Poruszający wpis Krystyny Jandy: Poważny, dorosły pan płakał z głową opartą o ścianę

- Kilka nocy temu, jakiś bardzo poważny, dorosły pan, płakał z głową opartą o ścianę, tyłem do nas wszystkich, a żona odbierała ciało psa w kartonie. Jakaś pani powiedziała do niego - niech się pan nie wstydzi, nie ma czego - Krystyna Janda poruszona zachowaniem warszawiaków w poczekalni weterynaryjnej.

- Moi Państwo, w powodzi gorzkich sytuacji i słów, czuję potrzebę podzielenia się z Wami, moimi ostatnimi przeżyciami - tymi słowami rozpoczyna swoją poruszającą historię polska aktorka, dyrektorka Teatru Polonia, Krystyna Janda.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Tak się złożyło że dwa tygodnie temu Krystyna Janda trafiła nocą na ostry dyżur weterynaryjny ze swoim psem - Sonią. Od tamtej pory bywała tam codziennie, od soboty również ze swoim 16-letnim kotem. W poczekalni spotyka zawsze liczną społeczność właścicieli i miłośników zwierząt, którzy swoim zachowaniem tak ją poruszyli, że postanowiła podzielić się tym na swoim FB.

Krystyna Janda wpisSonia - Facebook.com/ Krystyna Janda

- (...) wszyscy czekają w kolejce, z cierpliwością, troską, każdy ma przy swoim kolanie lub na kolanach psa, kota, świnkę morską, każdy pociesza, przytula, uspokaja, troskliwie dogląda swojego podopiecznego. Głaszcze podczas podawanych kroplówek, uspokaja przed badaniem czy prześwietleniem. Coś niebywałego! - zachwyca się Janda.

- Z wieloma zwierzętami przyjeżdżają całe rodziny, kolejno trzymają chore zwierzęta na rękach, na kolanach, dźwigają z samochodów, przywożą na jakichś wózkach, pomagają im dojść. Ile razy widziałam tam płaczących właścicieli psów, które czeka poważna operacja, małżeństwa uspokajające się nawzajem kiedy trzeba podjąć decyzję o uśpieniu przyjaciela - dodaje.

Kilka nocy temu, jakiś bardzo poważny, dorosły pan, jak pisze, płakał z głową opartą o ścianę, tyłem do wszystkich, a żona odbierała ciało psa w kartonie.

- Jakaś pani powiedziała do niego - niech się pan nie wstydzi, nie ma czego - pisze aktorka.

Janda regularnie widuje również psa z amputowaną łapą i jego młodego opiekuna, starszą panią z wielkim kundlem, który nocami ma kroplówki.

- Kobieta nie wygląda na najbogatszą, jest bardzo skromna, ale kupiła swojemu pupilowi naprawdę drogie leki i specjalną karmę na czas rekonwalescencji, a ja zastanawiałam się co to dla niej znaczy, czego musi sobie odmówić w związku z tym - opisuje.

Wspomina również panią ze szczeniakiem bez oznak życia, jakby zemdlałym. Razem z nią było dwoje zapłakanych dzieci. Ona sama płakała, oczy miała spuchnięte od łez.

- Nie chciała psa wypuścić z ramion ani usiąść, ani dać sobie pomóc - komentuje Janda.

Kilka nocy temu Krystyna Janda spotkała również parę, która przyszła z chomikiem w pudełku po butach. Byli smutni. Widziała również kota, który spadł skądś, był sparaliżowany do połowy.

- Siedziałam tam dziś znów chyba ze dwie godziny - pisze 6 sierpnia. - Okazało się że nasz 16-letni kot ma chyba raka, seria nieszczęść. Do tego mały kot urodzony tej wiosny w Och-Tetrze z problemami zdrowotnymi. To w tamtym tygodniu. Moja mama mówi: - lubisz tam chodzić, siedzisz tam z przyjemnością! - nie żartuj - odpowiadam - ale to prawda, lubię, bardzo lubię, lubię tych wszystkich ludzi, ich troskę i człowieczeństwo. Wraca wiara we wszystko - podsumowuje.

Więcej o: