"To ja zostałem zaatakowany w Falafel Bejrut. To moja wina" - mówi Brytyjczyk mieszkający od roku w Warszawie

Dotarliśmy do mężczyzny, który opowiada nam, jak doszło do sobotniej awantury z użyciem gazu w lokalu przy ul. Senatorskiej. Poszkodowanym jest Brytyjczyk i jego narzeczona. Mężczyzna twierdzi, że atak był skierowany w jego stronę, i że była to jego wina, bo chwilę wcześniej sprowokował gorącą dyskusję z uczestnikiem manifestacji anty-imigracyjnej. "Chciałbym bardzo przeprosić ekipę Falafel Bejrut, za to że przeze mnie zrobiło się takie zamieszanie. Mahmoud i jego ekipa nie są niczemu winni" - mówi.

Spodobało ci się? Polub nas

Dlaczego nie chcecie pokazać twarzy i prosicie o zmianę waszych imion w tekście?

Anita: Jeżeli jakiś facet, w środku dnia ma jaja, żeby podbiec i prysnąć gazem w twarz, to dziwisz się?

Dlaczego zdecydowaliście się opowiedzieć, co się tak naprawdę stało?

Anita: Bo wydawało nam się, że historia została odwrócona do góry nogami. To nie był atak na Falafel Bejrut, tylko bezpośrednio skierowany na nas. To przypadek, że akurat tam się znaleźliśmy. To John zaczął prowokacyjnie rozmowę. Chcielibyśmy za to wziąć całą winę na siebie.

Zacznijmy od początku. Co się wydarzyło na Senatorskiej?

Anita: Mój narzeczony miał urodziny, umówiliśmy się ze znajomymi, ale wcześniej chcieliśmy coś zjeść. Wychodząc z metra, John zaczepił człowieka stojącego w tłumie z biało czerwoną flagą. Nie wyglądał jak zbir, raczej jak chłopak z dobrego domu: miał około 30 lat, był ubrany w szarą bluzę, nie był zamaskowany, miał małą flagę na dużym kiju. Bardzo się zdziwiłam, że wyszła z niego taka agresja.

Co dokładnie John mu powiedział?

Anita: Powiedział - Hej, ja jestem też imigrantem. Co ty na to? Mężczyzna odpowiedział mu po angielsku: Ale ty nie jesteś muzułmaninem, jesteś biały, nic do ciebie nie mam. John na to: No i co z tego? Według ciebie są lepsi i gorsi na świecie? Dzielisz ludzi na jakieś kategorie? Ja w tym momencie już zaczęłam odchodzić na bok, bo poczułam, że robi się niebezpiecznie. Mężczyzna zaczął krzyczeć, bluzgać, zrobiło się zamieszanie i odszedł. Kiedy był już po drugiej stronie ulicy, John pokazał mu środkowy palec. To był błąd.

To wystarczyło, żeby was zaatakował?

Anita: Nie było żadnych rękoczynów, tylko pyskówka. Koleś był wściekły. Minęło kilka chwil, myśleliśmy, że już jest po sprawie, że dał sobie spokój i poszliśmy jeść. I w pewnym momencie, z pełnym impetem wbiegł do lokalu, wyciągając coś spod kurtki. Nie wiedziałam co to jest, przez moment myślałam, że nóż. To był gaz, prysnął nim w naszą stronę. Cała obsługa i klienci w lokalu zaczęli się dusić. Wybiegłam za nim, darłam się, żeby ktoś wezwał policję. Nikt nie zareagował, a ten mężczyzna wtopił się w tłum i zniknął.

Kolejka po falafelafot. Igor Nazaruk

John, dlaczego go zaczepiłeś?

John: Z kilku powodów. Przede wszystkim dziwi mnie, że Polacy w taki sposób podchodzą do problemów imigrantów. Jak można maszerować przeciwko tym, którzy uciekają przed wojną? Dziwi mnie, że ze wszystkich europejskich nacji, to Polacy mają najwięcej sprzeciwu wobec imigrantów. Wciąż wspominacie II wojnę światową, jakby była wczoraj. Wojnę, która odbiła na was ogromne piętno. Zapomnieliście jednak, że wy też uciekaliście przed wojną i przez nią ruszyliście w świat, który was przyjął i pomógł. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego wielu moich polskich znajomych ma tak ksenofobiczne poglądy. Będąc Brytyjczykiem doskonale wiem, jak wygląda sytuacja Polaków na Wyspach, jak często mówią, że są źle reprezentowani, że się z nimi nie liczą, że są ludźmi drugiej kategorii. To nie jest prawda. Są silną i liczną grupą, z którą Anglicy się liczą. Polacy zawsze szukają sytuacji, w której będą mogli powiedzieć, że są Chrystusem narodów, że cierpią za innych, że oddają krew w słusznej sprawie. Jednoczą się przeciw czemuś, a nie w imię czegoś. To irytujące. Dlatego podszedłem do tego człowieka z flagą i powiedziałem, że też jestem imigrantem, jestem obcy i co on na to. Chciałem go zmusić do myślenia i sprowokować dyskusję.

Anita: Polska ma takie same obowiązki, jak inne kraje europejskie. Nie możemy wciąż być tylko cierpiącym narodem, który nie widzi niczego poza własnymi problemami.

Przecież Polska jest w ruinie...

Anita: To bzdura. Przeprowadziliśmy się do Polski z tętniącej pieniądzem Anglii i uwierz, że tu żyje się lepiej, niż w większości miejsc na świecie. To, że „Polska jest w ruinie” to wyssany z palca polityczny slogan, żeby ludzie mieli wytłumaczenie dla swojej obojętności i nienawiści w stosunku do obcych. Przyjęcia imigrantów nikt z nas nie odczuje na swojej kieszeni, nikt nam niczego nie zabierze. Rozumiem, że Polacy odczuwają strach przed obcą religią. Ale ten strach wynika z niezrozumienie i niewiedzy, jest podszyty nienawiścią. Przykładem tego o czym mówię było podrzucanie świńskiej głowy w meczecie w Warszawie.

John: Strasznie mnie to wkurza, bo Polska rozwija się też dzięki wsparciu Unii Europejskiej. I teraz, kiedy nagle karta się odwraca i to Polska powinna pomóc, coś z siebie dać, to odwraca się do potrzebujących plecami. To niesprawiedliwe.

 

Manifestacja anty-imigranckafot. Ewa Jankowska

Czy zaczepiłbyś go jeszcze raz?

John: Prawdopodobnie tak. Myślałem o tym przez ostatnie dwa dni i muszę przyznać, że się go wystraszyłem. Nie wiedziałem, co wyjmie spod bluzy. Ucieszyłem się nawet, że to był tylko gaz, a nie nóż. Chciałem z nim tylko porozmawiać, zmusić do myślenia.

Będziecie zeznawać na policji?

John: Jeśli to w czymś pomoże, to tak.

Czy spotkałeś się kiedyś z agresją w Polsce?

John: Przez ostatnie lata mieszkaliśmy w wielu miejscach na świecie, m.in. na Filipinach, w Australii, Wielkiej Brytanii. Ale to tutaj, a jesteśmy tu od roku, poczuliśmy się najbezpieczniej. Uwielbiam Warszawę i pierwszy raz w swoim życiu poczułem, że znalazłem swoje miejsce na ziemi. Denerwuje mnie kilka rzeczy, na przykład to, że wciąż jesteście z czegoś niezadowoleni. Nie uśmiechacie się do siebie. Często wyglądacie, jakby ktoś wam zabił kota.

Ten incydent sprawił, że znaleźliście się w oku cyklonu. Czy zamierzacie w związku z tym jakoś zrewidować swoje plany?

Anita: I co mamy stąd uciekać? Nie.

Jak się czuliście po tym gazie?

Anita: Kaszleliśmy przez kilka godzin, twarz nas paliła, oczy łzawiły. Później przeszło.

Mike Raifot. Paweł Figurski

Czy rzeczywiście ktoś krzyczał „Fuck Islam”?

Anita: Nie słyszałam tego. To się działo bardzo szybko.

John, gdybyś dziś spotkał tego człowieka na ulicy, to co byś mu powiedział?

John: Wszystko co miałem mu do powiedzenie, już powiedziałem. On swoją postawą pokazał, że jest tchórzem, bo tym gazem mnie oślepił nie dając możliwości reakcji. Zrobił to i uciekł. To nawet nie była konfrontacja.

Może zrobił to, bo go sprowokowałeś?

John: Nie podszedłem do niego z gazem, ale tak, w pewnym sensie go sprowokowałem.

Pokazałeś mu środkowy palec...

John: Ale to nie powód, żeby kogoś atakować. To była ostra wymiana zdań, on krzyczał, bluzgał, ja mu pokazałem fucka. Nigdy tego nie zrobiłeś?

Dlaczego od razu nie poszliście na policję?

John: Wydawało nam się, że nawet gdybyśmy powiedzieli policji, co się stało, to nic by nie zrobili. Ten chłopak uciekł, zniknął w tysięcznym tłumie. Poza tym, zdawałem sobie sprawę, że to była moja wina. Chciałbym bardzo przeprosić ekipę Falafel Bejrut, za to że przeze mnie zrobiło się takie zamieszanie. Mahmoud i jego ekipa nie są niczemu winni. To przypadek, że został w to zamieszany. Bardzo go za to przepraszam.

Więcej o:
Skomentuj:
"To ja zostałem zaatakowany w Falafel Bejrut. To moja wina" - mówi Brytyjczyk mieszkający od roku w Warszawie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX