Pradziadek nie opowiadał nam o tym, jak śpiewał na barykadach podczas Powstania Warszawskiego - mówi Michał Fogg, prawnuk nestora polskiej piosenki

Jako jeden z czołowych polskich artystów przez kilka dziesięcioleci przecierał szlaki w świecie polskiej muzyki. Był pierwszym polskim artystą estradowym, którego występ nadała Telewizja Polska wprost z wieżowca Prudential (w 1938 i 1939 roku), wystąpił na blisko szesnastu tysiącach koncertów na całym świecie (w tym USA, w 31 stanach), prowadził kawiarnię Cafe Fogg i wytwórnię płyt gramofonowych Fogg Record. Nagrywał ponad 100 piosenek rocznie, w pewnym momencie był najstarszym występującym piosenkarzem świata, a płyty z jego nagraniami osiągnęły nakład ponad dwudziestu pięciu milionów egzemplarzy. Jego prawnuk wspomina: - Nie bez kozery pradziadka nazywano "mrówką" - z Michałem Foggiem spotkałam się na warszawskim Żoliborzu, gdzie mieszka od najmłodszych lat. W tym miesiącu przypada 25. rocznica śmierci jego pradziadka Mieczysława Fogga. Z tej okazji zaplanowano kilkadziesiąt wydarzeń w całym kraju, ukaże się też biografia legendarnego artysty, a lada chwila jego rodzina powiększy się. Na świecie pojawi się Michalina, praprawnuczka Mieczysława Fogga.

Spodobało ci się? Polub nas

Jaka była Warszawa Mieczysława Fogga?
MICHAŁ FOGG: Rozczaruję Panią, ale pradziadek nie opowiadał nam o tym, jak śpiewał na barykadach podczas Powstania Warszawskiego, wytwórni płytowej, którą zakładał w czasach komuny czy o swoich podróżach po całym świecie w latach 30. Z jednej strony chciałbym, aby tak było, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że miałem całkiem normalne dzieciństwo. Pradziadek był w domu po prostu pradziadkiem, a nie gwiazdą, gdy umarł miałem 15 lat. Kiedy żył, bardziej interesowała mnie zabawa z kumplami na boisku. Proszę też pamiętać, że pradziadek rozkoszował się krótkimi latami emerytury. Ostatni koncert dał w 1986 roku, w wieku 85 lat, zresztą niedaleko stąd - w Kinie Elektronik. Ale jestem przekonany, że w pierwszej kolejności mówiłby o sobie, że jest warszawiakiem, a potem dopiero Polakiem. Sam mówił, że z Warszawy wyjeżdżał tylko po to, aby do niej wracać.
W jednej z piosenek śpiewał, że jest gotów poświęcić życie dla stolicy.
Pradziadek dwukrotnie walczył za Warszawę. W czasie wojny, w 1920 roku, będąc rannym. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego walczył na swój sposób. Nie zbrojnie, lecz artystycznie. Lokalny patriotyzm był w pradziadku bardzo mocno zakorzeniony, ale jeszcze silniej niż pradziadek kultywował go mój dziadek.
Czego nauczył się pewnie od swojego sławnego taty.
Pewnie tak, aczkolwiek miał ojca zaocznego. Bywało, że Mieczysław Fogg podróżował z występami za oceanem nawet kilka miesięcy. Z jedną z wytwórni miał podpisany kontrakt na 150 płyt rocznie, każda z nich zawierała po dwa utwory.
Skąd miał tyle energii do działania?
Nie bez kozery przed wojną nazywano go „mrówką”.
A lubił nowoczesność?
Ostatnie lata życia mieszkał na MDMie, więc chyba tak. Zresztą z Marszałkowską Dzielnicą Mieszkaniową wiąże się dłuższa historia, w pewnym momencie podwórko było opanowane przez prawie całą naszą rodzinę. Przy ulicy Koszykowej mieszkali pradziadkowie, dziadkowie, druga prababcia, ciotka i ja z rodzicami.
Ciekawe co by powiedział o Tęczy...
No, nie wiem... Widziałby ją niemalże z okna... Więcej wiedzy o samym mieście, o tym jak wyglądało przed wojną, znam z relacji dziadka, który miał zwyczaj zabierania mnie na różnego rodzaju spacery. W czasie naszych wypraw opowiadał mi o tym, jak wyglądało kiedyś. Mówimy oczywiście o latach 80. tych. Wtedy  dużo więcej punktów nawiązywało do przedwojennej Warszawy.
Czy to oznacza, że w domu tęskniono za dawną Warszawą?
W naszej rodzinie patriotyzmu nigdy łączono z melancholią. Według mojej teorii nostalgia ta ma związek z czarno białymi zdjęciami. Świat na nich staje się odległy i tajemniczy. Wydaje mi się, że gdybyśmy do nich dodali kolor i zapach nasze postrzeganie przeszłości zmieniłoby się diametralnie. Nie było aż tak bajkowe. Owszem były to wyjątkowe czasy: pierwsza Niepodległość, dwudzieste Millenium, ale postęp był i jest nieunikniony. Warszawa musi się rozwijać.
Za wszelką cenę?
Cieszy się mnie, że coraz częściej mówi się o kultywowaniu tradycji i podtrzymywaniu historii. Niestety nie zawsze przekłada się to na działania. Mój ulubiony zabieg „rewitalizacja” w wymiarze warszawsko - urbanistycznym powinien nabrać nowego znaczenia słownikowego. Rewitalizacja nie koniecznie wiąże się zrównaniem z ziemią tego co było i stawianiem na nowo.
Jaka, więc jest Warszawa, Michała Fogga?
Stała się za bardzo zabiegana. Na pewno mieszka się w niej inaczej niż w mieście, które pamiętam 25 lat temu. Śródmieście stało się miejscem przesiadki, a mniej miejscem do życia. Żoliborz oczywiście nie jest już spokojną sypialnią, jaką był kiedyś, ale ciągle znajduje się na  przyjemnym uboczu.
Niesamowite jest to, że pana pradziadek miał szczęście obserwowania Warszawy przez niemal przez wszystkie dekady XX wieku. Urodził się na samym jego początku, a odszedł, u schyłku.
I o tym będzie można przeczytać w ukazującej się lada chwila książce „Poletko pana Fogga”. Jej autor wykonał naprawdę rzetelną pracę. Temat pradziadka został zgłębiony bardzo skrupulatnie. Na jej podstawie można by napisać małą encyklopedię, a oddzielnie stworzyć album fotograficzny ze wszystkich wojaży pradziadka. Przez ostatnie dwa lata ciężko pracowaliśmy, aby powstała.
Skąd pomysł na tytuł książki?
Została zaczerpnięta z ostatnich programów estradowych pradziadka z którymi jeździł po całym kraju. Zresztą na podstawie plakatów reklamujących wystąpienia pradziadka stworzyłem mobilną wystawę pokazującą jego karierę od lat 30. do 80. Nie tylko pod względem historycznym mają dużą wartość, ale i artystycznym.
Mobilna wystawa, wykłady, dwa festiwale pamięci Mieczysława Fogga, wydawnictwo płytowe Fogg Record i wydanie dwóch płyt z serii "Café Fogg". Bardzo dużo czasu i serca wkłada Pan w upamiętnienie rodzinnej historii.
Jest to moja pasja, która już dawno zyskała status drugiego etatu. Na co dzień moje życie toczy się w normalnej pracy nie mającej nic wspólnego z tym, co robię po godzinach, czyli z   branżą handlowo-projekcyjną.
Wygląda, że pradziadek przekazał Panu w genach pracowitość. A może coś jeszcze?
Wzrost. A może jego brak.
A zdolności muzyczne?
Rzeczywiście przechodziły w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie, ale różnie się objawiały. Dziadek Andrzej nigdy nie grał na żadnym instrumencie mimo to był obdarzony słuchem absolutnym. Pracował, jako realizator dźwięku. Najpierw w wytwórni Fogg Record (od redakcji: wytwórnia założona przez Mieczysława Fogga działająca w latach 1946-1951), a potem przez wiele lat w „Polskich Nagraniach”. Stąd słynne powiedzenie: - „Ojciec śpiewa, syn nagrywa”. Autentycznie, dziadek naprawdę słyszał w nagraniu każdy fałsz, potknięcie i niepotrzebny szum. Natomiast mój ojciec, również na niczym nie grał, był jednak ogromnym pasjonatem i kolekcjonerem muzyki. W wieku 50. kilku lat zaczął uczyć się gry na saksofonie. I o dziwo, całkiem nie źle mu szło.
Pan także występuje przed publicznością, jako didżej.
Ja, moja siostra oraz troje innych prawnuków Mieczysława Fogga otrzymało wykształcenie muzyczne nie po to, aby pradziadka gonić. Muzyka w moim domu jest wszechobecna od zawsze, stąd granie. A co ciekawe zawsze miałem się za osobę, która raczej stoi z boku. Być może łatwość w nawiązaniu kontaktu z publicznością odziedziczyłem po pradziadku.
-         rozmawiała Natalia Bet
3 września odbędzie się inauguracja XII Ogólnopolskiego Festiwalu Retro im. Mieczysława Fogga. Na początek, w kawiarni Pokój na lato, zaplanowano spotkanie poświęcone artyście połączone z oprawą muzyczną Michała Fogga. W sumie w ramach festiwalu odbędzie się ponad 50 wydarzeń m.in. w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie i Poznaniu. W tym miesiącu odbędą się również Tarczyńskie Dni Retro im. Mieczysława Fogga. Tarczyn to miejsce w którym Mieczysław Fogg najchętniej odpoczywał.
Biografia pt „Poletko pana Fogga” Dariusza Michalskiego pojawi się w księgarniach 7 października.

Jaka była Warszawa Mieczysława Fogga?
MICHAŁ FOGG: Rozczaruję Panią, ale pradziadek nie opowiadał nam o tym, jak śpiewał na barykadach podczas Powstania Warszawskiego, wytwórni płytowej, którą zakładał w czasach komuny czy o swoich podróżach po całym świecie w latach 30. Z jednej strony chciałbym, aby tak było, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że miałem całkiem normalne dzieciństwo. Pradziadek był w domu po prostu pradziadkiem, a nie gwiazdą, gdy umarł miałem 15 lat. Kiedy żył, bardziej interesowała mnie zabawa z kumplami na boisku. Proszę też pamiętać, że pradziadek rozkoszował się krótkimi latami emerytury. Ostatni koncert dał w 1986 roku, w wieku 85 lat, zresztą niedaleko stąd - w Kinie Elektronik (od redakcji: rozmawiamy w parku nieopodal ulicy Krasińskiego). Ale jestem przekonany, że w pierwszej kolejności mówiłby o sobie, że jest warszawiakiem, a potem dopiero Polakiem. Sam mówił, że z Warszawy wyjeżdżał tylko po to, aby do niej wracać.

Mieczysław Fogg wraz z zespołem tancerek na statku MS BatoryWikipedia

W jednej z piosenek śpiewał, że jest gotów poświęcić życie dla stolicy.
Pradziadek dwukrotnie walczył za Warszawę. W czasie wojny, w 1920 roku, będąc rannym. Z kolei w czasie Powstania Warszawskiego walczył na swój sposób. Nie zbrojnie, lecz artystycznie. Lokalny patriotyzm był w pradziadku bardzo mocno zakorzeniony, ale jeszcze silniej niż pradziadek kultywował go mój dziadek.

Czego nauczył się pewnie od swojego sławnego taty.
Pewnie tak, aczkolwiek miał ojca zaocznego. Bywało, że Mieczysław Fogg podróżował z występami za oceanem nawet kilka miesięcy. Z jedną z wytwórni miał podpisany kontrakt na 150 płyt rocznie, każda z nich zawierała po dwa utwory.

Skąd miał tyle energii do działania?
Nie bez kozery przed wojną nazywano go „mrówką”.

A lubił nowoczesność i to co dzieje się ze stolicą?
Ostatnie lata życia mieszkał na MDMie, więc chyba tak. Zresztą z Marszałkowską Dzielnicą Mieszkaniową wiąże się dłuższa historia, przy Al. Wyzwolenia mieszkała niemal cała nasza rodzina, spotykaliśmy się na jednym podwórku: pradziadkowie, dziadkowie, druga prababcia, ciotka i przez chwilę ja z rodzicami. 

Ciekawe co by powiedział o Tęczy...

No, nie wiem... Widziałby ją niemalże z okna... Jednak więcej wiedzy o samym mieście, o tym jak wyglądało przed wojną, znam z relacji dziadka Andrzeja, syna Mieczysława Fogga, który miał zwyczaj zabierania mnie na różnego rodzaju spacery. W czasie naszych wypraw opowiadał mi o tym, jak wyglądało kiedyś. Mówimy oczywiście o latach 80. tych. Wtedy  dużo więcej punktów nawiązywało do przedwojennej Warszawy.



Czy to oznacza, że w domu tęskniono za dawną Warszawą?
W naszej rodzinie patriotyzmu nigdy nie łączono z melancholią. Wydaje mi się, że nostalgia za tym, co było, ma związek z czarno białymi zdjęciami. Świat na nich staje się odległy i tajemniczy. Wydaje mi się, że gdybyśmy do nich dodali kolor i zapach, nasze postrzeganie przeszłości zmieniłoby się diametralnie. Nie było aż tak bajkowe. Owszem były to wyjątkowe czasy: pierwsza Niepodległość, dwudzieste Millenium, ale postęp był i jest nieunikniony. Warszawa musi się rozwijać.

Za wszelką cenę?
Cieszy się mnie, że coraz częściej mówi się o kultywowaniu tradycji i podtrzymywaniu historii. Niestety nie zawsze przekłada się to na działania. Mój ulubiony zabieg „rewitalizacja” w wymiarze warszawsko - urbanistycznym powinien nabrać nowego znaczenia słownikowego. Rewitalizacja niekoniecznie wiąże się zrównaniem z ziemią tego, co było i stawianiem na nowo.

Jaka, więc jest Warszawa, Michała Fogga?
Stała się za bardzo zabiegana. Na pewno mieszka się w niej inaczej niż w mieście, które pamiętam 25 lat temu. Śródmieście stało się miejscem przesiadki, a mniej miejscem do życia. Żoliborz oczywiście nie jest już spokojną sypialnią, jaką był kiedyś, ale ciągle znajduje się na  przyjemnym uboczu.

Niesamowite jest to, że pana pradziadek miał możliwość obserwowania Warszawy przez niemal przez wszystkie dekady XX wieku. Urodził się na samym jego początku, a odszedł, u schyłku.
I o tym będzie można przeczytać w ukazującej się lada chwila książce „Poletko pana Fogga”. Jej autor wykonał naprawdę rzetelną pracę. Temat pradziadka został zgłębiony bardzo skrupulatnie. Na jej podstawie można by napisać małą encyklopedię, a oddzielnie stworzyć album fotograficzny ze wszystkich wojaży pradziadka. Przez ostatnie dwa lata ciężko pracowaliśmy, aby powstała. 

Skąd pomysł na tytuł książki?
Została zaczerpnięta z ostatnich programów estradowych pradziadka, z którymi jeździł po całym kraju. Zresztą na podstawie plakatów reklamujących wystąpienia pradziadka stworzyłem mobilną wystawę pokazującą jego karierę od lat 30. do 80. Nie tylko pod względem historycznym mają dużą wartość, ale i artystycznym.

Mobilna wystawa, wykłady, dwa festiwale pamięci Mieczysława Fogga, wydawnictwo płytowe Fogg Record i wydanie dwóch płyt z serii "Café Fogg". Bardzo dużo czasu i serca wkłada Pan w upamiętnienie rodzinnej historii.
Jest to moja pasja, która już dawno zyskała status drugiego etatu. Na co dzień moje życie toczy się w normalnej pracy nie mającej nic wspólnego z tym, co robię po godzinach, czyli z branżą projekcji multimedialnej.

Wygląda, że pradziadek przekazał Panu w genach pracowitość. A może coś jeszcze?

Wzrost. A może jego brak.

A zdolności muzyczne?
Rzeczywiście przechodziły w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie, ale różnie się objawiały. Dziadek Andrzej nigdy nie grał na żadnym instrumencie mimo to był obdarzony słuchem absolutnym. Pracował, jako realizator dźwięku. Najpierw w wytwórni Fogg Record (od redakcji: wytwórnia założona przez Mieczysława Fogga działająca w latach 1946-1951), a potem przez wiele lat w „Polskich Nagraniach”. Stąd słynne powiedzenie: - „Ojciec śpiewa, syn nagrywa”. Autentycznie, dziadek naprawdę słyszał w nagraniu każdy fałsz, potknięcie i niepotrzebny szum. Natomiast mój ojciec, również na niczym nie grał, był jednak ogromnym pasjonatem i kolekcjonerem muzyki. W wieku 50. kilku lat zaczął uczyć się gry na saksofonie. I dobrze mu szło.

Pan także występuje przed publicznością, m.in. jako didżej.
Wszyscy pięcioro prawnucząt Mieczysława Fogga odebrało podstawową edukację muzyczną zdecydowanie nie po to by próbować dorównać przodkowi. Muzyka w moim domu jest wszechobecna od zawsze, stąd granie. A co ciekawe zawsze miałem się za osobę, która raczej stoi z boku. Być może łatwość w nawiązaniu kontaktu z publicznością odziedziczyłem po pradziadku.


- rozmawiała Natalia Bet

3 września 2015 odbędzie się inauguracja XII Ogólnopolskiego Festiwalu Retro im. Mieczysława Fogga. Na początek, w najbliższy czwartek, w kawiarni Pokój na lato działającej przy Muzeum Powstania Warszawskiego, zaplanowano spotkanie poświęcone artyście połączone z oprawą muzyczną Michała Fogga. W sumie w ramach festiwalu odbędzie się ponad 50 wydarzeń m.in. w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie i Poznaniu. W tym miesiącu odbędą się również Tarczyńskie Dni Retro im. Mieczysława Fogga. Tarczyn to miejsce w którym Mieczysław Fogg najchętniej spędzał wolny czas. Biografia pt „Poletko pana Fogga” Dariusza Michalskiego, która powstała przy pomocy rodziny słynnego piosenkarza pojawi się w księgarniach 7 października.

* Michał Fogg - patron i współorganizator Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im Mieczysława Fogga, prowadzi wydawnictwo muzyczne Fogg Record zajmujące się propagowaniem i promocją kultury okresu dwudziestolecia międzywojennego. Jako DJ propaguje polską muzykę rozrywkową sprzed lat na dancingach i potańcówkach.

Więcej o:
Skomentuj:
Pradziadek nie opowiadał nam o tym, jak śpiewał na barykadach podczas Powstania Warszawskiego - mówi Michał Fogg, prawnuk nestora polskiej piosenki
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX