Jeden poranek w śmieciarce i mam: chleb, ser i szynkę na kanapki. Wyrzucamy przepotworną ilość jedzenia

Jeździłem cały poranek śmieciarką po Warszawie i zobaczyłem to na własne oczy - w naszych śmieciach lądują: chleb, warzywa, wędliny, ziemniaki, owoce, jogurty, dania gotowe, sery, mięsa, mleko, ryby, jaja i inne produkty. Moglibyśmy nim nakarmić 2 miliony głodnych Polaków.

Spodobało ci się? Polub nas

90 miliardów kanapek z szynką

W polskich śmieciach marnuje się rocznie ponad 9 milionów ton jedzenia. To jedna trzecia tego, co produkujemy i dla porównania - 90 miliardów kanapek z szynką czy z serem. Jedna wyrzucona kanapka to zmarnowane 90 litrów wody, gorzej jest z mięsem, bo wyprodukowanie kilograma wołowiny kosztuje nawet 10 tys. litrów wody, a wyrzucone do śmieci udko kurczaka to aż 650 litrów zmarnowanej wody (za danymi Federacji Banków Żywności).

Śmiecifot. Igor Nazaruk

Za marnotrawienie większości, bo aż 6,6 mln ton żywności, odpowiedzialna jest branża spożywcza - marnuje jedzenie na każdym etapie: od produkcji, uprawy, przetwórstwa, pakowania przez transport, magazynowanie, dostawę po sprzedaż.

Tymczasem Federacja Polskich Banków Żywności alarmuje, że w Polsce głodnych jest już aż 2,5 miliona ludzi, nie stać ich nawet na wspomnianą kanapkę z serem. Z tego, co trafia do kosza, moglibyśmy wykarmić aż 2 miliony z nich.

Na produkcję, transport czy magazynowanie przeciętny Kowalski wpływu nie ma, co nie oznacza, że jako społeczeństwo nie mamy problemu. W dużej mierze jesteśmy za to odpowiedzialni. W naszych domach marnuje się ponad 2 miliony ton pełnowartościowego jedzenia. Dla porównania Pałac Kultury i Nauki waży 600 tys. ton.

Smutne, a raczej niepokojące jest też to, że z roku na rok wyrzucamy coraz więcej, średnio o 6 procent. Do marnowania jedzenia przyznaje się aż 60 proc. z nas, najwięcej osoby pracujące i mieszkające w dużych miastach.

Śmiecifot. Igor Nazaruk

Wyrzucamy bo...

Zakupy robimy bezrefleksyjnie, bez zastanowienia, na zapas, bo promocja „więcej za mniej”, bo w telewizji reklamują, bo może się przyda itd.

Nie planujemy zakupów, kupujemy za dużo, nie myślimy, ile realnie jesteśmy w stanie zjeść. Tak jak szybko robimy zakupy, tak szybko wyrzucamy później do śmieci bo: przegapiliśmy termin przydatności do spożycia i nie jesteśmy w stanie przejeść piętnastu jogurtów w cenie dziesięciu. Nie umiemy przechowywać żywności, nie przetwarzamy jej, nie konserwujemy. Jednocześnie nakręcamy konsumpcję, pompujemy ją coraz mocniej i mocniej, przez co ceny żywności idą w górę i coraz więcej z nas na jedzenie nie stać.

śmiecifot. Igor Nazaruk

„W d... nam się poprzewracało”

Spotykamy się na ul. Tatarskiej, tuż obok Powązek, gdzie znajduje się baza MPO. Moimi przewodnikami po warszawskich śmietnikach są panowie Robert z dwudziestopięcioletnim doświadczeniem i pan Krzysztof z piętnastoletnim. O śmieciach wiedzą wszystko, twierdzą, że można się z nich wiele o ludziach dowiedzieć.

- Czego? - pytam, kiedy ruszamy w trasę po warszawskiej Woli.

- Najbardziej tego, że w d... nam się poprzewracało od tego tego dobrobytu - mówi pan Robert. - Chleb znajdziesz pan w każdym worku na śmieci. To się od razu rzuca w oczy. I boli - dodaje.

- Wędliny paczkowane, sery, owoce i warzywa, ryby i jajka. No dosłownie wszystko. Na tych nowszych osiedlach w śmieciach znajdziesz pan wszystko, oni wyrzucają najwięcej. Starsi ludzie mają większy szacunek do jedzenia, przeżyli więcej i wiedzą co to głód. - mówi pan Krzysztof - Ja nigdy chleba nie wyrzuciłem, zostawiam aż wyschnie i robię tartą bułkę. Mieszkamy z babcią, jakby zobaczyła kromkę chleba czy bułeczkę w śmietniku, to by mnie wyklęła - tłumaczy.

Ruszamy. Przed nami śmietniki w nowych zamkniętych osiedlach przy ul. Jana Kazimierza, stare bloki i kamienice przy ul. Kolejowej i w okolicach ul. Górczewskiej. Śmieciarze (twierdzą, że określenie „śmieciarz” ich nie obraża, wolą je bardziej niż „czyściciel”. Mówią też, że swojej pracy się nie wstydzą, praca jak praca, a i zarobki niezłe) opowiadają mi ile jedzenia znajdują w śmieciach po świętach Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Wszystkich Świętych i innych. Prócz nietrafionych prezentów pozbywamy się: niezjedzonych pieczeni, pieczonych kurczaków, sałatek, ciast i tortów, ryb i innych świątecznych smakołyków.

"Chleba naszego powszedniego nie wyrzucaj"

Na potęgę wyrzucamy też w weekendy, w koszach lądują: napoczęte pizze i inne gotowe dania, garmażerka, mięsa i wędliny, warzywa i owoce, ale przede wszystkim chleb. Według badań MillwardBrown z 2012 r. dla Federacji Banków Żywności, to właśnie chleba wyrzucamy najwięcej i najczęściej, później są warzywa, wędliny, ziemniaki, owoce, jogurty, dania gotowe, sery, mięsa, mleko, ryby, jaja i inne produkty.

śmieci

fot. Igor Nazaruk

- Śmieci zawsze były i będą, ale nigdy nie było w nich aż tak dużo jedzenia - mówi pan Krzysztof, kiedy podjeżdżamy pod pierwszy śmietnik na osiedlu Espresso przy ul. Jana Kazimierza. Zaglądam do środka, nie muszę nawet grzebać, przerzucać czy rozrywać worków. Na samym wierzchu widzę wielki kawał ciasta z owocami. Wygląda na domowy wypiek, trochę zakalec.

- Ale ja uwielbiam zakalec. - śmieje się pan Robert - A bajaderka z takiego zakalca jaka jest pyszna. Mniam... - mruczy z zachwytem. Obok ciasta znajduję reklamówkę, w środku trzy kajzerki. Sprawdzam świeżość, na oko wczorajsze.

śmiecifot. Igor Nazaruk

W kolejnym kontenerze na wierzchu połowa cytryny, idealnej, soczystej, bez śladu pleśni. Jest też jabłko, z tych droższych, sprzedawanych w Piotrze i Pawle na sztuki. Obok połowa ogórka i kawał mięsa z zupy. Spokojnie można by z niego zrobić farsz do pierogów, zapiekankę, krokiety czy inne super żarcie. Są też sycylijskie pomarańcze, sałata itd. Po godzinie jestem w szoku, nie spodziewałem się, że aż tyle można znaleźć na jednym osiedlu.

śmiecifot. Igor Nazaruk

Jedziemy dalej, przed nami kolejne osiedla zamieszkane przez frankowiczów, młodych i zapracowanych ludzi. Rozmawiam z ochroniarzem, opowiada, że na tym mieszkają w większości słoiki, że w weekendy osiedle pustoszeje. W ich śmieciach też znajduję bułki, kromki chleba, parówki, nawet nie otwartą gotową mieszankę sałat, kurczaki z KFC (nie kości, ale całe panierowane skrzydełka), mandarynki i jabłka. W kolejnym kontenerze znajduję siatkę a w środku cztery Berlinki, ze 30 dag żółtego sera i całego kalafiora - składniki na niezły obiad dla trzyosobowej rodziny.

śmiecifot. Igor Nazaruk

śmiecifot. Igor Nazaruk

Ruszamy dalej, przed nami stare bloki i kamienice przy ul. Kolejowej i mniejsze uliczki w okolicach Górczewskiej. Pierwszy śmietnik, przy wejściu zawieszona przeźroczysta siatka, w środku 12 bułek, w tym wieloziarniste, kukurydziane, ziołowe paluchy, drożdżowe obwarzanki, kajzerki i grahamy. Serce mi się kraje.

śmiecifot. Igor Nazaruk

W następnym: ćwiartka osełki i nadgryzione udko kurczaka, napoczęty twaróg półtłusty, dwa banany idealne na koktajl, deser czy sałatkę, resztki z zupy, ugotowany makaron, włoszczyznę, brokuły, kotleciki warzywne z ziarnami, kapustę pekińską, seler naciowy, kiść winogron, czerwoną i żółtą paprykę idealną na kanapki i do schrupania, jabłka, nieotwartą ale już przeterminowaną puszkę zielonego groszku, sześć kanapek z pieczoną karkówką i polędwicą łososiową i pięć kukurydzianych meksykańskich tortilli, idealnych na wrapy czy kanapki...Im więcej tego widzę, tym bardziej rozumiem śmieciarzy, z którymi przeglądam śmieci. Rzeczywiście w dupach nam się poprzewracało.

śmiecifot. Igor Nazaruk

Po pięciu godzinach nie mamy już miejsca w śmieciarce, musimy jechać do Kompostowni Radiowo, gdzie dziennie trafia ponad 700 ton zmieszanych śmieci z Warszawy. Przy wjeździe jesteśmy ważeni. W kilka godzin zebraliśmy 10 ton śmieci.

Ile z tego to jedzenie? Aż strach pomyśleć.

Za pomoc w napisaniu artykułu dziękuję Miejskiemu Przedsiębiorstwu Oczyszczania w m. st. Warszawa i przede wszystkim panom Robertowi i Krzysztofowi.

Więcej o:
Skomentuj:
Jeden poranek w śmieciarce i mam: chleb, ser i szynkę na kanapki. Wyrzucamy przepotworną ilość jedzenia
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX