Straciłam ukochanego psa. Najpierw poczułam wielki smutek, a potem... dziurę w portfelu

Natalia Bet
12.01.2016 09:22
A A A
Figa

Figa (Grafika/zdjęcie: Marta Kondrusiuk / Natalia Bet)

Grzebanie zwierząt we własnym ogródku jest zabronione, podobnie jak w lasach czy parkach. Co więc zrobić, gdy nie chcemy, aby nasz ukochany pies czy kot był skremowany w zakładzie utylizacyjnym? Co zrobić, aby godnie i wg prawa pochować przyjaciela? Wydać mnóstwo pieniędzy. Przekonałam się o tym na własnej skórze.

Figa, pies autorki tekstu.Fot. Krzysztof Dziomdziora

Figę przygarnęłam 14 lat temu. Nie była bokserem, o którym marzyłam od dziecka, ale miała ogromne oczy przypominające migdały i tak duże psie poczucie humoru, że nie sposób było w niej się zakochać. Zaprosiłam ją do swojego życia i tak zaczęła się nasza wspólna przygoda. Trwała do ostatnich świąt bożonarodzeniowych. Moja przyjaciółka zmarła, pozostawiła mnie z dziurą w sercu, a ja zostałam zmuszona zmierzyć się z jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu.

Spodobało ci się? Polub nas

Wszystko zaczęło się w Wigilię. Do południa wybrałyśmy się na długi spacer, podczas którego Figa hasała jak szalona. Pomyślałam sobie, że mam szczęście, bo takie psie egzemplarze zdarzają się naprawdę rzadko. Nigdy poważnie nie chorowała, widziała, słyszała, mimo swoich 30 kg nie miała problemów ze stawami. I ciągle była w dobrym humorze, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że miała całkiem niezłe poczucie humoru. Do czasu.

Dramat zaczął się w pierwszy dzień świąt. Najpierw Figę dopadły wymioty. W drugi dzień świąt sytuacja potoczyła się błyskawicznie. Szybki research ostrych dyżurów dla zwierząt (w stolicy jest ich 17). Decyzja podjęta: pojechałyśmy na Mokotów. Nie jest dobrze. Pies się słania, dźwigamy ją, znosząc z trzeciego piętra. W samochodzie miałam wrażenie, że odchodzi. Na miejscu weterynarz postawił Figę na nogi, jej stan jakby się polepszył. Po kilku godzinach podjęliśmy decyzję o powrocie do domu, czekam na wyniki badań. W domu jej stan się pogarsza, wymiotuje i popuszcza pod siebie, ale jest z nią kontakt. Reaguje. Telefon od weterynarza. Nie jest dobrze, a właściwie jest dramatycznie. Wyniki wskazują na to, że posłuszeństwa odmawiają jej wszystkie narządy. Figa potwornie dyszy. Nie ma siły się ruszyć.

Figa i kot Gapa, zwierzaki autorki tekstumateriały prywatne

Wymęczona wracam do lecznicy, ale już bez psa, po dodatkowe leki i kroplówkę. W lecznicy rozmawiamy, co dalej. Bierzemy pod uwagę różne sytuacje. Ustaliliśmy, że przez najbliższe trzy dni damy z siebie wszystko, aby ją uratować. Wróciłam do domu, Figa straciła świadomość. Nie ma z nią kontaktu wzrokowego. Podłączam kroplówkę, krew się leje - na mnie, na nią, na podłogę. Środek nocy, kolejny telefon do weterynarza. Z psem jest gorzej. Wyje, dusi się, łka jak dziecko. Podłączam kroplówkę, kładę się obok, biorę Figę w ramiona, przytulam, uspokajam. Umiera.

Wykonałam ostatni telefon do lekarza. - Ma Pani co zrobić z ciałem? - Nie - odpowiadam zgodnie z prawdą. - W ciągu dwóch godzin mogę przyjechać po nią i oddać do utylizacji - słyszę. O nie! Buntuję się. Jest środek nocy. Jestem cała obolała. Za mną dwa najdłuższe dni życia, a przede mną do podjęcia jedna z najtrudniejszych decyzji. Chcę ją podjąć w zgodzie ze sobą, po swojemu. Muszę się wyciszyć. Przykrywam Fisię kocykiem, kładę się spać.

Rozum podpowiada jedno, a serce drugie...

Śmierć Figi spadła dla mnie jak grom z jasnego nieba. Jestem jej wdzięczna, że nie postawiła mnie przed wyborem eutanazji. Odeszła, pozostawiając po sobie ogromną pustkę i ból, ale zrobiła to sama. Zostałam z problemem, co zrobić z jej ciałem. Do wyboru są dwa rozwiązania. Pierwsza - utylizacja (już samo słowo brzmi okropnie), czyli oddanie zwłok przyjaciela do spalarni. Oczywiście, nie za darmo. Za usługę musimy słono zapłacić. Mój weterynarz za odebranie Figi policzył 400 zł. Jednak ceny utylizacji bywają jeszcze wyższe. Za spalanie czworonożnego przyjaciela w Warszawie trzeba wydać nawet 500 zł (kot), 600 zł (pies). Od jednej z firm do której dodzwoniłam się w święta usłyszałam, że mają popsuty sprzęt i do końca roku utylizacja jest niemożliwa.

Figa, pies autorki tekstu.materiały prywatne

Druga opcja to pochówek na cmentarzu "Psi los" w Koniku Nowym. Tutaj za kwaterę zapłacimy również kilkaset złotych. W moim przypadku - za psa powyżej 20 kg - 350 zł. Ciało zwierzaka trzeba też dowieźć na miejsce. Wychodzi na to, że miejsce na psim cmentarzu jest tańsze niż utylizowanie zwierzaka. Ale co, gdy nie ma w danym mieście psiego cmentarza? Zaskakujące, że w Warszawie, największym mieście w Polsce, nie ma takiego miejsca.

Kogo stać na pochowanie psa?

Zarówno utylizacja jak miejsce na cmentarzu kosztuje. I to nie mało. Nie oszukujmy się: nie każdego stać na tak duży wydatek. Mało kto może pozwolić sobie na to, aby z dnia na dzień wyjąć z kieszeni kilkaset złotych. Samo leczenie zwierzaka pochłania niemałą sumę. Poza wszystkim to jest ciało. Nie odpadek. Ktoś powie: „Przecież to tylko pies”. Figa była częścią mojego życia. Opiekowałam się nią. Czułam, że w jakiś sposób ona też się mną opiekuje. Towarzyszyła mi w życiu przez kilkanaście lat, była członkiem rodziny, bywało, że razem przechodziłyśmy przez na prawdę trudne historie, więc dziwnym byłoby nie związać się z nią. Dlatego dokładnie rozumiem, jak bardzo ważne jest dla właścicieli zwierząt ostatnie pożegnanie. Pogrzeb jest częścią naszej kultury, rytuałem pomagającym przejść przez ból, po stracie przyjaciela. Niby jest to oczywiste, ale według prawa nielegalne. Za zakopanie zwierzaka pod domem grozi nawet tysiąc złotych kary.

Zdaję sobie sprawę z tego, że taka sytuacja może spotkać każdego. Na szczęście, znaleźli się ludzie, którzy na różnych etapach w zależności od potrzeb nam pomagali. Ale jeżeli mi - stosunkowo młodej osobie - jest i tak ciężko, to wyobraźcie sobie, co czują i z jakim problemem zderzają się osoby starsze, samotne. Nie mogące liczyć na żadną pomoc. Pozbawione opieki i godnej emerytury. Co mają zrobić po śmierci ukochanego pupila?

 

* Za nieocenioną pomoc, z całego serca, chciałabym podziękować mojej przyjaciółce Kasi Sztarbale. Za Figą cały czas bardzo tęsknię, brakuje mi jej chrapania i tuptania po mieszkaniu...

Zobacz także