Zgubiła dokument z rodzinnego archiwum: ?Błagam, pomóżcie mi go odnaleźć"

"Nie ma on żadnej wartości materialnej. I w ogóle nie ma żadnej wartości dla nikogo poza mną. Prapradziadek był zwykłym kowalem (...) a ja od kilku lat prowadzę stronę genealogiczną i gromadzę takie papiery po przodkach" - pisze pani Małgorzata i prosi internautów o pomoc w odnalezieniu dokumentu.

Spodobało ci się? Polub nas

Pani Małgorzata jest dziennikarką. Po ciężkim dniu pracy i zdjęciach dla TVP, zgubiła akt urodzenia swego pradziadka sprzed 150 lat.

W reportażu „"Prawie sto lat w Warszawie" nad którym pracuje, oprowadza widzów po Warszawie śladami swojego pradziadka Michała Piekarskiego, który był warszawskim kowalem.

Jak pisze na swoim facebooku do zdjęć wykorzystywała dokumenty, m.in. akt urodzenia pradziadka z 1865 roku. Pech, zmęczenie sprawiły, że dokument zgubiła.

 


skanhttps://www.facebook.com/MalgorzataKarolinaPiekarska?fref=ts

Teraz prosi was o pomoc w jego odnalezieniu.

 

Przeczytajcie treść jej ogłoszenia:

Błagam udostępniajcie!!!


25 sierpnia (wtorek) przygotowywałam reportaż dla TVP pod roboczym tytułem "Prawie sto lat w Warszawie", w którym oprowadzam widzów po Warszawie śladami mojego prapradziadka Michała Piekarskiego.

Do reportażu wykorzystywałam dokumenty m.in. jego akt urodzenia i tenże akt urodzenia wydany w roku 1865, czyli mający 150 lat zgubiłam. Prawdopodobnie mi się wysunął spomiędzy innych dokumentów. Akt był zalaminowany. Ma rozmiary mniejsze niż A5, ale większe niż tzw. zeszyt do słówek. 
Byłam bardzo zmęczona po zdjęciach i mogłam go zgubić na ulicy na odcinku między redakcją TVP (ul. Jasna 14/16) a zejściem do Metra Świętokrzyska. Mogło to być na ul. Świętokrzyskiej w okolicach Poczty Głównej, albo na drugim odcinku linii Metra. Wsiadłam ok. 19:45 na stacji Metro Świętokrzyska i wysiadłam na stacji Warszawa Stadion, bo tam na P+R parkuję samochód. 
Wcześniej (ok. 19:05) wypłacałam pieniądze z bankomatu PKO BP na stacji Metro Świętokrzyska (tam blisko Poczty Głównej). Opierałam dokumenty o bankomat. Potem poszłam na pocztę i wróciłam do Metra. 
Mogło mi się o wysunąć na ulicy, na stacji, na peronie, przy bankomacie lub w wagoniku linii metra. Na poczcie sprawdzałam. Nikt dokumentu nie widział.

Wysłałam list do biura rzeczy znalezionych warszawskiego metra. Oraz do biura rzeczy znalezionych m.st. Warszawy. 

Nie ma on żadnej wartości materialnej. I w ogóle nie ma żadnej wartości dla nikogo poza mną. Prapradziadek był zwykłym kowalem. 
Bardzo mi zależy na znalezieniu dokumentu. Od kilku lat prowadzę stronę genealogiczną, gromadzę takie papiery po przodkach.

Teraz drugą noc nie śpię. Bardzo utratę tego świstka przeżywam. Boję się, że ktoś to mógł po prostu wyrzucić do śmieci. 

Kontakt do mnie:
służbowy: malgorzata.piekarska@tvp.pl
lub prywatny: piekarska@piekarska.com.pl


Więcej o: