"Nadal jestem orzeł biały i kocham Polskę" - mówi Mahmoud Rai, właściciel lokalu Falafel Bejrut, zaatakowanego w sobotę

"W Bejrucie przeżyłem okupację, wybuchy bomb, ataki terrorystyczne. Nie chcę, żeby moje dzieci się bały, dlatego pragnę dla nich i dla Polski pokoju, spokoju i wolności" - mówi Mahmoud Rai, właściciel zaatakowanego w sobotę lokalu Falafel Bejrut na Senatorskiej.

Spodobało ci się? Polub nas

Opowiedz, co się stało?

W sobotę ok. godziny 18:30 nie było mnie na miejscu, przygotowywałam zaopatrzenie na wieczór w naszej kuchni w Ząbkach. Zadzwoniła do mnie Lucy, moja pracownica, pół Syryjka, pół Polka. Demonstracja anty-imigrancka przechodziła obok ul. Senatorskiej, przez Plac Bankowy. Lucy była wystraszona i roztrzęsiona. Powiedziała, że do lokalu wbiegło dwóch mężczyzn w wieku 25-27 lat. Nie byli zamaskowani. Jeden krzyczał „Fuck Islam”, drugi prysnął gazem pieprzowym i wybiegli w kierunku centrum. W lokalu było trzech pracowników: Lucy, jej mąż Firas, też Syryjczyk i Mohan, Hindus. Prócz nich w lokalu było też czworo klientów. Po chwili nie mogli oddychać, zaczęli uciekać. Jedna z klientek zaczęła gonić mężczyznę, który prysnął gazem. Jeśli to czyta, chciałbym jej bardzo podziękować i gratulować odwagi.

W pobliżu nie było policji?

Kiedy marsz przechodził przez Plac Bankowy, policjanci stali tuż obok naszego lokalu. Później, kiedy demonstracja przeszła, policjanci gdzieś się rozeszli i w tym czasie zostaliśmy zaatakowani. Obok lokalu stali też  strażnicy miejscy. Po tym ataku, kiedy już wróciłem do lokalu, poprosiłem ich o interwencję. Kazali dzwonić na policję.

 

Falafel BejrutEkipa Falafel Bejrut

 

Czy masz w lokalu kamerę?

Do tej pory nie mieliśmy żadnych problemów, więc jej nie potrzebowałem. Teraz na pewno ją zamontuję.

Pochodzisz z Bejrutu. Mówisz jednak o sobie, że jesteś Polakiem, warszawiakiem, chrześcijaninem, który znalazł tu swoją drugą ojczyznę, bo musiał uciekać przed wojną ze swojego rodzinnego kraju.

Uciekłem przed wojną, tak jak tysiące Polaków w 1943 roku uciekało przed wojną m.in. do Libanu. Mimo tego, że Liban był biednym krajem, był hojny. Otworzyliśmy się na potrzebujących schronienia, nie byliśmy chytrzy i przyjęliśmy ponad 5 tysięcy polskich uciekinierów wojennych. Pomogliśmy założyć szkoły, szpitale, biblioteki, kościoły, cmentarze. Dziś mało kto o tym pamięta.

 

Restauracja weganska Falafl Bejrut w WarszawieFot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

 

Kiedy rozmawialiśmy rok temu mówiłeś, że jesteś dumny z tego, że jesteś Polakiem. Mówiłeś: „Odkąd jestem orzeł biały i mam polskie obywatelstwo, wszystko się układa”. Czy coś się zmieniło?

Nadal jestem orzeł biały i kocham Polskę. Wszystko co robię, robię dla moich dzieci, dla mojej córeczki Wandy i synka Andrzeja. Chcę wychować ich na polskich patriotów. Chcę, żeby tu skończyły szkoły, poszły na uniwersytet, założyły rodziny. W Bejrucie przeżyłem okupację, wybuchy bomb, ataki terrorystyczne. Nie chcę, żeby moje dzieci się bały, dlatego pragnę dla nich i dla Polski pokoju i wolności.

Nie boisz się, że to się powtórzy?

Boję się, co się wydarzy 11 listopada. A tym, którzy zaatakowali nasz lokal chcę powiedzieć: Moja cała rodzina w Libanie to chrześcijanie. Zaatakowaliście złe miejsce. Daliście się oszukać propagandzie. Dlaczego nas zaatakowaliście? Nawet nas nie znacie, nic o nas nie wiecie. Jeżeli jesteście „prawdziwymi Polakami”, to powinniście wiedzieć, że Polacy też kiedyś byli w potrzebie. Być może kogoś z waszej rodziny przygarnął kiedyś jakiś Libańczyk.

 

Restauracja weganska Falafel Bejrut w WarszawieFot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

 

Twoja żona Ewa jest Polką. Jak zareagowała na ten atak?

Ewie po prostu jest wstyd.

Po tym, jak informacja o tym incydencie trafiła do mediów, setki ludzi się z wami solidaryzuje. Jak to odbierasz?

Jestem szczęśliwy i bardzo wszystkim dziękuję. To nam daje ogromne wsparcie. W kilka godzin, nasz apel na Facebooku trafił do 100 tysięcy osób. Obiecuję warszawiakom, że będę dalej robił falafele, bez polityki, bez religii, tylko ze smakiem. Tak, jak to robiła moja cała rodzina w Bejrucie.

Pracownicy Falafel Bejrut złożyli już zeznania policji. Policjanci byli bardzo zdziwieni zaistniałą sytuacją. Ich zdaniem sobotnia demonstracja przebiegała wyjątkowo spokojnie. Zatrzymano tylko jedną osobę, nie związaną z incydentem na Senatorskiej.Policjanci przyznali też, że ujęcie winnych jest praktycznie niemożliwe, gdyż nie dysponują nagraniami z monitoringu. Falafele wzięli na wynos.

 

 

Więcej o:
Skomentuj:
"Nadal jestem orzeł biały i kocham Polskę" - mówi Mahmoud Rai, właściciel lokalu Falafel Bejrut, zaatakowanego w sobotę
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX