Zwyczaj nie miał szans. Ale jest lekarz "od zadań specjalnych" - ratuje arabskie konie od rzeźnickiego noża

Doktora Jerzego Kemilewa poznałem rok temu, miał już wtedy kilkuset psich pacjentów, których "naprawiał" za pomocą komórek macierzystych, techniki praktycznie w Polsce nieznanej, za to na świecie, głównie w USA, przynajmniej od ośmiu lat wykorzystywanej w weterynarii. Minął rok, a doktor prócz psów "naprawia" też inne zwierzęta. Pojechałem z nim do Zwyczaja, osiemnastoletniego konia czystej krwi arabskiej, któremu lekarze nie dawali już żadnych szans.

Kiedy rok temu doktor podawał schorowanym psiakom komórki macierzyste, właściciele przecierali oczy ze zdumienia. Dosłownie po kilku tygodniach ich pupile odzyskiwały wigor, biegały, dokazywały, a co najważniejsze - przestawały cierpieć.

Na fanpage'u doktora możemy zobaczyć dziesiątki filmików i zdjęć pokazujących, jak zwierzaki zachowywały się przed i po terapii. Ból przy zwyrodnieniach stawów, czy innych schorzeniach ortopedycznych jest tak wielki, że odbiera im chęć i radość życia. Psiaki ledwo się poruszają, powłóczą nogami, są całkowicie unieruchomione. Mija kilka tygodni i biegają, jak "szczeniaki", a właściciele piszą, że doktor Kemilew zmienił ich życie.

Kiedy okazało się, że terapia komórkami macierzystymi przynosi tak dobre efekty, doktor Kemilew postanowił zająć się też końmi i ciężkimi do leczenia problemami ortopedycznymi takimi jak: zapalenia stawów, mięśni, ścięgien oraz ich zmiany zwyrodnieniowe.

Wśród koniarzy Kemilew szybko zaczął funkcjonować, jako „doktor od zadań specjalnych”, ostatnia deska ratunku, lekarz ratujący zwierzęta przed rzeźnią. Tak jest też w przypadku Zwyczaja, osiemnastoletniego konia czystej krwi arabskiej z Borów Tucholskich, do którego pojechałem z doktorem Kemilewem.

Osiemnastoletni Zwyczaj bardzo choruje, lekarze nie dają mu już szans.Osiemnastoletni Zwyczaj bardzo choruje, lekarze nie dają mu już szans. fot. Igor Nazaruk

Do kulejącego konia przyjeżdżało wcześniej aż czterech weterynarzy i każdy postawił inną diagnozę. Jeden z nich twierdził nawet, że koń choruje na boreliozę, po czym kolejny ją wykluczył.

Już dwa lata temu, kiedy cierpiący z bólu Zwyczaj nie mógł nawet podnieść się o własnych siłach, ostatni wezwany weterynarz zasugerował, że nie ma już ratunku. Właścicielka zwierzęcia nie poddała się, mimo że koń praktycznie stracił już chęć do życia. Dziś ma zrośnięte, zgrubiałe i skostniałe stawy, szpat (najczęstsza przyczyna kulawizn tylnych nóg u konia) i wiele innych dolegliwości. Kobieta postanowiła szukać ratunku u Kemilewa.

Doktor przyznaje, że przypadek Zwyczaja może być jednym z trudniejszych w jego lekarskiej karierze i niekoniecznie musi zakończyć się hapy endem, ale mimo wszystko warto spróbować.

Osiemnastoletni Zwyczaj bardzo choruje, lekarze nie dają mu już szans.Osiemnastoletni Zwyczaj bardzo choruje, lekarze nie dają mu już szans. fot. Igor Nazaruk

- Moim pierwszym końskim pacjentem był piętnastoletni ogier z Zakopanego. Zmiany zwyrodnieniowe stawów sprawiały mu wielki ból, nie mógł chodzić, cierpiał. Podałem mu komórki macierzyste pochodzące z jego własnego szpiku kostnego. W skrócie: najpierw podałem mu specjalny lek, który pobudził szpik. Dawka leku jest moją tajemnicą, znają ją tylko dwie osoby - ja i weterynarz z SGGW, z którym współpracuję. Ze szpiku, komórki macierzyste przechodzą do krwi obwodowej, z której się je pobiera i następnie izoluje. Potem odpowiednio się je aktywuje i podaje zwierzęciu z powrotem. Takim komórkom zmieniają się priorytety. Mówiąc prosto - komórki odnajdują chore miejsca i je „naprawiają”. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że odbudowują chory staw, ale na pewno go odciążają i odejmują ból, a to już wielki sukces. Bo jak nie boli, to pacjent się rusza, jak się rusza to staw pracuje i zaczyna odżywać. Tak też się stało w tym przypadku. Koń ma się dobrze, bóle odeszło, ale i tak ma ciężko, bo skoro jest z Zakopanego to pół życia ma pod górkę, a pół - z górki - śmieje się Kemilew.

www.facebook.com/Kemilewwww.facebook.com/Kemilew

Po pierwszym sukcesie warszawskiego doktora, w środowisku koniarzy pojawiła się opinia, że jest lekarz, który wyciąga konie dosłownie spod rzeźnickiego noża. O doktorze szybko dowiedzieli się też właściciele koni sportowych. W jednej z ekskluzywnych stajni pod Warszawą, w której swojego konia trzyma m.in. żona jednego z piłkarzy polskiej reprezentacji, są też konie sportowe, medaliści międzynarodowych konkursów skoków przez przeszkody. Trener czempionów zgłosił się do Kemilewa z prośbą o pomoc, przyznając że na początek zaryzykuje i podda terapii "najtańszego" konia. Terapia zadziałała, po ekstremalnie ciężkim sezonie sportowym koń dosyć szybko zaczął odzyskiwać siły i werwę. Efekt tak bardzo ucieszył trenera i właścicieli koni, że bez strachu i pełni wiary oddali je w ręce doktora Kemilewa. Trzeba dodać, że wartość tych trzech koni przekraczała wartość nowego Ferrari.

www.facebook.com/Kemilewwww.facebook.com/Kemilew

- Ostatnio zgłaszają się do mnie właściciele koni, którzy mają diagnozę od kilku niezależnych lekarzy mówiącą, że „pacjent nie rokuje, czyli nie nadaje się do dalszego leczenia”, co oznacza rzeźnię, lub w najlepszym przypadku dożywocie na łączce na silnych lekach przeciwbólowych, bo konwencjonalna medycyna nie jest już w stanie niczego zaproponować, prócz miejscowego uśmierzania bólu. Pięć koni już uratowałem od uśpienia, między innymi konia z przewlekłym zapaleniem mięśnia łopatkowego. Lekarze postawili na nim krzyżyk. Po dwóch miesiącach od podania komórek objawy chorobowe ustąpiły i pacjent powoli mógł wrócić do rekreacji, a obecnie odnosi nawet sukcesy w lokalnych zawodach sportowych. - mówi doktor Kemilew.

Nie jest jednak tak, że każdego konia da się od razu „naprawić”. U kilkunastu procent pacjentów trzeba terapię powtórzyć i podać komórki kilka razy. W jednym przypadku było za późno, nie udało się już zwierzęcia uratować, prócz problemów ortopedycznych były też inne, poważniejsze problemy zdrowotne.

- Komórki macierzyste nie są "eliksirem nieśmiertelności" - przestrzega doktor Kemilew.

ZwyczajZwyczaj, fot. Igor Nazaruk

Po ponad czterech godzinach drogi, jesteśmy na miejscu. Idealne tereny do jeździectwa, okolice Tlenia to dziewicze lasy, po horyzont ciągnące się łąki. Kilka lat temu niedaleko przeszło ogromne tornado, wyrywając z korzeniami wszystko co napotkało na swojej drodze. Siedlisko pani Doroty Siemiończyk, duży parterowy dom, otwarty garaż i stajnia. Po podwórzu biegają dwa ogromne psy rasy fila brasileiro. Jednego z nich w zeszłym roku „naprawił” doktor Kemilew, pies dosłownie odżył, zaczął biegać i cieszyć się życiem. Właścicielka zwierzęcia zadowolona z efektów terapii, postanowiła oddać w ręce doktora swojego ukochanego araba, póki nie jest jeszcze za późno.

- Zwyczaj urodził się w nieistniejącej już stadniny w Kurozwękach, później kiedy stajnia upadła trafił do prywatnego hodowcy. Kupiłem go 15 lat temu jako trzylatka, był strasznie wychudzony i dziki. Przez kilka następnych lat nie dał się osiodłać, stawał dęba, szalał, kiedyś mnie zrzucił z siodła, przeszłam ciężką operację nogi. Miał swój świat, niby niczego się nie bał, ale potrafił np. wystraszyć się motylka i ponieść, galopować na oślep. Nie dało się do niego podejść, dopiero po 10 latach, kiedy pierwszy raz ciężko zachorował, bardzo mi zaufał. Przez kolejne cztery lat jeździłam na nim, ale stan zdrowia z czasem nam to uniemożliwił. Jakieś dwa lata temu lekarze powiedzieli, że nic się już nie da zrobić. I wtedy wydarzył się cud, Zwyczaj z tego wyszedł o własnych siłach. Lekarze przecierali oczy ze zdumienia ale pukali się w głowę, kiedy sugerowałam im, że może warto by teraz poddać go terapii komórkami macierzystymi. Mówili, że „w bajki nie wierzą”. Kiedy opowiadałam im o mojej suce, że była już w takim stanie, że nie mogła z posłania podejść do fotela, a po podaniu komórek biega jak szczeniak, lekarze reagowali śmiechem, niedowierzaniem i nawet nie podejmowali dyskusji, tylko „nie i koniec”. Niestety po tej poprawie, stan Zwyczaja znów zaczął się pogarszać. Boję się patrzeć, jak on się męczy, jak próbuje wstać i niestety częste sam już nie daje rady, potrzebuje pomocy. - opowiada właścicielka Zwyczaja.

 

Jesteśmy w stajni, w boksie Zwyczaja. Koń jest łagodny, ufny, wygląda na zmęczonego, choć wiemy że nie ma czym. Ból naprawdę odbiera mu chęci do życia, ale walczy, w jego oczach wciąż widać ogromną siłę.

Doktor zanim przystąpi do działania, przeprowadza wywiad z właścicielką, poznaje szczegóły diety Zwyczaja, jego zwyczaje i historię choroby. Podchodzi do konia, przytula jego głowę i przez moment stoją „łeb w łeb”, oddychając tym samym powietrzem. Mówi się, że to największy z możliwych dowodów zaufania, jakie koń może dać człowiekowi.

Po chwili doktor przystępuję do działań. Przygotowane wcześniej i odpowiednio przetransportowane komórki macierzyste trafiają do wielkich „końskich” strzykawek. Potrzebna jest pomoc właścicielki i osoby zajmującej się na co dzień zwierzęciem, nie wiadomo jak koń zareaguje na zastrzyk. Mimo ukłucia jest spokojny i cierpliwie znosi ból, zastrzyk trwa kilka długich minut, w stajni panuje absolutna cisza. Teraz kluczowe będą najbliższe dni. Jak zareaguje na podanie komórek macierzystych? Czy mu pomogą?

ZwyczajZwyczaj, fot. Igor Nazaruk

Epilog

Od naszej wizyty u Zwyczaja minęły trzy tygodnie.

- Po dwóch dniach ze Zwyczajem było bardzo źle, byłam już umówiona z weterynarzem, żeby go uśpić. - opowiada pani Dorota - Koń przez ponad dwie doby leżał, nie podnosił się, dopiero po tym czasie resztkami sił się podniósł. Zdaję sobie sprawę, że to krótki czas, potrzeba go znacznie więcej. Staram się być spokojna i cierpliwa, bo widzę światełko w tunelu i wierzę, że terapia zadziała. Na pewno nie jest z nim gorzej niż było, jest troszkę lepiej chociażby z jego samopoczuciem, a to jest dobry znak. Koń jednak wciąż stoi tylko na trzech nogach i jest na lekach przeciwzapalnych. Dlatego zastanawiam się, czy nie powtórzyć terapii komórkami macierzystymi. Widzę, że mój konik się nie poddał, że ma wielką chęć, żeby jeszcze pożyć. Ale może jest już za późno, żeby go uratować? - kończy właścicielka Zwyczaja przepraszając za łzy, które odbierają jej głos.

Więcej o:
Skomentuj:
Zwyczaj nie miał szans. Ale jest lekarz "od zadań specjalnych" - ratuje arabskie konie od rzeźnickiego noża
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX