi dla pewnych rzeczy. Ja w ogóle o pieniądzach nie rozmawiałem. Zresztą tablicę upamiętniającą ks. Karłowicza też za darmo zrobiłem. Tablicę Korfantego w kościele na placu Zbawiciela też społecznie wykonałem.

Od dawna zajmuje się pan architekturą?

Mniej więcej 15 lat. Natomiast konstrukcją od 35. Rzeźbiarzem nie jestem, ale rzeźbę miałem na studiach przez dwa semestry, potem dokształcałem się w pracowni artystycznej. Malowałem nawet. Jestem człowiek dosyć wszechstronny. I gdyby pani na mnie popatrzyła, to w Warszawie takich idiotów jak ja, to by pani znalazła ze trzech. 

Jak to?

I jeszcze maraton w ubiegłym roku ukończyłem - w 4 godziny i 24 minuty. Już takiego jak ja, który ma lat 70, pani nie znajdzie. A i jeszcze olbrzymi pomnik przygotowuję. Olszynka Grochowska. Chcemy zrobić olbrzymi kopiec. Także ja jestem trochę dziwny człowiek, aczkolwiek wiem, w którym miejscu stoję.

 

Więcej o:
Skomentuj:
Autor płaskorzeźby Lecha Kaczyńskiego: "Projekt jest w porządku, nie ma się czego wstydzić" [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX