Małe Przyjemności znacie z Żoliborza. Autor: Cel to ożywić beton

Na Żoliborzu popularność zdobywają grafiki zatytułowane "Małe Przyjemności". Charakterystyczne malunki mają jednego autora, a wśród mieszkańców są już tacy, którzy podążają szlakiem grafik, robią zdjęcia i wyczekują na kolejne prace. - To część zabawy, psikusa wyrządzanego miastu i "porządnym obywatelom" - mówi nam autor.

Dlaczego Małe Przyjemności?

Pomysł na malowanie charakterystycznych, zabawnych i budzących w większości odbiorców pozytywne emocje grubasów przyszedł, jak mówi nam autor, z dnia na dzień. I dodaje, że coś, co z początku mało być tylko zabawą, ewoluowało w pasję. W końcu w projekt, w który autor mocno się zaangażował. Efektem tej fascynacji jest kilkanaście grafik zdobiących elewacje stołecznych budynków oraz miejskich mebli. Grafik, które powoli stają się znakiem rozpoznaczwym Żoliborza bowiem właśnie tu jest ich najwięcej.

Jak mówi autor, wynika to z faktu, iż mieszka w pobliżu. - Okres mojej największej aktywności przyszedł na jesień/zimę/wiosnę, nocami nie chciało mi się ruszać daleko w zimnie. Wśród mieszkańców dzielnicy są już tacy, którzy podążają szlakiem grafik i wyczekują na kolejne prace. - Małe Przyjemności to podejście do życia, sposób postrzegania świata i, przede wszystkim, zabawa. Oparta na beztrosce, radości, pozytywnym nastawieniu.

Z tytułowych „przyjemności” forma uroczego grubasa także z czasem wyewoluowała - i ewoluuje wciąż - mówi autor. To prawda. Jedną z najbardziej znanych i fotografowanych grafik jest ta na Placu Wilsona, w której nie ma postaci znanej z poprzednich grafik, jest zaś przesłanie, które bawi i właśnie przez to uznane jest za prawdziwe dzieło ulicznej sztuki.

Popularna grafika Małych Przyjemności na ŻoliborzuMetro Warszawa

 

 

 

Małe Przyjemności - grafiki, które stały się znakiem rozpoznawczym ŻoliborzaMetro Warszawa

Cel? Ożywić beton

Autor Małych Przyjemności mówi, że jego celem jest ożywienie betonu. Że jak nie sprejem, to plakatem. I porównuje miasto do orwellowskie świata. Z małą, ale jakże ważną różnicą. - Zamiast portretów Wielkiego Brata zewsząd otaczają nas reklamy. Nie pomaga na to nawet przemyślana polska pasteloza, czyli malowanie bloków w ohydne kolory, przez którą tylko bardziej mrużę oczy na spacerze.

Po chwili dodaje, że po to też powstały Małe Przyjemności. Żeby ludzie zrozumieli, że nawet jeśli ściana jest czysta, a wisi nad nią krzykliwy bilbord „KUPUJ”, to wciąż nie jest ładnie.- To propozycja alternatywy dla zagospodarowania i odbierania przestrzeni miejskiej.


Sztuka czy bandyterka?

Twórca zdobywających coraz większą popularność małych dzieł chce pozostać anonimowy. Jak mówi, jego twórczość wciąż jest nielegalna. - Gdyby wolno było wszystko i wszędzie, graficiarze podpisywaliby się nazwiskiem. - To część zabawy, psikusa wyrządzanego miastu i „porządnym obywatelom”, którzy nie rozumieją i rozumieć nie chcą.

Pojawia się zatem pytanie, czy MP to sztuka? - Sztuka dystansu od szeroko rozumianej sztuki - komentuje autor. - Bez zbędnego patosu i powagi. Może się podobać, może wkurzać. Na koniec dodaje, że nie raz już ktoś zamalował „grubasa” jego autorstwa.

Zainteresowanych i tych, którzy w Małych Przyjemnościach widzą jednak małą sztukę, a nie wandalizm, odsyłamy na Instagramowy profil autora.

 

Małe Przyjemności - popularne grafiki na ŻoliborzuMetro Warszaw

Więcej o: