Od 16-stu dni głoduje pod Kancelarią Premiera. Pije tylko wodę, schudł 12 kilo [ROZMOWA]

- Przed głodówką musiałem zrobić lewatywę, żeby toksyny, które zostały w organizmie, nie zaatakowały głowy i nie doszło do zatrucia. Po pierwszym tygodniu organizm przestawił się na metabolizm wewnętrzny, znikło uczucia ssania w żołądku. Ale trwanie w głodówce w dużym stopniu zależy od stanu ducha. Ja się tutaj czuję bardzo szczęśliwy, coraz bardziej wolny i wyzwolony - mówi Andrzej Miszk, który od 16-stu dni protestuje pod Kancelarią Premiera.

Spodobało ci się? Polub nas

Głodówkę zaczął 17 marca - dzień po tym, jak minął termin na opublikowanie przez rząd wyroku Trybunału Konstytucyjnego, mówiącego o tym, że nowelizacja ustawy o TK autorstwa PiS jest niezgodna z konstytucją. Andrzej Miszk, związany w latach 80. z pacyfistycznym ruchem Wolność i Pokój, był jednym z twórców Komitetu Obrony Demokracji. Koordynatorem KOD na Mazowszu był zaledwie miesiąc. W tym czasie zorganizował pierwsze demonstracje pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Mateusz Kijowski, szef KOD-u, wyrzucił Miszka ze struktur Komitetu. Powstała radykalna frakcja KOD-u - KOD PP (Komitet Obrony Demokracji Przed PiS-em). Ich namioty od trzech tygodni są rozstawione naprzeciw Kancelarii Premiera w Al. Ujazdowskich. W jednym z nich zamieszkał Andrzej Miszk.

Rozmowa z Andrzejem Miszkiem

To pana 16-sty dzień bez jedzenia. Jak się pan czuje?

- Bardzo dobrze, choć jestem trochę osłabiony.

Pamięta pan swój ostatni posiłek?

- Dzień przed rozpoczęciem głodówki zjadłem jedynie śniadanie.

Czyli przygotował pan swój organizm na to, że będzie dostawał mniej.

- Dobrze jest już kilka dni wcześniej mniej jeść. Przed głodówką musiałem zrobić lewatywę, żeby toksyny, które zostały w organizmie, nie zaatakowały głowy i nie doszło do zatrucia.

Dużo pan schudł?

- Ważyłem się w 9-tym dniu głodówki. W tym czasie schudłem 7 kilo. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni to jest już ok. 12 kg.

A jak pana organizm reaguje na zmianę?

- Bardzo dobrze. Po pierwszym tygodniu organizm przestawił się na metabolizm wewnętrzny, czyli z odżywiania doustnego przeszedł na karmienie wewnątrzkomórkowe. Nie ma wtedy ssania.

Naprawdę nie czuje pan ścisku w żołądku?

- Ono jest delikatnie wyczuwalne, no i mam mniej energii. Zresztą drugi tydzień był dużo lepszy niż pierwszy. Bywają dni euforyczne z nadmiarem energii. Wczoraj czułem się tak, jakbym w ogóle nie głodował. Dzisiaj jest troszeczkę spokojniej.

Kto panu przynosi wodę?

- Nasi ludzie. Tu codziennie przy naszych namiotach pojawia się od 30 do 50 osób z setki wolontariuszy.

W termosie jest ciepła woda, w butelkach chłodna. Pije się na zmianę?

- W chłodniejsze dni mam pić wodę z termosu, ale bardziej smakuje mi woda zimna, z butelki. Dobrze, jak są różne gatunki niegazowanej, mineralizowanej.

Z cytryną, z cukrem?

- Nie, piję wodę bez dodatków. Biorę jeszcze magnez i elektrolity. Takie były zalecenia lekarza.

Andrzej Miszk w namiocie, w którym prowadzi głodówkę, fot. Michał Radkowski

Lekarz bada pana codziennie?

- Przy takim dobrym stanie zdrowia, jaki mam, wystarczy co 2-3 dni. Po pierwszych 9-ciu dniach zrobiłem kompleksowe badania i na razie nic złego się ze mną nie dzieje. Nie mam żadnych skutków ubocznych. Za kilka dni zrobię następne badania.

Lekarz nie radził, by przerwać protest?

- Dobrałem sobie takiego lekarza, który nie mówi mi, że głodówka jest zła. A jeśli nawet tak myśli, to nie ujawnia swojego zdania. Jesteśmy umówieni, że powie mi, kiedy coś złego będzie się ze mną działo.

Jest przygotowany plan awaryjny, gdyby lekarz powiedział, że trzeba przerwać głodówkę, bo może się to skończyć tragicznie?

- Nie mam takiego planu, ale wszystko zależy od tego, jakich argumentów użyje lekarz. Obawiam się dwóch rzeczy podczas głodówki. Nie wiem, jak mój organizm będzie się zachowywać w kolejnych tygodniach. I niepokoję się o reakcje ludzi z najbliższego otoczenia. Oni dużo bardziej martwią się o moje zdrowie i życie niż ja. Boję się, że za jakiś czas nie pozwolą mi głodować.

I co wtedy? Bo jak pan ma osłabiony organizm, to osłabione są też możliwości walki z samym sobą.

- Będę coraz słabszy i pewnie coraz bardziej bezradny, gdy najbliżsi zaczną na mnie wywierać presję. Ale oczywiście jestem otwarty na głos lekarzy, bliskich czy polityków.

Oglądał pan film Steve'a McQueena „Głód” o bojownikach IRA, którzy w brytyjskim więzieniu prowadzili strajk głodowy?

- Tu w namiocie obejrzałem go pierwszy raz. Film powstał na podstawie wydarzeń z 1981 roku. Ci, którzy wtedy strajkowali, mieli status więźniów politycznych w Irlandii Północnej.

Ich lider, Bobby Sands, zmarł po 66 dniach głodówki.

- To paradoks. 10 lat temu, gdy jako jezuita studiowałem w Dublinie, pojechałem ze współbraćmi na ich grób. Potem połowę czasu spędziliśmy zapoznając się z mitem bojowników IRA, dużo o nich czytaliśmy, oglądaliśmy o nich filmy. Nie wiedziałem, że mi się to kiedykolwiek przyda. (śmiech)

Ale dla pana to nie jest coś nowego. Pan już wcześniej prowadził głodówkę, strajkował pan jeszcze w szkole, przed 18-tką był pan w więzieniu. Jest pan wywrotowcem.

- (śmiech) Nigdy nie uważałem się za jakiegoś wywrotowca. Jestem nim tylko wtedy, gdy jakiś reżim próbuje wywrócić kraj do góry nogami. Jeżeli władza zachowuje się spokojnie i nie zagraża obywatelom, to w ogóle nie angażuję się politycznie. Zajmuję się wtedy filozofią, pisaniem, biznesem.

Andrzej Miszk podczas wywiadu, kadr z filmu w serwisie YouTube

Naprawdę uważa pan, że obecna sytuacja w kraju jest na tyle poważna, żeby prowadzić tak radykalną formę protestu?

- Tak uważam. Zmierzamy w kierunku dyktatury o charakterze miękkiego faszyzmu. Już piąty miesiąc trwa paraliż Trybunału Konstytucyjnego, nasza konstytucja jest zawieszona, a partia, która zdobyła zwykłą większość w parlamencie, wprowadza ustawy niezgodne z konstytucją, pisząc ją na nowo. Celem tego zabiegu jest ustanowienie dyktatury Jarosława Kaczyńskiego, którego uważam za kryptofaszystę. PiS to formacja bardzo niebezpieczna dla Polski i Europy. Oni nam stworzą państwo policyjne, zniszczą gospodarkę, odseparują od Unii Europejskiej. Już teraz nikt nie chce zapraszać naszego prezydenta poza Orbanem. Myślę, że Putin może go jeszcze zaprosi.

Straszy pan putinizacją Polski.

- To już się dzieje. Rosja Putina nie powstała w jeden dzień. Najpierw rosyjskiego prezydenta postrzegano jako demokratę. A jak jest dziś? Dyktatura zaczyna się od obalenia konstytucji i organów jej strzegących. Dyktatura zaczyna się wtedy, gdy jedna partia, która ma 18 procent poparcia dorosłej populacji Polaków, zaczyna bez uwzględniania większości społeczeństwa, narzucać innym swoją polityczną wolę. Ja i pozostali KOD-owcy jesteśmy po to, by obudzić ludzi, którzy są w drzemce mieszczańskiej. Jeżeli teraz Polacy, UE, NATO i Stany Zjednoczone zatrzymają tę dyktaturę, to szkody nie będą tak wielkie. Jeśli zrobimy to za 3 lata, to zatrzymać ją może tylko polski Majdan, który oby się skończył bezkrwawo.

Nie jest pan osamotniony w tak radykalnej formie protestu? Nawet KOD odciął się od pana. I teraz działa pan osobno jako KOD PP.

- To Mateusz Kijowski się odciął, ale on nie jest całym KOD-em.

Ale pana wyrzucił z KOD-u, gdzie był pan liderem struktur na Mazowszu.

- Zdecydowana większość KOD-erów z szacunkiem odnosi się do mojego protestu głodowego. A to, co zrobił Kijowski, to jest odcięcie mnie na poziomie struktury zarządzającej. Poza tym zawsze głodówki były protestami indywidualnymi. Nie liczę na masowe zrozumienie, bo nawet w moim otoczeniu są osoby, które uważają tę formę protestu za zbyt radykalną. Historia pokazuje, że dopiero po fakcie okazywało się, że głodówki były bardzo potrzebne, wprowadzały nową jakość i dynamikę zdarzeń. Gandhi przynajmniej dwukrotnie prowadził głodówkę i był bliski śmierci. Całe jego otoczenie było przeciwne takiej formie protestu. A on głodował po to, by zachęcić swoich zwolenników, żeby stosowali czystą formę walki bez użycia przemocy. Dopiero po latach sens takiego protestu staje się oczywisty.

A to jest ten moment, by prowadzić głodówkę?

- Bez tej głodówki nie byłoby pikiet. Nasz namiot postawiliśmy pod Kancelarią Premiera 14 godzin po tym, jak zrobiła to Partia Razem. KOD Mateusza Kijowskiego przyszedł tu dopiero tydzień później.

Kijowski pana odwiedził?

- Nie. Ale była za to Dagmara Chraplewska-Kołcz z Torunia, która głodowała ze mną przez sześć dni. Protest przerwała po rozmowie z lekarzem. Gdyby nie ona, nie utrzymalibyśmy tej pikiety.

10.03.2016 Warszawa . Mateusz Kijowski podczas pikiety KOD i Partii Razem .  Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta  SLOWA KLUCZOWE: pikieta KOD Razem /FR/Mateusz Kijowski, lider KOD, fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Słyszałem, że pani Dagmara wcześniej spisała testament. Pan też?

- Nie zrobiłem tego, ale myślę o tym. Mam firmę i w razie czego muszę ją komuś przekazać.

Warto poświęcać życie dla takiej sprawy?

- Mam nadzieję, że nie dojdzie do takiej ostateczności, ale rozpoczynając protest bezterminowy poważny człowiek musi się liczyć z każdą konsekwencją. Na razie to moje poświęcenie uważam za niewielkie. To są trzy tygodnie spędzone na ulicy, pod namiotem. Teraz jest trochę lepiej, ale nie tragicznie.

Pan tak mówi, ale trudno zdrowej osobie wyobrazić sobie funkcjonowanie bez jedzenia.

- Dla Dagmary to faktycznie było duże wyrzeczenie, bo każdy dzień tutaj to była dla niej męka i ból. Ja się tutaj czuję bardzo szczęśliwy, coraz bardziej wolny i wyzwolony. Nie mogę się przemieszczać. Muszę stąd kierować firmą i nie mogę sobie pójść do kina albo spotkać się z rodziną.

Rodzina w święta pana odwiedziła?

- Rodzina jest w Trójmieście. Matka jest po szpitalu, a siostra opiekuje się poważnie chorym dzieckiem, więc nie mieli takiej możliwości.

A warszawiacy do pana zaglądają?

- W pierwszy dzień świąt było u mnie z 70 osób. Kolejki tu stały.

I nikt panu nie przyniósł nic do jedzenia? Nie mówili: „no weź, nikt nie zobaczy”?

- (śmiech) Nie, tak nie było.

Wie pan, że w internecie piszą, że pan nocami podjada?

- Nie wiem, ale takie komentarze zawsze będą wobec głodujących. Nie sprawiają mi one żadnej przykrości. Ja ich nie czytam. Rzadko zaglądam tu do internetu.

Ale jest pan na bieżąco z polityką?

- Właśnie nie.

Andrzej Miszk w namiocie, w którym prowadzi głodówkę, fot. Michał Radkowski

Ma pan tu ze sobą laptop. Nie interesuje to pana?

- Podstawowe informacje mam, ale skupiam się na swoim celu i nie muszę śledzić szczegółów polityki. Jestem długodystansowcem i będę tu dość długo. Muszę oszczędzać energię i uwagę. Skupiam się na tym, by dobrze przeżywać ten protest. Czerpię tylko tyle informacji z mediów, ile jest konieczne do utrzymania podstawowej wiedzy odnośnie moich celów. Wiem np., że Kaczyński proponuje coś w rodzaju okrągłego stołu z opozycją, ale nikt mu nie wierzy.

A pan?

- Na tym etapie nie. Teraz na pewno nie ma dobrych intencji. Chce milczenia opozycji i spokoju, żeby umocnić władzę PiS-u. Nie chce, żeby ktoś mu przeszkadzał.

Ktoś z rządzących do pana przyszedł?

- Nie. Wysyłają tylko funkcjonariuszy policji. Co godzinę pytają mnie, jak się czuję i czy nie potrzebuję pomocy. Przedstawicieli rządu spodziewam się w trzecim lub czwartym tygodniu głodówki. Myślę, że wyślą tu kogoś z powodów wizerunkowych.

Ale coraz mniej mówi się o panu w mediach.

- Codziennie udzielam wywiadów stacjom radiowym i telewizyjnym z Polski i z zagranicy. Wczoraj była telewizja francuska, przedwczoraj - szwedzkie radio. W święta były „Wydarzenia” Polsatu i trzy stacje radiowe. Jest duży tekst w „Newsweeku” o mojej głodówce. Moim zdaniem, zainteresowanie mediów będzie rosło. 4. i 5. kwietnia przyjadą do Polski sekretarz generalny Rady Europy i wiceszef Komisji Europejskiej.

Liczy pan na to, że i tu przyjadą?

- Myślę, że nas odwiedzą. Ja ich zapraszam. Dla mnie to będzie bardzo ważne wsparcie, bo cała Europa dowie się o naszym proteście i o tym, że Polacy już drugi miesiąc szykują Majdan.

Tylko ludzi nie ma.

- Ale on na pewno będzie. Jeśli dyktatura się szybko rozwinie w Polsce, to i Majdan się pojawi.

17.03.2016 Warszawa , aleje Ujazdowskie , KPRM . Andrzej Miszk z Komitetu Obrony Demokracji PP ( Przeciw PiSowi ) rozpoczyna dzis glodowke , by zwrocic uwage na problem lamania Konstytucji przez partie rzadzaca . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaAndrzej Miszk przed namiotem, w którym prowadzi głodówkę, fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Nie boi się pan, że stanie się pośmiewiskiem ze strony rządzącej partii i jej zwolenników?

- W ogóle. Dla Kaczyńskiego i tak jesteśmy podludźmi, nie-Polakami, wnukami dziadków z Wehrmachtu. Kiedy się ryzykuje swoje życie czy zdrowie w słusznej sprawie, to taki epitet jest mało ważny.

Pan chce zostać bohaterem narodowym?

- Nie, ja chcę, żeby wróciła polska konstytucja, żeby Trybunał Konstytucyjny działał niezależnie i interpretował ustawy w świetle konstytucji. Chcę, żeby polska demokracja została obroniona i stała się bardziej dojrzała, żebyśmy żyli w państwie prawa, żebyśmy mogli zejść z ulicy i żeby KOD przestał być potrzebny. Chcę wrócić do spraw, które zostawiłem. Trzy tygodnie temu wynająłem dom na Białołęce.

I odwołał pan parapetówę.

- (śmiech) Znalazłem bardzo fajny dom, gdzie jest cisza i spokój. Akurat tego dnia, gdy miałem odebrać klucze, rozpoczęliśmy pikietę. Zamiast pierwszą noc spędzić na Białołęce, spałem w namiocie, na ulicy. Ale jak tu się skończy nasz protest, to na pewno obie pikiety KOD-owskie zaproszę do siebie na parapetówkę. Liczę, że to wszystko się dobrze skończy i wywalczymy coś ważnego, a jednocześnie trud ludzi pikietujących nie pójdzie na marne. Gdyby Kaczyński nie robił takich rzeczy z tym krajem, to nie potrzebowalibyśmy ani marszu, ani pikiet, ani strajków głodowych.

17.03.2016 Warszawa , aleje Ujazdowskie , KPRM . Andrzej Miszk z Komitetu Obrony Demokracji PP ( Przeciw PiSowi ) rozpoczyna dzis glodowke , by zwrocic uwage na problem lamania Konstytucji przez partie rzadzaca . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaAndrzej Miszk w rozmowie z dziennikarzem przed namiotem, w którym prowadzi głodówkę, fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Przerwie pan głodówkę?

- Jeżeli wyrok Trybunału zostanie opublikowany, to tak.

A jeśli będzie panu groziła śmierć?

- Zobaczymy.

Wyobraża pan sobie umrzeć tu w imię obrony demokracji?

- Jest to jedna z opcji, którą biorę pod uwagę. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Ale stawka jest ważna. Polska konstytucja, demokracja i państwo prawa są warte tego, żebyśmy trochę więcej poświęcili niż lajkowanie na Facebooku czy chodzenie na manifestację raz na parę tygodni. Znam dyktaturę, to był fatalny czas. Żyjemy w kraju, w którym ludzie się coraz bardziej boją: podsłuchów, przyszłości, niepewności. Księża przez 10 dni bali się przyjść do mnie z komunią.

Ale codziennie przyjmuje pan opłatek?

- Tak. I dwukrotnie przyjąłem sakrament namaszczenia chorych, który kiedyś udzielany był przed śmiercią. Dziś to jest sakrament wzmocnienia dla chorych i osłabionych, a mnie za taką osobę uznano. To jest dla mnie niezwykle ważne, bo trwanie w głodówce w dużym stopniu zależy od stanu ducha. Ciało jest elementem drugorzędnym. Jako osoba wierząca i jezuita codziennie się modlę i rozeznaję duchowo sytuację. Każdą decyzję podejmuję w porozumieniu z Panem Bogiem. Staram się usłyszeć jego głos. To on mi podpowie, co zrobić w sytuacji zagrożenia życia.

Więcej o: