Bieda na Powiślu? - Dzielnica się zmienia, ale oryginalni mieszkańcy nie wyparowali [WYWIAD]

- Szybkie zmiany na Powiślu nastąpiły wraz z budową Biblioteki Uniwersyteckiej i Centrum Nauki Kopernik. Gdy postawiono te budynki, na dzielnicę zwrócili uwagę deweloperzy, którzy odkryli, że są tu dzikie pola, które można zaorać apartamentowcami i biurowcami. Za inwestycjami pociągnęli ludzi i Powiśle stało się modne, trendsetterskie, intrygujące. To zmieniło dzielnicę i jej obraz. Jednocześnie, jej oryginalni mieszkańcy nie wyparowali. Są tu seniorzy i osoby niezamożne, z tego w powszechnej opinii powstaje kontrast. Jak to, taki luksus, tylu celebrytów, fajne knajpy to skąd ta bieda? - mówi Anna Radziejowska z Powiślańskiej Fundacji Społecznej

Spodobało ci się? Polub nas

Coraz więcej modnych knajp, banków, piękne apartamentowce, nowi mieszkańcy. Gentryfikacja pełną gębą. Jak się dziś żyje na Powiślu?

Różnie. Inaczej niż kiedyś. Coraz więcej publicznych terenów zielonych, które są święte bo przeznaczone do rekreacji, jest zawłaszczana na inne cele. Są sprzedawane prywatnym inwestorom, drzewa się wycina i buduje kolejne mieszkania lub biurowce. Powstają nowe usługi dla zamożnych mieszkańców, droższe restauracje, trendsettowe punkty usługowe, butiki. Rdzenni mieszkańcy nie nadążają za tymi zmianami mentalnie, ale przede wszystkim - finansowo.

Mam wrażenie, że biedy na Powiślu nie widać.


Paradoksalnie w dużych miastach łatwiej ukryć obszary biedy. Na wsi lub w mniejszych miastach jest większa kontrola społeczna, mniej mieszkańców i problemy widać od razu. W większych aglomeracjach, w modnych dzielnicach, obszary patologii i zaniedbania przestały być widoczne. Powiśle jeszcze 50 lat temu to była zaniedbana robotnicza dzielnica. Mieszkali tu handlarze, drobni rzemieślnicy, robotnicy. Szybkie zmiany na Powiślu nastąpiły wraz z budową Biblioteki Uniwersyteckiej i Centrum Nauki Kopernik. Gdy postawiono te budynki, na dzielnicę zwrócili uwagę deweloperzy, którzy odkryli, że są tu dzikie pola, które można zaorać apartamentowcami i biurowcami. Za inwestycjami pociągnęli ludzi i Powiśle stało się modne, trendsetterskie, intrygujące. To zmieniło dzielnicę i jej obraz. Jednocześnie, jej oryginalni mieszkańcy nie wyparowali. Są tu seniorzy i osoby niezamożne z tego w powszechnej opinii powstaje kontrast. Jak to, taki luksus, tylu celebrytów, fajne knajpy to skąd ta bieda?

No właśnie, gdzie jest ta bieda? Spycha się ją? Ukrywa?


Na tym właśnie polega kontrast. Na jednej ulicy - zrewitalizowana kamienica, a obok niej zaniedbana, z mieszkaniami komunalnymi, w której regularnie płonie dach. Powstają getta, ubodzy mieszkańcy zostają w domach, bo wstydzą się swojej biedy. Zamożni się grodzą, jak na osiedlu Patria na ul. Kruczkowskiego. Są też miejsca specyficzne, o których niewiele osób wie. Tuż obok stadionu Legii jest osiedle bloków socjalnych. Tam dzielnica lokuje lokatorów wysiedlonych z mieszkań komunalnych, przyznaje mieszkania socjalne - mieszkania z łazienkami na korytarzach, po sześć, siedem osób w dwóch małych pokojach, bez kuchni, czasami bez ogrzewania. Mieszkają tam ludzie z dużymi problemami, a wśród nich podopieczni naszej Fundacji. Takich miejsc na Powiślu jest więcej.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Kiedy powołaliście Powiślańską Fundację Społeczną?

W 1989 roku. Jeszcze w latach 80. i 90. grasowały tu bandy dzieciaków terroryzujących okolicę. Palili śmietniki, zdarzały się kradzieże, jakieś wymuszenia, rozboje. To były zaniedbane dzieci. Fundacja została powołana, żeby im pomóc i zmienić bieg ich życia. Założyciele - społecznicy, terapeuci, psychologowie - szybko doszli do wniosku, że praca z dziećmi to jedno, ale jak się w ich domach nic nie zmieni, to ta praca może nie przynieść efektu.

Rodziny bywają destrukcyjne?


Bywają trudne. Rodzice sami są często wychowankami placówek, domów dziecka. Nie dostali w swoim życiu wsparcia i nie potrafią przekazać dzieciom norm. Nie rozmawiają z nimi, nie przytulają. Nikt ich nie nauczył, jak budować więzi, więc sami mają trudności z wychowaniem dzieci. Oczywiście, takimi rodzinami zajmują się urzędnicy z instytucji, ale cześć rodzin nie ma, z różnych przyczyn, zaufania do urzędów. Postrzegają je jako element kontroli. Urzędnik przychodzi i najpierw weryfikuje - czy jedzenie jest w lodówce, czy dzieci były szczepione, czy jest czysto. Nie buduje więzi, bo często nie ma na to czasu. Właśnie do takich rodzin kierowana jest pomoc Fundacji. Nasi asystenci odwiedzając rodziny mówią: słyszeliśmy, że jest wam trudno, może byście się zastanowili, czy nie potrzebujecie jakiejś pomocy, bo my możemy zaopiekować się waszymi dziećmi, pomożemy im w lekcjach, pójdziemy na wywiadówki do szkoły, możemy też sprawdzić czy wspólnota, albo urząd was dobrze traktuje, czy macie dobrze naliczane czynsze itd. I praktycznie nie zdarza się, żeby jakaś rodzina odmówiła tej pomocy. Ludzie, którzy doświadczają poważnych trudności, rzadko nie chcą poprawy bytu dla swoich dzieci. A my właśnie to im oferujemy. Jeśli taka rodzina zdecyduje się, żeby dziecko skorzystało z opieki Fundacji np. poprzez świetlicę, to dorośli muszą zgodzić się na współpracę z asystentem rodzinnym z Fundacji. Ta pomoc jest bardzo wieloraka - dotyczy spraw bytowych, socjalnych, terapeutycznych.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Ile rodzin z Powiśla korzysta z takiej pomocy?

W tej chwili 45 rodzin jest objętych pomocą. Mamy 30 dzieci w świetlicy (15 starszych i 15 młodszych). Łącznie - dzieci i rodziny to ok. 200 osób.

Co to są za rodziny? Z jakimi problemami się zmagają?

Borykają się z bardzo wieloma trudnościami - emocjonalnymi, finansowymi, wychowawczymi. Są to rodziny wielodzietne, samotni rodzice, bez pracy, często byli wychowankowie domów dziecka. Nie radzą sobie z wychowaniem dzieci, znalezieniem pracy, długami. Nie mają dobrych wzorców jak żyć, jak komunikować się z innymi, nie są przedsiębiorczy. I niestety reprodukują ten brak wzorców. Są to rodziny na granicy rozpadu, w 90 proc. pod opieką kuratora sądowego. Zdarza się, że służby decydują się wnioskować do kuratora sądowego o odebrania dziecka rodzicom. To są oczywiście skrajnie przypadki, ale się zdarzają.

Kiedy trzeba odebrać dziecko rodzicom?


Kiedy rodzina mimo włożonej pracy asystentów- nie współpracuje.  Jeśli rodzice, mimo naszej pomocy, nie sprawują nad dziećmi należytej opieki, kiedy nadal jest przemoc w rodzinie, kiedy zaniedbują dziecko wychowawczo i rozwojowo. Jeśli sytuacja jest niebezpieczna dla dziecka.

Jak pracownicy Fundacji mogą dowiedzieć się, że w rodzinie jest przemoc?

Nasi pracownicy są wyspecjalizowani w reagowaniu na różne problemy. Wychowawcy w świetlicy błyskawicznie reagują na zmiany nastroju dziecka. Widzą kiedy jest smutne, zastraszone, czy posiniaczone. Widzą kiedy w środku lata dziecko przychodzi do świetlicy w sweterku, bo wstydzi się siniaków. W takim przypadku siadamy z przedstawicielami służb i zastanawiamy się, jak reagować. Nasi asystenci starają się wpłynąć na rodzinę, żeby zaprzestała destrukcyjnych zachowań. Ale każdy przypadek jest inny, trzeba wiedzieć, jak dotrzeć do sprawców przemocy, zastanowić się, czy jest szansa na zmianę, czy ta sytuacja nie zaszła zbyt daleko.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Dużo się mówi o odbieraniu dzieci rodzicom. To nie zawsze jest dobry sposób.

Podkreślam, to są przypadki skrajne. Uznajemy, że lepiej jest pracować z rodziną dysfunkcyjną, niewydolną, pozbawioną umiejętności wychowawczych i utrzymać dziecko w rodzinie, niż je rodzicom odebrać. W rodzinie są jakieś więzi - nawet jeśli pokraczne, albo słabe, to są. Dziecko ma bliskich. W placówce, domu dziecka, nie ma żadnych więzi, więc trudno liczyć, że jak dziecko wyjdzie z placówki jako dorosły człowiek, to będzie umiało nawiązywać zdrowe relacje. Ale mieliśmy też przypadki - niemało - kiedy w konsultacji ze służbami decydowaliśmy się na rozdzielenie rodziny, bo rodzice nie nadawali się zupełnie do opieki nad dziećmi. Albo inne przypadki - losowe - kiedy np. samotna matka z czwórką dzieci dostała udaru. Najmłodsze dziecko wzięła jej siostra, a trójkę rozdzielono i odesłano do trzech różnych domów dziecka w Polsce. Dramat rodziny w ciągu kilku dni. W tym przypadku Fundacja dokładała starań, żeby znaleźć placówkę jak najbliżej Warszawy i nie rozdzielać dzieci.



Proszę opowiedzieć o dzieciach, które trafiają pod skrzydła Fundacji.

To są bardzo różne dzieci, ale zdecydowanie wyróżniają się na tle innych dzieci z Powiśla.

Czym?

Są zaniedbane, nielubiane przez rówieśników, wyraźnie biedniejsze. Młodsze mają kłopoty logopedyczne, starsze nie radzą sobie z kontaktami z innymi, nie potrafią spokojnie rozmawiać. Przez to otoczenie je izoluje, dzieci stają się agresywne. Często te napięcia uwidaczniają się na ich buziach - są napięte, smutne. Zaniedbanie często objawia się też w zdrowiu - mają kłopoty ze wzrokiem, z zębami. Rodzice nie przykładają wagi do wizyt u lekarza, dzieciom nikt nie leczy zębów, chodzą głodne. W takich przypadkach nie tylko karmimy je w świetlicy, ale dajemy też kanapki do domu. Ale na prywatną opiekę stomatologa - nie mamy środków.

W jakim wieku są wasze dzieci?


Najmłodsze mają sześć lat, najstarsze 14-15. Absolwenci naszych świetlic, jak już przestają być podopiecznymi świetlicy, mogą korzystać z konsultacji z asystentami rodziny raz w tygodniu. To ważne dla takiego nastolatka, żeby mieć dorosłego, mądrego opiekuna, do którego może można mieć zaufanie.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Trafia do was taki wystraszony, zaniedbany sześciolatek, co mu oferujecie?

Zazwyczaj zanim trafi, dostajemy informacje ze szkoły, albo od kuratora sądowego, że coś się dzieje w rodzinie, że się nie opiekuje należycie dzieckiem, albo nawet o sytuacjach bardziej dramatycznych. Jeśli my się zajmiemy takim dzieckiem, to kurator zawnioskuje o odebranie go rodzinie.

Jesteście ostatnią deską ratunku?

Można tak powiedzieć. Mamy duże doświadczenie w pracy z trudnymi rodzinami, wiemy jak do nich dotrzeć i jak pomóc.

I jak wygląda codzienność w świetlicy?


Młodsze dzieci przywozimy busem prosto ze szkół, starsze przychodzą same. W każdej świetlicy pracuje 3 wychowawców, którzy są kimś w rodzaju "zastępczych rodziców" dla dzieci. W świetlicy staramy się z nimi robić to, co normalnie robi się w domu. Dzieciaki chwilę się bawią, jedzą jakieś kanapki, same je przygotowują, same sprzątają, jak w korczakowskim modelu - wszystko robią samodzielnie. Potem odrabiają lekcje i mają czas wolny, mogą porozmawiać z terapeutami, pobawić się, chwilę w coś pograć. Później przygotowują jakiś ciepły posiłek i jest kolacja, zawsze o godz. 19. Staramy się też organizować im wyjazdy wakacyjne, zajęcia rekreacyjne, wyjścia do kina. Ale najważniejsze dla nas jest to, żeby nauczyć je jak rozmawiać z innymi, jak rozładowywać napięcia, jak rozpoznawać przyczyny swoich nastrojów. Rozkład dnia w świetlicach jest określony i powtarzalny, np. lekcje odrabiamy zawsze między godziną 16 a 17, kolacja jest o 19, praca zadaniowa odbywa się codzienne, zebrania wspólnoty raz w tygodniu.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Dlaczego te ramy są tak ważne?

Żeby dzieci poczuły się bezpiecznie. Bo nie wiedzą, czy kiedy przyjdą do domu, to będzie czekała na nie kolacja. W jakim nastroju będą dorośli, czy nie będzie jakiejś awantury.

Jaki jest wasz największy sukces?

Jakiś czas temu robiliśmy ewaluację i wynika z niej, że 50 proc. naszych podopiecznych nie powieliło losu swoich rodziców.

To bardzo niekonkretne, co to znaczy?

Sukcesem dla nas jest to, że młody człowiek po tych ośmiu latach spędzonych w naszych świetlicach, funkcjonuje normalnie -  bez specjalnego wsparcia, bez pomocy opieki społecznej. Sukces jest wtedy, kiedy nasz wychowanek skończy szkołę, ma legalną pracę, umie nawiązać relacje, ma jakiś w miarę trwały związek.

Powiślańska Fundacja SpołecznaPowiślańska Fundacja Społeczna

Ile macie pieniędzy na utrzymanie jednego dziecka?

Koszt utrzymania dziecka w świetlicy to mniej więcej 1/4 tego, ile potrzebne jest na utrzymanie dziecka w domu dziecka. Z opłatami za lokale, etatami wychowawców, pożywieniem, pomocami edukacyjnymi itd. Można powiedzieć, że koszt prewencji - pobytu dziecka w świetlicy - jest dużo niższy niż koszt najgorszego scenariusza - kosztu utrzymania dziecka w domu dziecka. To daje do myślenia.

Skąd macie pieniądze?

W 95 proc. są to fundusze publiczne. Od kilku lat mamy coraz mniej środków. Brakuje nam ok. 200 tys na prowadzenie systemu wsparcia dla rodzin. Dlatego zbieramy pieniądze od darczyńców indywidualnych i korporacyjnych. Dostajemy dary rzeczowe, które dystrybuujemy wśród naszych rodzin, zwracamy się o wsparcie finansowe do mieszkańców Powiśla, żeby uwrażliwić ich na to, że obok nich żyją rodziny w potrzebie.

Czego najbardziej potrzebujecie?

Pieniędzy. Gdybyśmy je mieli otworzylibyśmy kolejną, trzecią świetlicę, żeby zmieścić dzieci, które czekają w kolejce. To jest nasze marzenie.

Jeśli chcesz pomóc dzieciakom z Powiśla, przekaż swój 1 procent lub wpłać darowiznę na rzecz Powiślańskiej Fundacji Społecznej

Więcej o: