Stolarze z Żerania nad stołem pracują 500 godzin. By służył wiecznie

To będzie stół, a w zasadzie dwa. Po złożeniu stanowią jedną całość. Stół wygląda jak skrzydło samolotu, jest lekki, opływowy, ulotny i elegancki. Po rozłożeniu, na przecięciu widać całe ?bebechy? konstrukcyjne stołu - skrzydła. Stolarze pracują nad nim 500 godzin.

Spodobało ci się? Polub nas

 

Stolarzeod lewej Tomek Segiet i Olek Oniszh (fot. Witek Orski)

Ul. Laurowa, warszawski Żerań, niedaleko szeroka Modlińska, a na podwórzu, gdzie Tomek Segiet i Olek Oniszh wynajmują dwa duże pomieszczenia na swoją stolarnię - prawdziwa wieś. Ozdobne japońskie kurki grzebią w ziemi, jakieś grządki, rabaty, drzewa owocowe, pachnie wilgotnym drewnem. Pod wiatą powoli dosycha pocięta na deski stara czereśnia. Co z niej powstanie? Jeszcze nie wiadomo, najważniejsze, że mebel będzie, jak nakazuje stara stolarska wiedza, z jednego drzewa, a nie z różnych, często przypadkowych kawałków.

Koguty pieją, po podwórku ospale spacerują rozleniwione słońcem psy. Pod foliowym dachem znajduje prowizoryczny garaż - warsztacik.

Klasykifot. Igor Nazaruk

- Interesujecie się klasykami? - pytam, bo przede mną stoją: błękitny trabant i dwa, na oko trzydziestoletnie mercedesy. Widać, że dopiero trafiły pod ten dach. Gdzieniegdzie rdza, obicia, ząb czasu też zrobił swoje, roboty będzie przy nich dużo.

- To są samochody właściciela posesji. Należą do pana inżyniera. Ma 85 lat i wyjechał właśnie na Teneryfę ze swoją dziewczyną. Stare samochody to jego hobby - śmieje się Olek.

Stolarzefot. Witek Orski

Wchodzimy do środka, zapach w stolarni jest przyjemny. Pachnie kadzidłem, wilgotnym drewnem, strużynami i ogniskiem, bo w centralnym miejscu warsztatu ogień pali się w żeliwnej kozie. Z głośnika cichutko sączy się jazz. W jednym z kątów, u szczytu stolarni - „stolarski ołtarzyk/miejsce stolarskiej mocy” - sklejkowa płyta, a na niej idealnie zawieszony stolarsko - ciesielski mini warsztacik, m.in.: siekiera, liniał, kątownik, cyrkiel, miarka, ołówek stolarski, zestaw podstawowych dłut, a nad tym wszystkim, niczym święty obrazek wisi - kalendarz z roznegliżowaną blondyną w skórzanej kurteczce, datowany na czerwiec 1984. Takie kalendarze wiszą w warsztatach samochodowych i stolarniach na całym świecie, od Irkucka po Sao Paolo.

stolarzefot. Igor Nazaruk

Stolarski „warsztatowy” stół, przy którym pracują chłopaki, ciągnie się wzdłuż ścian stolarni. Można do niego podejść z każdej strony, to ułatwia pracę. Potrzebne narzędzia wiszą, leżą i stoją na wyciągnięcie ręki. Porządek to podstawa, dlatego każdy przedmiot ma swoje miejsce. Na stole, umocowana za pomocą stolarskich ścisków - drabina, nad którą właśnie pracują. Na pierwszy rzut oka, wygląda jak kubistyczna rzeźba, będzie jednak służyć na jednym z poddaszy na warszawskiej Ochocie. Stolarze pokazują mi, jak drabina będzie wykończona. Idealnie gładka powierzchnia przywołuje wspomnienia z dzieciństwa

- Stara, dobra sprawdzona politura. Zależy nam na klasycznej elegancji przedmiotu. Piękne przedmioty, albo mówiąc szerzej  - dobra materialne - uszlachetniają człowieka - mówi Tomek, który zanim został stolarzem studiował anglistykę i filozofię. I rzeczywiście ma w sobie coś z filozofa: waży słowa, uważnie je dobiera, doszlifowuje je i poleruje. Jak coś powie, to już powie. Jego wypowiedzi są przemyślane i gładkie, jak „stara, dobra politura”.

stolarzefot. Igor Nazaruk

Olek mówi, że miał dość siedzenia za biurkiem. Studiowanie architektury w Wiedniu i w Warszawie zamiast zachęcić, zniechęciło go do pracy architekta.

- Doświadczenie i wiedza zdobyta na studiach i podczas pracy w pracowniach projektowych - pomagają, zwłaszcza w fazie projektowania, rysowania naszych mebli - mówi Olek - Ale bez porównania wolę nawet najcięższą fizyczną robotę w stolarni, niż za biurkiem. Tu mam wpływ i kontrolę nad wszystkim, poczynając od kartki z rozrysowanym pomysłem, po wykończenie gotowego mebla. W biurze architektonicznym byłbym trybikiem, elementem większej całość, na którą nie do końca miałbym  wpływ. Tu mogę na przykład odmówić przyjęcia zlecenia, co często się zdarza. Ludziom się wydaje, że „u stolarza będzie taniej niż w IKEA”. Przychodzą klienci ze zdjęciem „stołu upiora”, w Google wpisali frazę „stół drewniany minimalizm dizajn” i mówią nam: „wiecie, rozumiecie, bym chciał coś takiego, tylko, że taniej”. No i odmawiamy, staramy się robić tylko takie meble, które sami chcielibyśmy mieć w domu. Jesteśmy na początku drogi, działamy od 2013 roku i na razie jeszcze nie stać mnie na nasze meble  - śmieje się Olek - No ale ile byś zapłacił za stół, który powstawał 500 godzin i posłuży kilkadziesiąt lat? - pyta Olek, a ja już wiem, że mnie też na taki stół nie stać, choć wyniosłem z rodzinnego domu przekonanie, że dobry stół to podstawa i nie tylko najważniejszy mebel, ale i centrum domu, a nawet najważniejsze miejsce na świecie.

stolarzefot. Segiet Oniszh

Meble Segiet Oniszh kosztują od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Stolarze nie mają jednak problemów z klientami. Praktycznie nie zdarza się, że nie ma roboty, kiedy jest jej mniej mają w końcu czas na projektowanie kolejnych mebli

A, że chłopaki czasu nie marnują, to wciąż eksperymentują, testują, poprawiają, znów testują i tak w kółko, aż obaj będą zadowoleni z efektów. Ostatnio na przykład zbudowali parownik do wyginania drewna na gorąco. Sprawdza się idealnie, testy wciąż trwają, ale już wiadomo, że wygięte deski są się świetnym budulcem lub elementem konstrukcji.

 

stolarzefot. Segiet Oniszh

- W tej stolarni musiałem się wszystkiego uczyć od podstaw. Nie chcę brzmieć, jak jakiś „natchniony stolarz neofita”, ale do każdego kawałka drewna trzeba podejść z pokorą i w głębokim skupieniu. Trzeba się w to drewno wsłuchać, odkryć jego ukryte przeznaczenie. Na początku myślałem, że wymiatam: projektuję, buduję, konstruuję, ogarniam drukarki 3D. Okazało się, że muszę zacząć wszystko od nowa, bo drewno to nie plastik. Jest żywym materiałem, który ciągle pracuje, dlatego wymaga ogromnej precyzji i wiedzy. Bo trzeba przewidzieć, jak zachowa się mebel w trakcie użytkowania. Uczymy się, czytamy, podglądamy inne rozwiązania. Jak zwiedzamy jakieś muzeum, to najczęściej zaglądamy pod stół, żeby zobaczyć, jak jest wykonany, jakie ma przekroje, jak się łączą elementy, studiujemy np. japońskich klasyków stolarstwa. Drewno wciąż kurczy się i puchnie, trzeba wiedzieć, jak to się dzieje. Uczymy się, bo taki stół to sztywna konstrukcja, ale musi mieć margines bezpieczeństwa, albo inaczej „wbudowane luzy”, żeby stół „pracował” i się nie rozkleił musi mieć te luzy. Prócz wiedzy i doświadczenia, które zdobywamy, ciągle poszukujemy własnego stylu. Zależy nam na dyskretnej elegancji -  mówi Olek.

 

stolarzeWitek Orski

Narzędzia to długa historia, stolarze opowiadają o nich z wypiekami na twarzy. Ich kompletowanie zajmuje długie lata i nigdy się nie kończy. Każdy przysłowiowy pilnik ma swoją historię i jest elementem większej całości. Kiedy stolarze zaczynali, musieli najpierw zrobić „jakieś meble”, a za zarobione pieniądze kupili pierwsze narzędzia, żeby móc robić „prawdziwe meble”. Dzięki temu mogą zdobywać wiedzę i doświadczenie i dalej inwestować w kolejne narzędzia i maszyny. Mają więc m.in.: najlepsze japońskie heble i dłuta, europejskie dłuta rzeźbiarskie, siekiery sygnowane przez mistrzów kowali, nakłuwane ręcznie pilniki, cieślice i inne narzędzia ciesielskie i przede wszystkim - ponad sześćdziesięcioletnie niemiecki i angielskie maszyny stolarskie itd.

 

stolarzeIgor Nazaruk

- Nikt nas niczego nie uczył - mówi Olek - Przez moment pracowałem w innej stolarni, ze starszymi, „bardziej doświadczonymi” stolarzami. Dowiedziałem się od nich, jak wygląda twarda rzeczywistość, „że jest ciężko, klienci są okropni, że trzeba robić same złe i brzydkie rzeczy”. Wbrew pozorom, to mnie wiele nauczyło, bo już wiem, jak nie chcę pracować. Dziś bardziej inspirują mnie doświadczenia małych amerykańskich manufaktur stolarskich, których powstaje coraz więcej. Nie silą się na ilość, stawiają na jakość, ciekawą formę i przede wszystkim długowieczność. Nam też zależy na jakości, chcemy żeby nasze meble charakteryzowała nowoczesna forma, ale klasyczne wykonanie, jak meble które znamy, które służą naszym ciociom, babciom. Przecież są domy gdzie stoją szafy „jeszcze sprzed wojny”. Marzy nam się, żeby nasze też były tak długowieczne - opowiada Olek.

Z czasem stolarze planują zatrudnić jeszcze 2 - 3 osoby, może powiększyć warsztat.

Stolarzefot. Segiet Oniszh

- Ale jak możecie zagwarantować, że wasze meble przetrwają kilkadziesiąt lat, skoro pracujecie razem dopiero od kilku? - pytam.

- Odpowiedź jest prosta. Tak, jak staramy się o autorski wygląd naszych mebli, tak wiedza, na której się opieramy, ma 3 tysiące lat i niewiele się przez ten czas zmieniła. IKEA też ma tę wiedzę, ale oni chcą sprzedawać stoły, nie stół - śmieje się Tomek.

- Stół jest w miarę prostym meblem. Największą sztuką jest krzesło. Jak zrobić lekkie i ładne krzesło, żeby wytrzymało długo, a nie było klockiem? - pyta Tomek

- Pracujemy nad tym - odpowiada Olek.

 

Więcej o: