Prof. Stanisławska: Płacimy z pensji pracowniczych, żeby Centrum dalej funkcjonowało, a rząd pozostawia nas samych sobie. Bo "jakoś to będzie"

Centrum Badań Kosmicznych PAN i Centrum Astronomiczne im. M. Kopernika PAN nie są w stanie już dłużej płacić wysokich czynszów za użytkowanie gruntów przy ul. Bartyckiej. Zwracają się o pomoc do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - Jeśli nie znajdziemy rozwiązania, będziemy musieli zlikwidować laboratorium, które jest na światowym poziomie. Będzie to ogromna strata dla kraju, zarówno od strony naukowej, jak i finansowej - mówi prof. dr hab. Iwona Stanisławska.

Nieuregulowane kwestie własności

Problemy CBK PAN oraz CAMK PAN sięgają lat 70., kiedy to PAN otrzymywała od władz miasta nieruchomości oraz obszary ziemi, których kwestie własności były nieuregulowane. Poprzedni właściciele tych terenów z czasem zaczęli dochodzić swoich praw drogą sądową. Bez większych problemów odzyskują utracone niegdyś grunty i zwracają się po odszkodowania. Wysokość opłat przerasta jednak możliwości finansowe CBK PAN i CAMK PAN. Grozi im likwidacja.

- Przez ostatnich kilka lat opłacaliśmy czynsz, między innymi również z pensji pracowniczych. Już dłużej nie udźwigniemy takich kosztów, zwłaszcza że właściciele z roku na roku czynsze podnoszą. Jednocześnie oczekują rekompensaty za użytkowanie gruntu. I ja się nie dziwię, bo mają do tego prawo. Ale to nie nasza wina, że otrzymaliśmy ziemie z nieuregulowanymi kwestiami własności, a nie mamy poczucia, że ktokolwiek chce nam pomóc - żali się prof. dr hab. Iwona Stanisławska z CBK PAN.

Stanisławska zaznaczyła, że Instytut podejmował próby negocjacji wysokości czynszów z nowymi właścicielami gruntów, ale nie udało się wywalczyć odpowiednich stawek. Jednocześnie w kolejce po odszkodowania stoją już kolejni właściciele. Pozwanymi w tych sprawach są Skarb Państwa, Polska Akademia Nauk oraz właśnie CAMK i CBK PAN. Wyroki sądów mogą rozłożyć odszkodowania pomiędzy różnych pozwanych. - I tak te sprawy przegramy, takie jest prawo, to jest ziemia właścicieli - zaznacza Stanisławska.

Państwo umywa ręce

Rząd przez te wszystkie lata, jak mówi prof Stanisławska "udawał", że nic się nie dzieje. - Skoro płaciliśmy, to mówili, że jakoś to będzie. Teraz przyszedł czas na poważne decyzje, ponieważ z powodów finansowych musimy przenieść 1/3 Instytutu w inne miejsce albo zlikwidować - tłumaczy Stanisławska. A straty będą niemałe. - To są laboratoria na światowym poziomie - mówi Stanisławska. - Mogą zostać bezpowrotnie utracone - dodaje. Władze jednostek szacowali wstępnie, że aby wyprowadzić obie placówki na prostą, potrzeba nawet ok. 40 mln zł.

O pomoc przedstawiciele placówek zwrócili się do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na spotkaniu 16 kwietnia w MNiSW wystąpili z prośbą o zagwarantowanie pieniędzy na rozwiązanie problemów placówek w przyszłej ustawie budżetowej. Zwrócili jednak uwagę na to, że pieniądze potrzebne będą również wcześniej. - Żebyśmy mogli do przyszłego roku przetrwać, będą nam potrzebne dodatkowe pieniądze na wypełnienie nałożonych wyrokiem sądu zobowiązań - zaznaczyła Stanisławska.

Biuro prasowe resortu nauki poinformowało, że minister nauki i szkolnictwa wyższego nigdy nie był i nie jest stroną w sprawach sądowych dotyczących nieruchomości zajmowanych przez Instytut PAN, nie sprawuje też nad nimi nadzoru w tym zakresie oraz nie ma również ustawowych możliwości finansowego wsparcia placówek. Mimo to chce zrobić wszystko, aby nie dopuścić do ich likwidacji.

Sytuacja patowa

29 kwietnia skontaktowaliśmy się z prof Stanisławską, aby dowiedzieć się, czy zostały podjęte jakieś konkretne decyzje odnośnie przyszłości Instytutu. - Przedstawiliśmy minister szkolnictwa raporty finansowe oraz propozycję rozwiązania problemu lokalizacji placówek. Zaproponowaliśmy przeniesienie laboratoriów znajdujących się terenach objętych wysokim czynszem na tereny znajdujące się po drugiej stronie Instytutu. Tam właściciele żądają wyłącznie rekompensaty, są skłonni zrzec się tych ziem. Obecnie trwają rozmowy z ministrem finansów w kwestii ustalania budżetu na nadchodzący rok - poinformowała nas Stanisławska.

To rozwiązanie zdaniem Stanisławskiej nie wymagałoby tak wielkich nakładów finansowych - około 12 mln zł. Ale na razie konkretów brak. - Mam wrażenie, że znaleźliśmy się w patowej sytuacji - żali się Stanisławska. Profesor podkreśliła, że z ich strony nie wchodzi w grę likwidacja placówek przy Bartyckiej. - Państwo musiałoby odpowiedzieć za przerwane kontrakty i stracone granty. Ciężko ocenić wysokość strat, ale na pewno byłyby one ogromne - dodaje.

Musimy pozostać w tym nurcie

W rozmowie Stanisławska przez cały czas podkreślała, jak istotną rolę Centrum Badań Kosmicznych PAN i Centrum Astronomiczne im. M. Kopernika PAN pełnią w kwestii rozwoju i upowszechniania działalności kosmicznej. - Jesteśmy Instytutem aktywnie zaangażowanym w badania kosmiczne na światowym poziomie i tworzenie technologii satelitarnych. Kształcimy i doskonalimy kadrę naukową. Mamy podpisaną umowę z Politechniką Warszawską na prowadzenie wykładów. Wystąpiliśmy niedawno do Ministerstwa Nauki o możliwość przyznawania tytułu doktora nauk. Ktoś musi o tym kosmosie ludzi uczyć - przekonuje Stanisławska.

Zdaniem profesor z przerwaniem kontraktów i utratą grantów wiążą się nie tylko poważne konsekwencje finansowe. To również ogromna strata dla wizerunku Polski jako kraju pozostającego w światowym nurcie nauki o kosmosie. - I to nie jest kwestia tego, że jak Instytut przestanie istnieć, to my trafimy na bruk. Tutaj pracują wyśmienici ludzie, którzy mają wiedzę i doświadczenie i są ekspertami w swojej dziedzinie. Bez problemu znajdą pracę, na przykład zagranicą. Ale czy o to chodzi?

Więcej o:
Skomentuj:
Prof. Stanisławska: Płacimy z pensji pracowniczych, żeby Centrum dalej funkcjonowało, a rząd pozostawia nas samych sobie. Bo "jakoś to będzie"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX