Szyje czapki od 40 lat, od początku na tej samej maszynie. Pokazał nam swoją pracownię i jak powstaje warszawska cyklistówka

Japończycy, wchodząc do sklepu, pytają mnie: "Made in China?". Kiedy mówię, że to ręczna robota, że "made in Poland", tylko ręce zacierają, zdjęcia robią i kupują na zapas - mówi nam czapnik Zaręba.

Spodobało ci się? Polub nas

Ulica Kopernika 25, ruchliwe rondo, zjazd na Powiśle, szklana witryna, niepozorny szyld "Czapki Kapelusze, A. Zaręba od 1983 ". Na wystawie słomkowe damskie kapelusze, klasyczne wzory, niektóre jeszcze z lat 20.

Kapelusznik A. ZarębaKapelusznik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Kapelusznik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaKapelusznik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Kapelusznik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaKapelusznik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Pan Andrzej Zaręba, czapnik i kapelusznik pierwszą czapkę uszył jeszcze przed wojskiem, w 1976 roku. Marzył, żeby zostać pilotem myśliwca. Nie udało się, trafił do obsługi naziemnej, ale i tak wojsko wspomina z rozrzewnieniem.

W progu sklepu staje elegancki klient. Na oko 60-latek, biała koszula, jasne dżinsy, mały, zgrabny kapelusik na głowie.

- Dzień dobry, sąsiedzie. W końcu cię skręcą - wita się najpierw z czapnikiem, później z nami, szarmancko zdejmując kapelusz. - Ładne mu zdjęcie zróbcie, to ostatni czapnik Rzeczypospolitej - dodaje.

- Cześć, Zdzichu - mówi kapelusznik. - Eee, nie jestem chyba ostatni. Jest jeszcze paru. Na Pradze jest pani Cieszkowska. Co prawda, nasi ojcowie lepiej się znali niż my, zresztą kiedyś wszyscy w tym środowisku się znali i szanowali. Teraz to się pokończyło - mówi smutno.

- Od kiedy cię przerzucili na peryferia, na ul. Kopernika, to się chłopie nie możesz odnaleźć - śmieje się pan Zdzisław i tłumaczy, że Zaręba miał kiedyś lokal w pawilonach na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Handel tam szedł znakomicie, aż do 1997 roku, kiedy w miejscu pawilonów powstało metro.

Czapnik A. ZarębaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

- Klient za komuny szedł do Domów Towarowych Centrum albo do pawilonów. Dziś są galerie handlowe - tłumaczy Zaręba.

- Ale jak ty taki zamknięty jesteś, że ty nawet ucznia nie chcesz, tylko wszystko sam i sam - mówi zaczepnie do kapelusznika pan Zdzisiu. - On zachłanny jest na sałatę - dodaje z uśmiechem.

- Jak zachłanny, skoro takie tanie ma te kapelusze? - pytam.

- Tanie są, bo materiały ma jeszcze kupione za komuny, kiedy fabryki w Łodzi dobrze prosperowały - mówi pan Zdzisław.

- To są wysokiej jakości materiały, dziś już takich nie produkują. Anglicy myślą, że to angielskie, nie chcą uwierzyć, że pochodzą z Łodzi - przyznaje kapelusznik Zaręba. - Jestem zabezpieczony, do emerytury materiałów na czapki i kapelusze mi wystarczy. A z materiałami jest, jak z modą, wracają do łask.

- Fabrykę zamykali, on kupił ją całą - dodaje sąsiad, po czym kłania się nisko i ucieka "do swoich zajęć". Nie chce zdjęć, śmieje się, że jeszcze ludzi sobie pomyślą, że to on jest tu szefem, a cały szacunek należy się czapnikowi Zarębie, bo "niestety, takie czapki robi, że zdefasonować się nie chcą już od siedmiu sezonów".

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

- Ale kapelusik ma pan z sieciówki? - pytam.

- Pan doktor kazał nosić kapelusz, a Zaręba męskich nie robi, to mi moje dziewczyny kupiły w galerii handlowej - przyznaje sąsiad i znika.

- Kiedyś poznawałem z jakiej warszawskiej firmy czapka pochodzi. Każdy mistrz inaczej szył, miał swój styl i patenty - mówi Zaręba. - Niby czapki były podobne, ale np. inny wzór daszka, inaczej wykończone. To jak z charakterem pisma: każdy ma swój osobisty - dodaje.

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Ojciec pana Andrzeja również był czapnikiem, ale swojego zakładu się nie dorobił. Pracował w Warszawskiej Spółdzielni Kapeluszników i Czapników.

- Szyć mnie nie nauczył. Były takie zasady, że nawet, gdyby miał swój zakład, to i tak dwa lata terminować musiałbym u innego mistrza. Kiedy w 1975 roku robiłem papiery czeladnicze, to już prawie nie było mistrzów w Warszawie. W 1983 roku, jeszcze stan wojenny się na dobre nie skończył, postanowiłem otworzyć własny zakład i szyć pod swoim nazwiskiem. Jak komuna upadła, to z ajenta stałem się kapitalistą. Z panią modystką do spółki przejęliśmy lokal w pawilonach. Na Kopernika jestem od siedmiu lat, ale klientów mam jeszcze sprzed trzydziestu. Dziś to dzięki nim i dzięki zagranicznym turystom żyję. Niedaleko jest Muzeum Fryderyka Chopina na Tamce. Muszę przyznać, że ten Chopin mnie ratuje - mówi czapnik Zaręba.

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

Czapnik A. Zaręba, fot. Zosia OlszewskaCzapnik A. Zaręba, fot. Zosia Olszewska

- W sumie Chopin mógłby chodzić w pana czapkach. Wzory, materiały i fasony których pan używa są ponadczasowe, klasyczne - mówię.

- Bez przesady, aż taki stary nie jestem - śmieje się kapelusznik i ucieka do klientki, która przyszła po kapelusz słomkowy, na upały. Słyszała od koleżanki, że kapelusz od Zaręby nosi już 10 lat.

- Cena atrakcyjna, warto było aż z Bielan jechać - mówi klientka i wybiera mały kapelusik stylizowany na lata 20. Wszystkie ręcznie robione kapelusze słomkowe kosztują u Zaręby 65 zł, to odrobinę drożej niż w popularnych sieciówkach.

Klientka nie chce go nawet pakować, wychodzi uśmiechnięta w kapeluszu na głowie.

Więcej o:
Komentarze (1)
Szyje czapki od 40 lat, od początku na tej samej maszynie. Pokazał nam swoją pracownię i jak powstaje warszawska cyklistówka
Zaloguj się
  • Piotr Sowa

    Oceniono 3 razy 3

    Zatraciliśmy się w tanich, masowych wyrobach. Zegarki za 20 zł na baterię, garnitury jak worki, czapki ( wszyscy albo raperzy albo sportowcy). Jednak widzę, że powoli wracamy do rękodzieła. Dobra marynarka uszyta u krawca to wydatek znaczny, ale jak się nosi i na ile starcza..., zegarki z duszą automatyczne nakręcanie lub tradycyjne- to przedmiot który warto szanować, czapki-wracają kapelusze męskie. Kiedyś nieodzowny atrybut męskiej garderoby.Buty-tu wiedzie się znacznie lepiej. Tylko czy zdążymy? Mistrzowie powoli odchodzą. Zamykają zakłady bo są nierentowne lub zwyczajnie umierają nie pozostawiając następców.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX