Dziki "zamieszkały" w Miasteczku Wilanów. Co robić, gdy spotka się dzika?

W Wilanowie, między innymi w okolicach Miasteczka Wilanów mieszkańcy natknęli się na spacerujące po ulicy dziki. Józef Mierzwiński z Lasów Miejskich: "Dziki to poważny problem całej Warszawy, nie tylko Wilanowa. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę". Skąd biorą się dziki na terenie stolicy i dlaczego ich liczba wciąż rośnie? Jak się zachować, gdy spotka się dzika na swojej drodze?

Spodobało ci się? Polub nas

- Jestem mieszkańcem Wilanowa, od pewnego czasu w okolicach Sarmackiej 28 i Rzeczypospolitej 2 około godzin wieczornych widuję dziki pasące się na skrzyżowaniu - czytamy fragment listu mieszkańca Wilanowa na portalu waszwilanow.pl.

Ale, jak dowiedzieliśmy się od Józefa Mierzwińskiego z Lasów Miejskich, dziki to nie tylko problem Wilanowa, ale całej Warszawy. - Pamiętam, jak łapaliśmy dziki na Ochocie w okolicach Dickensa i Grójeckiej, na Limanowskiego na terenie gimnazjum czy na osiedlu na Ursynowie. W 2013 roku wyłapaliśmy na terenie Warszawy 343 dziki, w 2014 - 396 - informuje Mierzwiński.

W ciągu ostatnich 20 lat, jak informuje Mierzwiński, liczba dzików na terenie Warszawy intensywnie wzrosła, między innymi ze względu na zmianę struktury upraw rolnych. - Postępująca urbanizacja sprawia, że wkraczamy w ich tereny - tłumaczy Mierzwiński. Ale przyczyn tak naprawdę jest wiele.

Wilanów to dla dzików raj przede wszystkim ze względu na bogatą bazę żerową. - Tutaj grunty porolne wchodzą miasto. Są źródłem wysokokalorycznej paszy, która przyciąga dziki - mówi Mierzwiński. Innym powodem, dla którego na terenie miasta jest coraz więcej dzików, to łagodne zimy oraz sąsiedztwo terenów łowieckich. - Najwięcej dzików jest tam, gdzie Warszawa graniczy z terenami łowieckimi - mówi Józef Mierzwiński. Granicą łowiecką stanowi na przykład ul. Szamocin na Białołęce, Kobiałka nad Kanałem Żerańskim, ul. Biesławska na Wawrze. - Dzik to inteligentne zwierzę. Ucieka do miasta, bo tutaj czuje się bezpiecznie - tłumaczy Mierzwiński. Lochy przybywają do stolicy przed porodem. Tutaj rodzą i odchowują swoje potomstwo.

Dziki w WarszawieAnna Kraśko/ Agencja Gazeta

Józef Mierzwiński zauważa, że w ciągu ostatnich lat rodzi się również coraz więcej loszek. - Kiedyś w miocie były najwyżej dwie dziewczynki, teraz zdarza się, że cztery z pięciu dzików to lochy - mówi Mierzwiński. Przy bogatej bazie żerowej i ciepłych zimach lochy szybciej przystępują do rozrodu. - A miasto im niestraszne - mówi Mierzwiński. - Dziki przyzwyczaiły się do dźwięków miasta - do ludzi, samochodów. Zresztą locha bez problemu poradzi sobie nawet z 30 kilogramowym psem. Uderzając w psa, jest w stanie wyrzucić go na 3 metry w górę - dodaje.

Józef Mierzwiński przestrzega zatem przed zbliżaniem się do dzików, zwłaszcza tych z potomstwem. - Zwierzęta same z siebie nie są agresywne. Nie zaatakują niesprowokowane - tłumaczy. - Trzeba jednak pamiętać, że gdy zareagują w swojej obronie, mogą zrobić krzywdę - zmiażdżyć rękę, gdy dostanie się do pyska, a w przypadku odyńca, który ma kły, nawet rozpruć ciało - mówi Mierzwiński. Nie należy pod żadnym pozorem podchodzić do dzika.

Nie należy go również karmić. - Ludzie są nierozsądni w kontakcie z dzikim zwierzęciem, w ogóle się nad tym nie zastanawiają, że dokarmiając dziki przyzwyczajają je do miasta i sprawiają, że zaczynają się one tutaj jeszcze lepiej czuć - mówi Mierzwiński. W radzeniu sobie z coraz większą liczbą zwierząt w mieście nie sprzyja również stosunek społeczeństwa do myślistwa. Józef Mierzwiński zauważa, że dzików byłoby mniej, gdyby organizacje odpowiedzialne za odstrzeliwanie dzików robiły to bliżej terenów graniczących z Warszawą. - RZD Wilanów Obory czy Koło Łowieckie Mirków dysponują tzw. odstrzałem redukcyjnym. Ale koncentrują ten odstrzał nie tam, gdzie jest największe prawdopodobieństwo, że dziki wejdą na teren Warszawy. Boją się opinii społeczeństwa - tłumaczy Mierzwiński.

Jak mówi Mierzwiński, miasto bardzo długo nie dostrzegało problemu zwierząt w mieście. - Dopiero w 2008 roku coś się w tej kwestii zaczęło zmieniać. Od tamtej pory monitorujemy populację dzików w mieście - tłumaczy Mierzwiński. Aby ograniczyć liczbę dzików w Warszawie, w różnych częściach miasta ustawia się zagrody chwytne, tzw. odłownie. Dziki zwabione paszą, wchodzą do zagród. W ten sposób są łapane i następnie wywożone za miasto - często, jak podkreśla Mierzwiński, nawet kilkaset kilometrów dalej, aby mieć pewność, że już nie wrócą.

Dziki w WarszawieRenata Dąbrowska/ Agencja Gazeta

Ta forma radzenia sobie z dzikami również często zawodzi. - Najczęściej łapane są tylko młode osobniki. Ponadto obsługa tych odłowni to ogromny koszt, trzeba je codziennie sprawdzać i bardzo często wymieniać lub naprawiać - mówi Mierzwiński. - Wszystkiemu winni ludzie, którzy niszczą odłownie, czasem dla samego niszczenia, a czasem, jak im się wydaje, dla dobra zwierząt - mówi Mierzwiński. Pracownik Lasów Miejskich przyznaje, że problem na pewno byłby mniejszy, gdyby panowało większe przyzwolenie na redukcyjne odstrzeliwanie zwierząt. - Niestety ludzie tego nie rozumieją, więc dziki w Warszawie jeszcze długo będą miały się dobrze.

Jak dowiedzieliśmy się od Józefa Mierzwińskiego, Warszawa nie ma problemu wyłącznie z dzikami. Na terenie miasta jest coraz więcej kun oraz lisów. Te z kolei przyciągają do stolicy gryzonie, które służą im za pokarm.

Jeżeli spotkacie w mieście dzika, kunę lub lisa, pod żadnym pozorem nie zbliżajcie się do zwierzęcia i od razu zadzwońcie pod numer 600 020 746 (Lasy Miejskie interwencja, numer czynny całodobowo).

Więcej o: