Pogromca warszawskich knajp. Radny Daniel Łaga: Według hejterów mam problemy z głową [WYWIAD]

Ludzie mówią różne rzeczy. W przypadku radnego Daniela Łagi najczęściej mówi się o chorobie psychicznej i nudnym życiu, bo tylko to może tłumaczyć jego aktywność. Czego się nie mówi? Ze Łaga nie zamyka knajp, tylko je ucisza i robi to na prośbę samych warszawiaków. Oraz to, że w wolnych chwilach ma co robić. Gra na przykład w gry. Nie taki Łaga straszny jak go malują.

Gdzie pan bywa?

Od trzech lat nie bywam nigdzie, bo mam dzieci. Urwało się.

 

Naprawdę nigdzie pan nie chodzi?

Nie zrobi pan ze mnie rozrywkowego radnego. Ja taki po prostu nie jestem.

 

A jaki pan jest?

Wolę posiedzieć w domu. Jak już mam wolną chwilę to gram w Fallout'a lub czytam fantastykę.

 

Może dlatego pan tak z tymi knajpami walczy. Są panu do życia zbędne?

Ale są potrzebne i naprawdę rozumiem młodych ludzi, którzy do nich chodzą. Sam przecież miałem dwadzieścia lat. Proszę mi uwierzyć, jak byłem studentem, to też nie za bardzo interesowało mnie, że jestem głośny, a co za tym idzie - komuś to może przeszkadzać. Dobrze się bawiłem.

 

A gdzie wtedy radny się bawił?

Bolek, Lolek czy Park. Nie wyobrażałem sobie także, abym poszedł do Proximy czy Hybryd i ktoś mi zwrócił uwagę, że za głośno się bawię. Jednak jak wychodziłem to hałas zostawiałem za sobą.

 

A dziś studenci muszą to sobie wyobrazić, bo pan i mieszkańcy uważają, że młodzi bawią się za głośno. Stąd wiele klubokawiarni ma problemy. Mówią o panu: Pogromca warszawskich knajp.

Żadnej nie „pogromiłem”.

 

Ale tak piszą.

Tak, piszą też, że jestem postrachem hipsterki. Czytał pan komentarze?

 

Można się wiele o panu dowiedzieć.

Tak, i atakują również moją rodzinę. Według hejterów mam problemy z głową i jestem moherem.

 

I że się panu nudzi, stąd te pogromy. Że by się panu jakieś hobby przydało.

Moim hobby jest praca na rzecz mieszkańców - około 350 interpelacji w ciągu 5 lat bycia radnym i tylko około z 20 dotyczyło hałasu w nocy. A jeżeli chodzi o zainteresowania to m.in. należę do grupy rekonstrukcyjnej, odtwarzamy pierwszą brygadę spadochronową, gen. Sosabowskiego. Należę do Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, jestem Honorowym Dawcą Krwi, itd. Mam co robić w wolnych chwilach.

 

Daniel Łaga w wolnych chwilach. Jest członkiem grupy rekonstrukcyjnej - pierwsza brygada spadochronowa.Fot. Zdjęcie pochodzi ze strony Laga.com.pl

 

To od czego wszystko się zaczęło?

Warszawa-Powiśle.

 

A w czym panu przeszkadza Warszawa-Powiśle?

Nie mi, tylko mieszkańcom. Z Warszawa-Powiśle problem był taki, że wystawiali głośniki na zewnątrz i grali głośną muzykę do trzeciej, czasem czwartej nad ranem. Bezpośrednim odbiorcą tejże muzyki byli nie tylko goście lokalu, ale i mieszkańcy budynków w Al. 3 Maja. Interweniowałem do straży miejskiej na prośbę warszawiaków, aby te głośniki schować do środka.

 

To była pana inicjatywa?

Ja akcję tylko poparłem, a interwencję przeprowadziła straż miejska, za akcję podziękowałem komendantowi straży miejskiej. Klubokawiarnia z czasem zrozumiała, że działa w terenie, gdzie mieszkają ludzie i dzięki temu wciąż funkcjonuje. Proszę mi uwierzyć - nie jestem najbardziej ciętym na knajpy radnym, ale najczęściej o nich piszę. Nie jestem nawet członkiem komisji do spraw bezpieczeństwa w dzielnicy. Moja aktywność wynika z prostego faktu, że mieszkańcy się do mnie zwracają i mówią: "Panie Danielu, nie mogę spać już trzecią noc”. Moim obowiązkiem, jako radnego, jest interweniować - to moja praca, reprezentuję mieszkańców.

 

Lokal jednak się nie dogaduje. Zamyka pan?

Nie mam takiej mocy sprawczej, choć może ktoś to tak postrzega. To Urząd Miasta ma instrumenty i może nie podpisać z taką knajpą umowy, ale tylko w wypadku gdy lokal należy do Miasta. Zresztą, tak było chyba z Barką i Hulajnogą. Jeżeli chodzi o mnie, to mogę pisać kilkakrotnie interpelacje, jak w przypadku Cudu nad Wisłą, i to dopiero z czasem przynosi efekty.

 

A co nie tak z Cudem Nad Wisłą?

Mieszkańcy Powiśla prosili, aby sprawdzić poziom głośności tego miejsca. Wzmożone zostały na moją prośbę patrole policji, a także poprawiono częściowo sprzątanie okolicy, a także zamontowano monitoring na Moście Poniatowskiego na całe bulwary wiślane. Cud nad Wisłą częściowo się zreformował, ale daleko jest jeszcze do porozumienia się z mieszkańcami. Czeka jeszcze trochę pracy zanim, tak jak Warszawa-Powiśle, będzie zarówno miejscem kultowym, jak i dobrym sąsiadem.

 

1500 metrów?

O tak, słynny lokal z melanżowego szlaku na Powiślu. Od Warszawy-Powiśle imprezowicze szli przez dzielnicę nad Wisłę. Na szczęście 1500 metrów już się przeniosło, więc problem sam się rozwiązał.

 

Dolina Muminków?

Też był problem dla mieszkańców, więc oczywiście musiałem się tym zająć. Rozmawiałem z właścicielem, aby przekonać go, aby było ciszej. Niestety, mieszkańcy wciąż się skarżyli, że po nocach nie da się spać.

 

Plac zabaw?

Lokal nad Wisłą niezbyt przeszkadzał mieszkańcom, bo był daleko od zabudowy mieszkalnej. Funkcjonował raczej w porządku, ja o skargach na ten lokal nie słyszałem. Poza tym, jak ktoś chce, to może robić knajpę z głową, jak Czuły Barbarzyńca, Kafka czy nie istniejąca już na Powiślu Grawitacja.

 

Ale są lokale, gdzie chcemy słuchać głośnej muzyki. No nie może być tak, że wszystkie klubokawiarnie to kalka Czułego.

Ja też raz lubię posłuchać Beatles, innym razem Ramonsów czy Sabatonu. Są różne potrzeby. Dlatego mówię - trzeba szukać dobrych rozwiązań, złotych środków. Wyciszać lokale, aby muzyka nie niosła się na ulicę. Istnieją dobre rozwiązania, które stosują knajpy w Londynie, chociażby podwójne drzwi czy kotary i właściwe podejście do klientów, żeby byli ciszej po wyjściu z lokalu. Naprawdę jest w czym wybierać. Jak ktoś chce, to może tworzyć miejsce przyjazne mieszkańcom.

 

Jakie?

Ostatnio namówiłem zarząd dzielnicy Śródmieście, aby udostępnił lokal na klubokawiarnię prowadzoną przez ludzi z autyzmem. W komisji zdrowia przekonywałem, aby takie miejsce pojawiło się w Warszawie. To szczególne miejsce rehabilitacji i pracy równocześnie. Takie kawiarnie są na całym świecie.

 

Poniatówka.

Tak, wiem, głośna sprawa ostatnio. Przyznam, że nawet nie wiedziałem, że media tak się rozpiszą na ten temat. Dowiedziałem się o tym, jak zadzwonili do mnie koledzy samorządowcy z PO, z Pragi Południe. Zadzwonili do mnie z pytaniem, czy to prawda, że chce im zamknąć Poniatówkę, bo oni się z tym nie zgadzają.

 

A chce pan?

Ależ skąd! Lubię Poniatówkę! Mieszkańcy zgłosili mi jako radnemu, że muzyka w okolicach kultowej Plażowej jest za głośna. Sprawdziłem to i nie odniosłem takiego wrażenia. Temat rozszedł się po kościach. Ale gdy miasto wpadło na pomysł organizacji koncertów, których estrada znajduje się na otwartej barce dryfującej po Wiśle, to na prośbę mieszkańców interweniowałem. Muzyka bardzo się niesie po rzece, a mieszkańcy Powiśla nie mogą przez to spać do drugiej, trzeciej w nocy. Poprosiłem, aby po 22.00 kończyć koncerty na żywo albo postawić np. muszlę koncertową, tak aby dźwięk szedł nie w stronę Powiśla, ale w stronę Stadionu Narodowego.

 

Daniel Łaga jest zasłużonym mieszkańcem Warszawy. Do tego pracowitym radnym. Tu za prace społeczne dostał Złotą Odznakę od Towarzystwa przyjaciół Warszawy.Fot. Zdjęcie podchodzi ze strony Laga.com.pl

 

Chcielibyśmy mieć duże miasto, knajpy, metro i do tego cisze, spokój. Nam się wszystko należy.

Bo się należy.

 

A nie zapominany, że coś jest za coś?

A chciałby pan mieszkać w miejscu, gdzie przez trzy dni w tygodniu nie da się żyć? Proszę pamiętać, że w przypadku Powiśla mówimy o mieszkańcach, którymi są ludzie starsi, często niezbyt majętni. Pamiętajmy, że to oni tworzyli klimat Powiśla, a teraz tworzą go ich dzieci. Tu mieszkają ludzie, którzy walczyli o Warszawę i ci, którzy odbudowywali to miasto. Tu swoje mieszkania mają Powstańcy Warszawscy. A teraz ktoś chce powiedzieć im: „Nie podoba się, to się wyprowadźcie”. Dlaczego oni mają się wyprowadzać ze swojego domu? Bo ważniejsze są lokale gastronomiczne? Nie, ludzie!

 

Powiedział pan też, że Powiśle to atrakcyjna dzielnica.

Powiem tak: Powiśle jest atrakcyjne przede wszystkim dzięki takim inwestycjom, jak Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego oraz Centrum Nauki Kopernik. To dzięki nim deweloperzy zainteresowali się dzielnicą i zaczęli budować. Potem przyszła moda na Wisłę oraz nadwiślańskie kluby. Niech pan zauważy, że teraz już żaden student w tej klimatycznej dzielnicy nie wynajmie mieszkania.

 

Dlaczego?

Bo jest drogo.

 

W punkt. Czyli na atrakcyjności Powiśla wynikającej z inwestycji zarobili mieszkańcy, którzy podnieśli czynsze swoich lokali. Wzrosły ceny mieszkań. Ponawiam zatem pytanie - czy knajpy nie uatrakcyjniły Powiśla i zmieniły jego oblicze?

A ja podtrzymuję to, co powiedziałem. Knajpy pojawiły się na Powiślu po tym, jak dzielnica była już bezpieczna, zielona i atrakcyjna dzięki mieszkańcom, a później takim inwestycjom, jak BUW.

 

Na koniec. Właściciele lokali mają jeszcze inne zmartwienie i moje pytanie jest takie - czy od kiedy rządzi PiS to słuszna jest ich obawa, że na cenzurowanym będzie nie tylko kultura, ale i rozrywka?

Na szczęście miastem rządzi prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jeżeli chodzi o mnie, to jestem liberałem z naleciałością konserwatywną i z tego tytułu jestem za wolnością. Jednak wolność każdego kończy się tam, gdzie ogranicza wolność innym, jak np. hałas w nocy uniemożliwiający spokojny sen.

 

Proszę odpowiedzieć.

Będę bronić każdej knajpy, która będzie zamykana z innych powodów, niż niezadowolenie mieszkańców. A już na pewno tych politycznych.

Więcej o: