Maj 1996 roku: w autobusie zgasł silnik. Co zrobili pasażerowie? Zobacz to zdjęcie!

- Kiedyś, jak nie było pasażerów na pętli, a był problem z uruchomieniem silnika, to jeden ikarus podjeżdżał z tyłu i przytulał się zderzakiem do drugiego pomału go popychając - opowiada nam miłośnik komunikacji miejskiej, który od ponad 20 lat robi zdjęcia warszawskich autobusów.

Spodobało ci się? Polub nas

Rozmowa z Marcinem Stiasnym, autorem zdjęcia z 17 maja 1996 roku

To jest fotomontaż?

- Nie, to była autentyczna sytuacja. Czekałem na pętli przy rondzie Wiatraczna na inny autobus i nagle zauważyłem, że ludzie stają z tyłu ikarusa. Kierowca miał problem z odpaleniem silnika i poprosił pasażerów, by popchnęli wóz.

No i pomogli.

- Rzeczywiście wszyscy panowie wyszli ze środka i zaczęli go pchać. Tam nie trzeba było wielkiej prędkości, żeby silnik odpalił.

Autobus po chwili ruszył?

- Udało się bardzo szybko. Poszło za pierwszą próbą. Tak, jak w samochodzie, wystarczyło zaledwie parę metrów i ikarus zaskoczył. Po chwili autobus ruszył z miejsca. Pasażerowie szybko wsiedli do środka i odjechali.

Ta sytuacja zaskoczyła innych na pętli na Wiatraku?

- To było późnym popołudniem, więc nie było zbyt wielu osób dookoła. Ale takie sytuacje zdarzały się kiedyś dosyć często. To była akurat linia 183, która wtedy rzadko kursowała i pasażerom zależało, by pojechać tym kursem, a nie czekać pół godzinę na następny.

A pan miał szczęście i uchwycił ten moment.

- Tak naprawdę cudem to zauważyłem. Szybko sięgnąłem po aparat, który miałem ze sobą, podbiegłem i pstryknąłem zdjęcie. Dziś dużo łatwiej to zrobić, bo każdy ma przy sobie telefon komórkowy i w kilka sekund może coś zarejestrować. A wtedy trzeba było mieć przy sobie aparat.

Od ponad 20 lat robi pan zdjęcia warszawskim autobusom. Taka fotografia ma dziś wartość nie tylko historyczną, ale dla wielu też nostalgiczną. Przypominają się czasy, gdy na ulicach jeździły głównie ikarusy.

- Rzeczywiście, teraz już się tak nie uruchamia autobusów, bo wszystkie mają automatyczne skrzynie biegów. A kiedyś, jak nie było pasażerów na pętli, a był problem z uruchomieniem silnika, to jeden ikarus podjeżdżał z tyłu i przytulał się zderzakiem do drugiego pomału go popychając. Po chwili tamten ruszał.

Dziś trudno to sobie wyobrazić.

- To były stare wozy. Wiadomo było, że jak się zetkną, to krzywdy sobie nie zrobią. W przypadku nowych autobusów, które dziś jeżdżą po Warszawie, to ten cały plastik zaraz by się połamał.

Ikarusy były niezniszczalne i idealnie nadawały się na dziurawe i pełne kolein jezdnie.

-  Dziś nie ma mowy o takich akcjach, jak ta sprzed 20 lat. O wozy teraz się dba i wręcz pieści się te autobusy. Kiedyś było inne podejście i znacznie mniejszą wagę przywiązywano do wyglądu autobusów.

To jedno z pana najcenniejszych zdjęć w całej kolekcji?

- Jeśli chodzi o taką scenkę rodzajową, to faktycznie chyba jest najbardziej wartościowa. A moje zbiory fotografii autobusów liczą już ponad 5 tysięcy zdjęć.

Więcej o: