Seniorzy kochają Hale Targowe. Chyba bez wzajemności. Te ceny są z kosmosu! [Sprawdzamy]

Ceny potrafią być nawet dwukrotnie wyższe niż u konkurencji. Warszawskie Hale Targowe każą sobie słono płacić za podstawowe produkty, a także za delikatesy. W kogo to uderza najbardziej? W biednych emerytów - stałych i od lat oddanych klientów. A może ma uderzać? Sprawdzamy, co za ile, i dlaczego tak drogo.

Spodobało ci się? Polub nas

Delikatesy i ich niedelikatne ceny
Zarobić można na wszystkim. Zarówno na produktach podstawowych, o których za chwilę, jak i tych delikatesowych. A skoro towar jakby luksusowy, to i cena musi być odpowiednio wysoka. Niestety, odwiedzając kilka Hal Targowych w stolicy wniosek nasuwa się jeden - ceny są nie dla polskiego emeryta, ale milionera!
Najwięcej zarabia się na tak zwanych nowinkach. Za słoiczek pesto w żoliborskim sklepie trzeba zapłacić aż 12 złotych. A pesto, jakie jest, każdy widzi. Drogo nie powinno być. Wie to konkurencja, dlatego za ten sam produkt w innych sklepach zapłacimy 8 złotych, a w dyskontach nawet za tych złotych 5. To dwukrotnie mniej niż w Halach Targowych. - Dla starszych to nowinka, wiec się na tym bazuje. I każe się im płacić - mówi jedna ze sprzedawczyń warszawskiej Hali.
Za co jeszcze - każe się płacić. I to słono? W Hali Kopińskiej możemy kupić produkt bardzo delikatesowy (czytaj - musi być bardzo drogi) - 250 ml oleju z czarnuszki za uwaga 59 złotych. Naprawdę luksusowe ceny. Można taniej? Oczywiście. W Warszawie do kupienia już za 35 złotych. Ale czy senior wie, że kupuje dwa razy drożej?
Nowinką nie jest natomiast herbata, ale i za nią trzeba płacić w Halach bajońskie sumy. Za opakowanie herbaty Lipton, gdzie znajduje się 88 sztuk torebek trzeba zapłacić 23, 30 złotych. W sklepie Api ten sam produkt kosztuje, uwaga - niecałe 13,99 złotych! To tylko wierzchołek góry lodowej. I jeden z wielu dowodów na to, jak według mnie, kantuje się klientów. Pytanie też, po co to robią, skoro wiedzą, że ich klientem jest biedny emeryt?
Kawa, podobnie jak herbata, jest bardzo droga. Za słoik Nescafe Creme w Hali Kopińskiej trzeba zapłacić aż 31 złotych. U konkurencji - 22 złote.
Za Ptasie Mleczko, które seniorzy uwielbiają też trzeba słono zapłacić, by życie sobie osłodzić. Ile? 16 złotych. W hipermarkecie da się przysmak ten kupić nawet za złotych 10.
Grosz do grosza i wychodzi niezła suma
Parafrazując klasyka reklamy - grosz do grosza i będzie kokosza. Z takiego założenia wychodzą najprawdopodobniej sprzedawcy Hal Targowych w stolicy, którzy narzucają bardzo wysokie ceny. Dosłownie na wszystko. I tak w Hali Marymonckiej koszt jednego kilograma cukru to 2,80. W tym czasie możemy ten sam produkt kupić już za niecałe dwa złote. Niby nic, ale gdy kupimy kilka podstawowych produktów i przyjdzie nam za nie zapłacić, okaże się, że nieźle przepłacamy. Przepraszam, przepłacają seniorzy. Ale o tym zaraz. Przykładów tego, jak warszawskie Hale Targowe przeceniają, i to dosłownie, swoje produkty, jest o wiele więcej. Kilogram sypanego ryżu białego to uwaga 2,99, choć bez promocji może kosztować 3,60. A nawet i 4 złote. W podobnych cenach jest mąka i kasze. Pojawia się zatem pytanie - DLACZEGO NA LITOŚĆ BOSKĄ TAK DROGO?
Dla kogo te kosmiczne ceny?
Z czego mogą wynikać kosmiczne ceny w Halach Targowych? Pewnie z kompletnego oderwania od rzeczywistości. Właściciele sklepów najwyraźniej uważają, że senior to milioner. Jak wszyscy dobrze wiemy - polski emeryt to biedny emeryt. Tego nie uczą w szkołach czy na studiach. To się po prostu wie.
Wie się, że często tym ludziom nie starcza nawet na podstawowe produkty żywieniowe, nie wspominając o lekach. Polski senior bywa schorowany, samotny i nabijany w butelkę. Takie mam wrażenie po sprawdzeniu cen w popularnych wśród emerytów Halach.
Bo jak inaczej nazwać to, jakie ceny narzucają sprzedawcy w warszawskich Halach. Czy oni naprawdę nie widzą, że jest drogo i to odbija się przede wszystkim na seniorach? A może wiedzą? I to wykorzystują?
Bo, co sprawia, że ten naszym biedny emeryt chodzi do tej strasznej Hali? Z sentymentu, przyzwyczajenia, że zawsze się robi zakupy w TYM sklepie.
Często nie starcza tym ludziom na podstawowe produkty żywieniowe, nie wspominając o lekach. No właśnie, lekach. Schorowani i biedni seniorzy, właśnie ze względu na swoje zdrowie, nie mają możliwość wędrować po mieście w poszukiwaniu niskich cen. Idą zatem tam, gdzie jest blisko, czyli do Hali. A, że ceny wysokie? Może senior nawet nie wiedzieć, jak bardzo idzie mu słono za to oddanie płacić.
Jest coś jeszcze. Pracownicy sklepów nie kryli nawet w rozmowie ze mną, że ceny są wysokie, bo klienci są tak przyzwyczajeni do robienia u nich zakupów, że są w stanie zapłacić każdą niemal cenę. - A gdzie taki senior pójdzie, jak nie do nas - pyta retorycznie jedna ze sprzedawczyń.
Delikatesy i ich niedelikatne ceny

Zarobić można na wszystkim. Zarówno na produktach podstawowych, o których za chwilę, jak i tych delikatesowych. A skoro towar jakby luksusowy, to i cena musi być odpowiednio wysoka. Niestety, odwiedzając kilka Hal Targowych w stolicy wniosek nasuwa się jeden - ceny są nie dla polskiego emeryta, ale milionera!

Najwięcej zarabia się na tak zwanych nowinkach. Za słoiczek pesto w żoliborskim sklepie trzeba zapłacić aż 12 złotych. A pesto, jakie jest, każdy widzi. Drogo nie powinno być. Wie to konkurencja, dlatego za ten sam produkt w innych sklepach zapłacimy 8 złotych, a w dyskontach nawet za tych złotych 5. To dwukrotnie mniej niż w Halach Targowych. - Dla starszych to nowinka, wiec się na tym bazuje. I każe się im płacić - mówi jedna ze sprzedawczyń warszawskiej Hali.

Za co jeszcze - każe się płacić. I to słono? W Hali Kopińskiej możemy kupić produkt bardzo delikatesowy (czytaj - musi być bardzo drogi) - 250 ml oleju z czarnuszki za uwaga 59 złotych. Naprawdę luksusowe ceny. Można taniej? Oczywiście. W Warszawie do kupienia już za 35 złotych. Ale czy senior wie, że kupuje dwa razy drożej?

Drogie sklepy w WarszawieTomasz Golonko/ metrowarszawa.pl

Nowinką nie jest natomiast herbata, ale i za nią trzeba płacić w Halach bajońskie sumy. Za opakowanie herbaty Lipton, gdzie znajduje się 88 sztuk torebek trzeba zapłacić 23,30 złotych. W sklepie Api ten sam produkt kosztuje, uwaga - niecałe 13,99 złotych! To tylko wierzchołek góry lodowej. I jeden z wielu dowodów na to, jak według mnie, kantuje się klientów. Pytanie też, po co to robią, skoro wiedzą, że ich klientem jest biedny emeryt?

Drogie sklepy w WarszawieTomasz Golonko/metrowarszawa.pl

Kawa, podobnie jak herbata, jest bardzo droga. Za słoik Nescafe Creme w Hali Kopińskiej trzeba zapłacić aż 31 złotych. U konkurencji - 22 złote.

Drogie sklepy w WarszawieTomasz Golonko/metrowarszawa.pl


Za Ptasie Mleczko, które seniorzy uwielbiają też trzeba słono zapłacić, by życie sobie osłodzić. Ile? 16 złotych. W hipermarkecie da się przysmak ten kupić nawet za złotych 10.

Drogie sklepy w WarszawieTomasz Golonko/metrowarszawa.pl


Grosz do grosza i wychodzi niezła suma

Parafrazując klasyka reklamy - grosz do grosza i będzie kokosza. Z takiego założenia wychodzą najprawdopodobniej sprzedawcy Hal Targowych w stolicy, którzy narzucają bardzo wysokie ceny. Dosłownie na wszystko. I tak w Hali Marymonckiej koszt jednego kilograma cukru to 2,80. W tym czasie możemy ten sam produkt kupić już za niecałe dwa złote. Niby nic, ale gdy kupimy kilka podstawowych produktów i przyjdzie nam za nie zapłacić, okaże się, że nieźle przepłacamy. Przepraszam, przepłacają seniorzy. Ale o tym zaraz. Przykładów tego, jak warszawskie Hale Targowe przeceniają, i to dosłownie, swoje produkty, jest o wiele więcej. Kilogram sypanego ryżu białego to uwaga 2,99, choć bez promocji może kosztować 3,60. A nawet i 4 złote. W podobnych cenach jest mąka i kasze. Pojawia się zatem pytanie - DLACZEGO NA LITOŚĆ BOSKĄ TAK DROGO?

Drogie sklepy w WarszawieTomasz Golonko/metrowarszawa.pl

Dla kogo te kosmiczne ceny?

Z czego mogą wynikać kosmiczne ceny w Halach Targowych? Pewnie z kompletnego oderwania od rzeczywistości. Właściciele sklepów najwyraźniej uważają, że senior to milioner. Jak wszyscy dobrze wiemy - polski emeryt to biedny emeryt. Tego nie uczą w szkołach czy na studiach. To się po prostu wie.

Wie się, że często tym ludziom nie starcza nawet na podstawowe produkty żywieniowe, nie wspominając o lekach. Polski senior bywa schorowany, samotny i nabijany w butelkę. Takie mam wrażenie po sprawdzeniu cen w popularnych wśród emerytów Halach.

Bo jak inaczej nazwać to, jakie ceny narzucają sprzedawcy w warszawskich Halach. Czy oni naprawdę nie widzą, że jest drogo i to odbija się przede wszystkim na seniorach? A może wiedzą? I to wykorzystują?

Bo, co sprawia, że ten naszym biedny emeryt chodzi do tej strasznej Hali? Z sentymentu, przyzwyczajenia, że zawsze się robi zakupy w TYM sklepie.

Często nie starcza tym ludziom na podstawowe produkty żywieniowe, nie wspominając o lekach. No właśnie, lekach. Schorowani i biedni seniorzy, właśnie ze względu na swoje zdrowie, nie mają możliwość wędrować po mieście w poszukiwaniu niskich cen. Idą zatem tam, gdzie jest blisko, czyli do Hali. A, że ceny wysokie? Może senior nawet nie wiedzieć, jak bardzo idzie mu słono za to oddanie płacić.

Jest coś jeszcze. Pracownicy sklepów nie kryli nawet w rozmowie ze mną, że ceny są wysokie, bo klienci są tak przyzwyczajeni do robienia u nich zakupów, że są w stanie zapłacić każdą niemal cenę. - A gdzie taki senior pójdzie, jak nie do nas - pyta retorycznie jedna ze sprzedawczyń.
Więcej o: