"Głos Mordoru" - czyli pierwsza gazeta dla korpoludków żyjących na ASAP'ie

Dzisiejszy poranek w Mordorze na Domaniewskiej wyglądał inaczej niż zwykle. Biegnących do biur pracowników przywitał siwowłosy Gandalf, rozdając im pierwsze wydanie "Głosu Mordoru".

Spodobało ci się? Polub nas

Mordor - kraina zła we „Władcy pierścieni” to także potoczna, żartobliwa nazwa biurowego zagłębia na Służewcu. Od dziś Mordor ma swoją prawdziwą, papierową gazetę. Za jej wydaniem stoją dwie dziewczyny, byłe pracownice korporacji z Domaniewskiej.

Głos Mordorufacebook.com/Głos-Mordoru

"Jeśli trzymasz w ręku "Głos Mordoru", znaczy, że pracujesz w jednej z korporacji na warszawskim Mokotowie. Zastanawiasz się pewnie, kto jest po drugiej stronie. Nie, nie jesteśmy dziećmi żadnego koncernu mediowego, tylko dwiema dziewczynami pracującymi kiedyś na Domaniewskiej. Mamy dość wlepiania wzroku w smartfony i zwyczajnie lubimy "papier". Pomysł na "Głos Mordoru" narodził się w czasie urlopu macierzyńskiego, bo niekoniecznie chciałyśmy wracać do naszych korporacji, tylko spróbować pracy na własną rękę. Chcemy Tworzyć "Głos Mordoru" razem z Tobą. Napisz do nas! A teraz leć do pracy, bo pewnie najbliższe 8 godzin spędzisz właśnie w Mordorze. Do zobaczenia!" - czytamy we wstępniaku „Głosu Mordoru”

 

Głos MordoruGłos Mordoru

Z pierwszego „Głosu” dowiemy się m.in.: gdzie mieszkają pracownicy warszawskich korporacji i ile czasu dojeżdżają do pracy; ilu z nich ciągle mieszka z rodzicami; poznamy tajemnice działu IT, czyli korpo-nomadów, których nie obowiązuje żaden dress code, bo przecież nikt ich w ogóle widuje; dowiemy się, co najbardziej wkurza w Mordorze (m.in. ginące z biurka zszywacze i parking w Galmoku); poznamy uciekinierów z Mordoru, którzy zrezygnowali z pracy w korporacjach żeby realizować swoje marzenia; zrobimy test „Czy jestem korpoludem” itd.

Prócz papierowego wydania „Głosu Mordoru” można go też przeczytać w internecie.

Więcej o: