Oburzona pasażerka pisze do PKP: "Kiedy zaczniecie nas traktować poważnie?" [LIST]

"Kiedy znowu - jako zwykły obywatel tego kraju - zacznę jeździć koleją normalnie, tj. w 18 minut, a nie - jak dotychczas - w 60-90 minut z Powiśla do Anina?" - pyta nasza czytelniczka w liście przesłanym do redakcji, a skierowanym do PKP.

Spodobało ci się? Polub nas

List do PKP

Zwracam się z prostym pytaniem: kiedy rozkład jazdy zacznie do czegoś zobowiązywać PKP? Zamiast przerzucać się odpowiedzialnością i wypełniać kosze skargami pasażerów, proszę utożsamcie się z firmą i z jej odpowiedzialnością wobec pasażerów. Czy ciągłe opóźnienia i ogólna dezinformacja przestanie być codziennością? Niewiedza kosztuje, a za nagłośnienie i komunikaty na dworcach „odpowiedzialnym jest PKP-PLK SA” czytam. Za opóźnienia pociągów odpowiedzialnym jest ktoś inny A kto jest odpowiedzialny za frustrację pasażerów?

Rozkład jazdy zobowiązuje tylko naiwnych pasażerów, zwłaszcza tych którzy sporadycznie podróżują koleją i nie mam tu na myśli Intercity, lecz KM i SKM. Czy w tych okolicznościach komórka do spraw badania satysfakcji klienta ma rację bytu czy to jakiś kolejny żart na koszt pasażera, bo ceny biletów są na europejskim poziomie i oderwane od polskiej rzeczywistości?

Kiedy znowu - jako zwykły obywatel tego kraju - zacznę jeździć koleją normalnie, tj. w 18 minut, a nie - jak dotychczas - w 60-90 minut z Powiśla do Anina?

W imieniu rzeszy Klientów kolei pytam, kiedy zaczniecie nas traktować poważnie??? Czy i kiedy zaczniecie płacić za nasz stracony czas, którego każda minuta, a nie tylko godzina ma swoją wymierną wartość, a pomnożona przez liczbę stłoczonych pasażerów w pociągu jadącym co godzinę robi wrażenie. Czy naszym kosztem robicie sobie oszczędności? Co będzie jak przyjdzie zima?

I nie chodzi już tylko o wczorajszy dzień (29.09), gdzie oczekując na Powiślu od 17.17 dojechałam do Anina na 18.19, ale o to, co stało się normą, chyba poniekąd za naszym pasażerskim przyzwoleniem (???). To nie był najbardziej dramatyczny „kolejowy dzień” dla mnie, bo bywało, że docierałam do pracy na godz. 10 i pracowałam do 18., ponosząc niejako konsekwencje za opóźnienia PKP. Jak długo jeszcze mamy to znosić - my pasażerowie??? Takiej nieodpowiedzialności i bałaganu na kolei chyba jeszcze nie odnotowano w ostatnim dziesięcioleciu, a może nawet i dwudziestoleciu. A przynajmniej ja tego aż tak nie odczułam.

Czy tą drogą mamy dochodzić codziennie swoich praw, bo normalny kontakt jest utrudniony albo bezcelowy, a w statystykach poziom satysfakcji klienta jest jak zwykle na „nadmuchanym” poziomie.

Czy nie płacimy za wysokich cen biletów za tak absurdalnie niski poziom usług?

Pasażerka

Więcej o: