Mieszkańcy Powiśla skarżą się na dym i zapach z pobliskich modnych restauracji. Chcą ich zamknięcia

O naszą interwencję poprosiła jedna z mieszkanek budynku sąsiadującego z kompleksem restauracji, mieszczącym się przy ulicy Dobrej 14/16. Według niej - problemem nie są same lokale gastronomiczne, ale to że ignorują mieszkańców. Chodzi bowiem o kominy, którymi odprowadzane są spaliny z klubokawiarni. - Tu czuć zapach jedzenia, więc pewnie to piece np. do pieczenia pizzy. Kominy są tak niefortunnie zamontowane, że cały dym idzie na podwórza, a co za tym idzie - wpada do pobliskich mieszkań - twierdzi.

Spodobało ci się? Polub nas

Jak zaznacza w rozmowie telefonicznej jedna z lokatorek, tu naprawdę nie chodzi o ludzką złośliwość, ale fakt, że nagminnie ignorowane są potrzeby mieszkańców. Prośby i próby negocjacji z wynajmującymi lokale nic nie dają. - Jesteśmy bezsilni - mówi mieszkanka.
Sprawa śmierdzi tym bardziej że parterowe budynki przy Dobrej to budownictwo z lat. 30., podobnie jak same budynki mieszkalne. I wcześniej takich problemów tu nie było. Dlaczego zatem teraz ktoś skarży się na dym? Mieszkańcy tłumaczą, że to drugie dno całej sprawy. - Kominy są nielegalne - tłumaczy jedna z mieszkanek.Według lokatorów kominy, piece i wszelkie systemy grzewcze, które wykorzystano w pawilonach to budowlana samowolka. - Kominki na drewno są dozwolone tylko w domach jednorodzinnych. Nawet na wsiach sąsiad sąsiadowi w okna nie dymi, co mają wpisane w decyzji o warunkach zabudowy.
Sprawą zajął się już radny Śródmieścia Daniel Łaga, który w rozmowie z nami przyznaje, że problem faktycznie istnieje. I to duży:Nie może być tak, że łamiąc zasady współżycia społecznego, przedsiębiorca uruchomi paleniska emitujące duże ilości dymu, który wydobywa się w przestrzeni zamkniętej otoczonej przez budynki, które są o wiele wyższe od emitującego i tym dymem „obdarowuje” mieszkańców.
I dodaje, że w tej sprawie wystąpił z interpelacją do właściciela gruntu. A jest nim Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina:Niestety Uniwersytet odpisał, że wynajął kominiarza, który stwierdził, że wszystko jest w porządku i nie ma czym się przejmować. Nie posiadam takich dokumentów, bo zgodnie z informacją przekazaną mi przez Naczelniczkę Wydziału Architektury i Budownictwa Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy ani Uniwersytet Muzyczny, ani obecni najemcy nie występowali do Dzielnicy Śródmieście o decyzje o warunkach zabudowy.Naczelniczka miała to, według Łagi, potwierdzić jeszcze na zwołanym 6 października posiedzeniu Komisji Zdrowia Rady Dzielnicy Śródmieście: - Pani Naczelnik Wydziału Architektury poinformował, że użytkownik działki Dobra 14/16 nie wystąpił o zezwolenia na przebudowę. To stwierdzenie spowodowało, że wynik posiedzenia mógł być tylko jeden. Czyli jaki? - Komisja podjęła stanowisko, w którym zobowiąże służby miejskie do skierowania pisma do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w celu doprowadzenia działalności prowadzonej na terenie Dobrej 14/16 do stanu zgodnego z prawem. Ponadto Komisja za swoim pośrednictwem przekaże skargę mieszkańców na działalność Uniwersytetu Muzycznego do organu nadzorującego, czyli Ministra Kultury.
Według mieszkańców, zanim sprawa nabrała takiego tempa, podjęto wiele prób rozwiązania problemów na linii spółdzielnia - władze uczelni. Żadna według relacji lokatorów nie przyniosła efektów. Łaga dodaje także, że ignorowanie przepisów jest znaczne, bo i właściciel gruntu jakby wyjątkowy. - Stopień ignorowania przepisów jest znaczny, co szczególnie razi w przypadku Uniwersytet Muzyczny - dodaje radny. Uniwersytet w rozmowie z nami nie miał zamiaru chować głowy w piasek i przyznał, że problem jest im znany. Dostaliśmy także zapewnienie, że władze uczelni ustosunkują się do insynuacji mieszkanki.
Przy Dobrej 14/16 znajduje się restauracja Wars and Sawa oraz kilka pracowni, sal i warsztatów, m.in. Warsztatownia - gdzie organizowane są warsztaty dla dzieci w ramach działań Domu Kultury Dobra Dobra, pracownia ceramiczna Alchemikus i restauracja Nóż Widelec. Kolejne pracownie mają krawcowa, malarz i artysta i pisarz. W prawie każdym z tych pomieszczeń jest piec opalany drewnem, łącznie to sześć dymiących kominów.

W rozmowie telefonicznej z metrowarszawa.pl lokatorka zaznaczyła, że naprawdę nie chodzi jej o ludzką złośliwość, ale fakt, że nagminnie ignorowane są potrzeby mieszkańców. Prośby i próby negocjacji z wynajmującymi lokale nic nie dają. - Jesteśmy bezsilni - mówi mieszkanka. Wg niej sprawa śmierdzi tym bardziej że parterowe budynki przy Dobrej to budownictwo z lat. 30., podobnie jak same budynki mieszkalne. I wcześniej takich problemów tu nie było. Dlaczego zatem teraz ktoś skarży się na dym? Mieszkańcy tłumaczą, że to drugie dno całej sprawy. - Kominy są nielegalne - twierdzi jedna z mieszkanek. Według lokatorów kominy, piece i wszelkie systemy grzewcze, które wykorzystano w pawilonach to budowlana samowolka. - Kominki na drewno są dozwolone tylko w domach jednorodzinnych. Nawet na wsiach sąsiad sąsiadowi w okna nie dymi, co mają wpisane w decyzji o warunkach zabudowy - mówią.

- Problem z sąsiadką zaczął się w czerwcu, po czterech latach naszego funkcjonowania na Powiślu - mówi z kolei Iga Sekuła, która wraz z mężem Marcinem prowadzi na Dobrej restaurację Wars and Sawa - Któregoś pięknego dnia przyszedł do nas człowiek i w progu zaczął krzyczeć przy klientach jedzących posiłek, że jesteśmy trucicielami. On wpadł do knajpy, nie rozmawiając z nami wcześniej, nie wyjaśniając o co chodzi, życzył gościom smacznego i krzyknął, że jedzą u trucicieli. Na co mój mąż zareagował spokojnie, poprosił krewkiego sąsiada na zewnątrz i próbował dowiedzieć się o co chodzi.

- Nie będę z wami rozmawiał! Znowu rozpaliłeś ten piec! Mam dym w mieszkaniu! - krzyczał i wezwał straż miejską. Przyjechali i stwierdzili, że jest rozpalone w porządku, że nic nie dymi, że nie są w stanie dać nam nawet pouczenia - relacjonuje nam właścicielka Wars and Sawa. Przyjechali też następnego dnia, żeby zobaczyć sam proces rozpalania w piecu. Strażnik powiedział, że nadużyciem jest wzywanie funkcjonariuszy do takich problemów, bo według niego - wszystko jest w porządku, że nie widzi żadnych uchybień.
- Mimo wszystko bardzo się wystraszyliśmy, bo już wiedzieliśmy, że coś się złego dzieje, ale wciąż nie wiedzieliśmy o co tak naprawdę chodzi. Nigdy nie mieliśmy problemów z sąsiadami, zależy nam na dobrych relacjach, mieszkańcy Powiśla są naszymi stałymi klientami - dodaje.

Restauracja Wars and SawaFacebook/ Wars and Sawa


- Kolejnego dnia przyszła do nas pani z krzykiem, twierdziła „że ma dym w mieszkaniu”. Rzeczywiście, proces rozpalania trwa chwilkę, ale po 7 - 10 minutach tego dymu nie ma! - denerwuje się restauratorka. Zapewnia, że obiecała jej jednak, że zrobi wszystko, żeby ten dym zniwelować, a problem rozwiązać. - Odpowiedziała, że dla niej jedynym rozwiązaniem będzie demontaż naszego pieca i wstawienie pieca elektrycznego. To niemożliwe, bo to jest nasz sposób na biznes, a poza tym od października ten piec nam służy do ogrzewania, bo nie mamy innego sposobu, żeby to zrobić. W tym momencie stwierdziła, że jeśli nie zlikwidujemy tego pieca to ona nas zniszczy. Później mówiła nam to wielokrotnie, prosto w oczy, nie ukrywając jakie ma motywacje i co chce zrobić. Mimo emocji i nerwów zaczęliśmy szukać rozwiązania i postanowiliśmy zainwestować w wyrzutnię dymu. Przyszedł kominiarz, zamknęliśmy lokal na dwa dni, zrobiliśmy kompleksowy przegląd kominów i zamontowaliśmy urządzenie, które kumuluje dym i wyrzuca go w powietrze. Kosztowało nas to 2 tys. zł. - opowiada.

Restauracja Wars and SawaFacebook/ Wars and Sawa


Po zamontowaniu wyrzutni dym przy rozpalaniu unosi się przez niecałe 6 minut, jest bialutki i bezwonny. Po rozpaleniu znika zupełnie. - Poinformowaliśmy naszych sąsiadów, że to zrobiliśmy, jednak i to nie wystarczyło. Od pewnego czasu sąsiadka wychodzi codziennie na balkon i robi zdjęcia naszych kominów. Zadzwoniła też i powiedział, że jej wyrzutnia dymu nie wystarczy, że z nami już rozmawiać nie będzie i idzie dalej, do radnych, polityków i Uniwersytetu Muzycznego, od którego wynajmujemy lokal. Od lipca wysyła pisma. Ostatnio dostaliśmy informację, że zwołano radę w tej sprawie. Na tym spotkaniu nie zostaliśmy nawet dopuszczeni do głosu. Dostaliśmy tylko ostrzeżeni, że szykuje się mnóstwo kontroli. Sąsiadka twierdzi, że nie mamy wszystkich potrzebnych dokumentów, ale myli się. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do sprawdzenia, nic nie mamy do ukrycia. Ostatnio powiedziała nam wprost, że zniszczy cały budynek - kończy Iga Sekuła.

Sprawą zajął się radny Śródmieścia Daniel Łaga, który w rozmowie z nami przyznał, że problem faktycznie istnieje. I to duży: Nie może być tak, że łamiąc zasady współżycia społecznego, przedsiębiorca uruchomi paleniska emitujące duże ilości dymu, który wydobywa się w przestrzeni zamkniętej otoczonej przez budynki, które są o wiele wyższe od emitującego i tym dymem „obdarowuje” mieszkańców. I dodaje, że w tej sprawie wystąpił z interpelacją do właściciela gruntu. A jest nim Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina. Uniwersytet mu jednak odpisał, że wynajął kominiarza, który stwierdził, że wszystko jest w porządku i nie ma czym się przejmować.


Na pytanie, czy radny posiada dokumenty potwierdzające, że można mówić o samowolce budowlanej, odpowiada jednak, że dowodów nie ma: Nie posiadam takich dokumentów, bo zgodnie z informacją przekazaną mi przez Naczelniczkę Wydziału Architektury i Budownictwa Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy ani Uniwersytet Muzyczny, ani obecni najemcy nie występowali do Dzielnicy Śródmieście o decyzje o warunkach zabudowy. Naczelniczka miała to, według Łagi, potwierdzić jeszcze na zwołanym 6 października posiedzeniu Komisji Zdrowia Rady Dzielnicy Śródmieście: - Pani Naczelnik Wydziału Architektury poinformowała, że użytkownik działki Dobra 14/16 nie wystąpił o zezwolenia na przebudowę. To stwierdzenie spowodowało, że wynik posiedzenia mógł być tylko jeden - przekazał nam radny. Czyli jaki? - Komisja podjęła stanowisko, w którym zobowiąże służby miejskie do skierowania pisma do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w celu doprowadzenia działalności prowadzonej na terenie Dobrej 14/16 do stanu zgodnego z prawem. Ponadto Komisja za swoim pośrednictwem przekaże skargę mieszkańców na działalność Uniwersytetu Muzycznego do organu nadzorującego, czyli Ministra Kultury - doprecyzował po naszym pytaniu.

Według mieszkańców, zanim sprawa nabrała takiego tempa, podjęto wiele prób rozwiązania problemów na linii spółdzielnia - władze uczelni. Żadna według relacji lokatorów nie przyniosła efektów. Łaga dodaje także, że ignorowanie przepisów jest znaczne, bo i właściciel gruntu jakby wyjątkowy. - Stopień ignorowania przepisów jest znaczny, co szczególnie razi w przypadku Uniwersytetu Muzycznego - dodaje radny.

Uniwersytet w rozmowie z nami nie miał zamiaru chować głowy w piasek i przyznał, że problem jest im znany. Dostaliśmy także zapewnienie, że władze uczelni ustosunkują się do insynuacji mieszkanki. Na odpowiedź cały czas czekamy.

Więcej o:
Skomentuj:
Mieszkańcy Powiśla skarżą się na dym i zapach z pobliskich modnych restauracji. Chcą ich zamknięcia
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX