"Po pierwszej aptece niepokój". Czy tabletka "dzień po" jest wciąż dostępna bez recepty?

Odwiedziliśmy kilkanaście warszawskich aptek, aby dowiedzieć się, czy tabletka ellaOne, czyli tzw. tabletka "dzień po" wciąż jest dostępna od ręki oraz czy kobiety już zaopatrują się w lek. Informacja z marca 2016 r. o planach zablokowania przez ministerstwo tabletki wywołała duże zamieszanie. Jak długo będzie można jeszcze kupić ellaOne bez recepty? Ile kosztuje? I w końcu - co o kolejnej dobrej zmianie myślą sami farmaceuci?

Spodobało ci się? Polub nas

Najpierw Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że tabletka będzie dostępna tylko na receptę, w kwietniu z pomysłu się wycofało. Bez recepty ma pozostać... nie wiadomo jak długo. W tym galimatiasie nie wszyscy aptekarze się odnajdują lub chcą odnajdywać.

Dolny Mokotów. Pytam w aptece o ellaOne. Farmaceutka mówi krótko. - Nie ma w aptece, ale mogę pani zamówić. - Tylko ile to potrwa? Bo to dość pilne - mówię. - Jeśli zamówię dziś, powinna być już jutro - odpowiada farmaceutka. - To dobrze. Jeszcze zdążę - uśmiecham się nerwowo. - Rozumiem, że bez recepty? - upewniam się. - Nie, proszę pani, na receptę. Taka widnieje adnotacja przy leku w hurtowni. - Ale to już? - pytam przerażona. - Najwyraźniej już. - Czy w innych aptekach sprzedadzą mi jeszcze lek bez recepty? - Jeśli to zrobią, to na własną odpowiedzialność - kończy farmaceutka.

Wizyta w pierwszej aptece wzbudziła mój niepokój. Wystarczyło jednak odwiedzić tę mieszczącą się kilkadziesiąt metrów dalej przy Puławskiej, żeby się przekonać, że farmaceutka z Dolnej musiała wprowadzić mnie w błąd.

- EllaOne? Jeszcze jest - powiedziała farmaceutka z apteki przy Puławskiej. - Ale na receptę czy bez? - Jeszcze bez - lekko westchnęła i spojrzała porozumiewawczo na koleżankę przy kasie obok. - W jakiej cenie? - pytam. - 116 zł. - To poproszę. Chwila milczenia i cisnę dalej. - Dużo się sprzedaje? - Nie. - odpowiada krótko farmaceutka. - Kobiety nie zaopatrują się na zapas? - próbuję żartować, choć czuję, że rozmowa się nie klei. - Na początku sprzedawało się dużo, teraz już mniej. Wie pani, to nie jest lek ratujący życie - dodaje sucho farmaceutka.

Biorę ellaOne za 116 zł i idę dalej. Za chwilę dowiem się, że przepłaciłam, choć cena i tak wydała mi się podejrzanie niska... W jednej z aptek w Ursusie dowiedziałam się, że cena leku spada od stycznia. Przed nowym rokiem kosztowała około 150 zł. Dziś w niektórych aptekach można ją dostać nawet za 102 zł.

Idę dalej Puławską. W kolejnej aptece ellaOne, podobnie jak w poprzedniej, dostępna bez recepty. Tym razem farmaceutka rozumie mnie w mig, gdy dopytuję jak długo lek będzie jeszcze dostępny na rynku bez recepty. - Tego nikt nie wie, tylko nasz wspaniały rząd. Możliwe, że jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie problemu z kupnem leku. Ministerstwo musi nas powiadomić 14 dni przed wejściem prawa w życie - dodaje. - Kasować? - Nie, nie dziękuję. A w jakiej cenie u państwa? - 110 zł.

Sytuacja powtarza się w kolejnej aptece. Farmaceutka tym razem zupełnie nie kryje oburzenia.

- To chore co się dzieje - mówi. - Rzeczywiście jest tak, że dostępność tego typu tabletek zwiększa prawdopodobieństwo, że trafią one w niepowołane ręce. Mam tu na myśli osoby bardzo młode. Lek stosowany raz na pół roku, nie powinien negatywnie wpłynąć na zdrowie. Stosowany jednak częściej, może doprowadzić do różnych zaburzeń. Nastolatki zdają się go czasem traktować jak środek antykoncepcyjny, co zdrowe na pewno nie jest. Zdaniem znajomego lekarza powinna istnieć możliwość szybkiego uzyskania pomocy w sytuacji, w której mogło dojść do zapłodnienia - tabletki mogłyby być dostępne na dyżurach u ginekologów oraz na pogotowiu, nawet za darmo - mówi mi bez skrępowania farmaceutka z apteki, w której ellaOne kosztuje 109 zł. Na pytanie, czy kobiety zaopatrują się w ellaOne, odpowiedziała:

- Gdy pojawiła się informacja, że PiS już wkrótce zablokuje sprzedaż ellaOne, lek zniknął na jakiś czas z hurtowni. Kobiety kupowały na gwałt. Od niedawna znów jest dostępny bez problemu. Średnio raz w tygodniu ktoś kupuje lek. W tej chwili zostały nam cztery opakowania - mówi farmaceutka.

Około 5 opakowań (jedno w cenie 109 zł!) dostępnych jest również w aptece po drugiej stronie ulicy. I tutaj farmaceutka nie rozumie decyzji o ograniczeniu dostępności leku ellaOne. - To absurd, co oni robią. Prawda jest taka, że zażycie kilku tabletek antykoncepcyjnych zawierających sztuczny hormon - gestagen, ma takie samo działanie, jak zażycie tabletki ellaOne - mówi farmaceutka. Dzielę się z nią wrażeniem, że mimo wszystko farmaceuci mają dość podobny stosunek do pomysłu zablokowania ellaOne. - Może miała pani szczęście. Ale farmaceuci są różni. Znam takich, którzy nie sprzedadzą leku nawet po okazaniu recepty. - I co wtedy? - pytam zdziwiona. - Mówią wprost - ja pani nie sprzedam, ale proszę spróbować u koleżanki.

Jak dowiaduję się w jednej z aptek w Ursusie, farmaceuta ma prawo odmówić sprzedaży takiego leku. - To kwestia etyki. Farmaceuta nie musi sprzedać ellaOne, jeśli ma poczucie, że to godzi w jego wartości - tłumaczy farmaceutka. - Zna pani osoby, które nie sprzedałyby leku? - Znam. - A pani? Sprzedałaby mi pani? - Oczywiście. Gdybym go tylko miała. Ale się nie sprzedawał, więc przestaliśmy sprowadzać z hurtowni. Rozumiem, że można mieć inne poglądy, ale dlaczego mają one ograniczać innych? Są oczywiście sytuacje, w których tabletka może być zażywana niczym tabletka antykoncepcyjna, ale ja wiem, że w wielu przypadkach z powodu niechcianej ciąży dzieją się prawdziwe dramaty. Każdy powinien móc decydować o sobie, a zakazywanie na pewno do niczego dobrego nie doprowadzi. To jest moje zdanie. Jak tak dalej pójdzie, to dla premier Szydło aborcją będzie próba ucieczki przed gwałcicielem - podsumowuje.

- To jakaś paranoja, co się dzieje - mówi farmaceutka w jednej z aptek w Śródmieściu. - Viagra dla mężczyzn jest dostępna bez recepty, ale lek dla kobiet zapobiegający ciążę już nie. Ja tego po prostu nie rozumiem - dodaje. - Lek budzi kontrowersje, moim zdaniem bez powodu. Jego działanie polega na nie dopuszczeniu do zagnieżdżenia się zarodka w macicy, a nie na jego uśmierceniu. Ale co zrobić. Nie wiadomo, co jeszcze przyniesie ta dobra zmiana - dodaje.

- Gdy już nowe prawo wejdzie w życie, byłaby pani skłonna sprzedać ellaOne bez recepty? - pytam farmaceutkę w jednej z aptek na Mokotowie. Ta spogląda na mnie porozumiewawczo i mówi: - Wie pani, że nie mogę pani odpowiedzieć na to pytanie.

W większości aptek farmaceuci podawali bardzo konkretne informacje na temat leku - jest lub nie ma, w jakiej cenie. Nie okazywali swojego stosunku do zmiany.

Lek ellaOne bez recepty można dostać m.in. w Aptece pod Wieżą przy Grójeckiej 36, w aptece przy Popularnej 6 w Ursusie, w aptece słonecznej przy Puławskiej 71/43, w aptece przy Białobrzeskiej 58, przy Czerskiej 18, przy Puławskiej 26, na skrzyżowaniu Puławskiej i Dolnej, przy Puławskiej 101 A, w aptece przy pl. Unii Lubelskiej, przy pl. Zbawiciela, przy Mokotowskiej 27.

Cena za lek waha się od 102 do 130 zł. W każdej aptece dostępnych jest od 1 do 5 opakowań. Jak poinformowało nas biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia, projekt nowelizacji ustawy jeszcze nie został zatwierdzony. Nowe prawo wejdzie w życie 30 dni od ogłoszenia ustawy. Kiedy to nastąpi? Jeszcze nie wiadomo.

Więcej o:
Komentarze (5)
"Po pierwszej aptece niepokój". Czy tabletka "dzień po" jest wciąż dostępna bez recepty?
Zaloguj się
  • budhalinka

    0

    Już widzę, jak nastolatki będą stosować e pigułkę po kilka razy na miesiąć. Za taką cenę?!!!!! To już bardziej opłaca się iść do lekarza i poprosić o wypisanie stałych pigułek, antykoncepcyjnych, czy wstawić spiralę. W ogóle najlepsze są im planty antyykoncepcyjne, ale u nas są drogie bardzo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX