Ursynów: Tu mieszkają artyści i inteligencja. Tu powstała pierwsza Ikea i kablówka [WYWIAD]

- To miało być kompletnie zbudowane, samowystarczalne 150-tysięczne miasto powstałe na pustych polach - tak o śmiałych planach budowy Ursynowa opowiada nam Maciej Mazur, dziennikarz TVN, rówieśnik, mieszkaniec i miłośnik tej dzielnicy.

Spodobało ci się? Polub nas

Rozmowa z Maciejem Mazurem, reporterem Faktów TVN, rówieśnikiem, mieszkańcem i miłośnikiem Ursynowa, autorem dwóch książek o historii dzielnicy i współautorem strony ursynow.org.pl, portalu obywatelskiego dokumentującego 38 lat tej części Warszawy

Zbliża się 40-sta rocznica powstania osiedla Ursynów Północny, tak jak i Pana 40-stka...

- Nie jestem jakoś zadowolony z tego, że mi Pan to przypomina.

Wspaniały wiek, jeżeli pamięta pan przygody „Czterdziestolatka”.

- Inżynier Karwowski w wieku 40-stu lat wyglądał jak mój świętej pamięci ojciec, a umarł po siedemdziesiątce, ale może ja będę wyglądał trochę lepiej.

Karwowski też był na Ursynowie.

- Był, o czym mało kto wie.

Bo to był tylko epizod „Czterdziestolatka”.

- Ja na to też nie zwróciłem uwagi, dopiero któryś z użytkowników mojej strony i fanów serialu, powiedział mi o tym. Tam jest scena, jak Maliniak dowodzi Karwowskim w oddziale wojskowym. Obaj łażą wzdłuż i wszerz Końskiego Jaru (jedna z pierwszych ulic w dzielnicy - przyp. red.) i budują wiadukt przy Dolince Służewieckiej.

Rok 1977. Inżynier Karwowski melduje się Maliniakowi, a w tle blok najpewniej przy ul. Koński Jar.Rok 1977. Inżynier Karwowski melduje się Maliniakowi, a w tle blok najpewniej przy ul. Koński Jar / ursynow.org.pl

A więc okazuje się, że inżynier Karwowski też miał swój wkład w budowę Ursynowa Północnego. A wracając do pana zajęcia. Gdyby do Faktów TVN miał Pan przygotować materiał na czterdziestkę Ursynowa, to które miejsca by Pan pokazał, co z archiwum by Pan przypomniał?

- Wiem, że to jest trochę stereotypowe, ale o Ursynowie świetnie opowiada Bareja w „Alternatywy 4”. Gdyby nie ten serial, to nie byłoby takiej popularności i legendy dzielnicy. Gdy twórcy kręcili zdjęcia w pierwszej połowie lat 80-tych, to sportretowali to osiedle jako połączenie peerelowskich wielkich wizji z peerelowskimi absurdami. I tak właśnie było, więc zdecydowanie dałbym dużo fragmentów z „Alternatywy 4”. Ale ten dzisiejszy Ursynów z tamtym nie ma już wiele wspólnego, tak jak dzisiejsza Polska z PRL-em. Teraz to jest normalny kawałek miasta.

Ale dla wielu Ursynów nadal kojarzy się tylko z sypialnią Warszawy i wielkim blokowiskiem.

- Ale to jest wizja dzielnicy, która się skończyła w połowie lat 90-tych. Wiem, co mówię, bo dorastałem z Ursynowem. Mieszkam tu od 1980 roku w różnych miejscach i faktycznie tak wtedy było.

Jedno z wielu ursynowskich blokowisk, na zdjęciu skrzyżowanie Indiry Gandhi i Cynamonowej, rok 1991, fot. ursynow.org.pl (z archiwum Michała Rzeplińskiego)

Założenia były jednak piękne.

- Ba, fantastyczne! To miało być kompletnie zbudowane, samowystarczalne 150-tysięczne miasto powstałe na pustych polach. I tylu dziś mieszkańców faktycznie ma Ursynów. To założenie zrealizowano. Oprócz blokowisk, które udało się zbudować, miały być też usługi. W planie z 1974 roku pierwszy raz widziałem peerelowski aquapark, którego dziś byśmy się nie powstydzili ani pod względem architektury ani zastosowanych rozwiązań. Pięknie to wygląda na papierze. Do dziś pomysłu nie zrealizowano. Niestety, w PRL-u nastąpiło zderzenie śmiałych idei z możliwościami socjalistycznej gospodarki, a tych starczyło tylko na budowę bloków. Na szczęście nie wszystkich, bo dzięki temu na przykład intensywna zabudowa doszła tylko do ul. Przy Bażantarni przez co osiedle na Kabatach było już budowane jak normalne miasto, zgodnie z XIX-wiecznymi klasycznymi prawidłami, czyli stawiano kamienice - studnie, choć dzisiaj nazywa się je apartamentowcami, ale różnica jest żadna, bo i tu i tu stróż zamyka bramę na noc.

No właśnie, idea otwartych osiedli na Ursynowie została zaniechana, gdy oddawano kolejne zamykane osiedla na Kabatach.

- Sam mieszkam na takim niestety, choć to zwykły 5-piętrowy blok. Najpierw wchodzi się przez bramę, przy której jest pierwszy domofon, potem jest stróżowka, w której czuwa ochroniarz, dalej jest druga furtka, w której trzeba wbić kod i jeszcze raz domofon. Troszkę jak w Alcatraz (śmiech). Może nie jest to jeszcze tak absurdalnie jak w Marinie Mokotów, ale na niektórych osiedlach tak to wygląda, nad czym boleję. Ideą Ursynowa było oczywiście miasto kompletnie otwarte, gdzie integracja miała przebiegać na poziomie małych, osiedlowych uliczek. To znaczy mieszkańcy mieli z tych bloków wychodzić, spotykać się na chodnikach, trawnikach, placach zabaw. Kolejna rewolucyjna koncepcja, zrealizowana tylko architektonicznie, to szkoły na Ursynowie Północnym. Proszę się przyjrzeć jak one wyglądają. Dziś mogą dziwić murki wokół szkoły, amfiteatrzyki, tarasy, mnóstwo wyjść w poziomie z parteru. Tu wcale nie chodzi o to, by strażacy mogli łatwo wejść do środka w razie pożaru. Te wejścia miały być otwarte dla wszystkich, tak jak np. pracownie od ZPT-ów (zajęć praktyczno-technicznych - przyp. red.). Plan był taki, że po godzinach można tam było przyjść, pożyczyć wiertarkę, wywiercić dziurę w ścianie i zrobić sobie wieszak w domu. Biblioteki szkolne na Ursynowie też miały być otwarte po godzinach. Dlatego obok nich w latach 80-tych były szatnie. Gdy chodziłem do szkoły, nie wiedziałem po co tam były wieszaki, bo wtedy do niczego nie służyły. I jeszcze forum, czyli przekleństwo wszystkich dzieci z Ursynowa, które chodziły do pierwszych dzielnicowych szkół. Większość ursynowskich podstawówek to są budynki jak spod sztancy, zaprojektowane modułowo według jednego z kilku wzorów. Pośrodku szkoły było forum, czyli duży placyk o powierzchni ok. 300 m kw., za moich czasów wyłożone wykładziną antypoślizgową i tam grało się w dwa ognie i zbijaka na WF-ie, bo wówczas nie było sali gimnastycznej. A po co forum w podstawówce ursynowskiej? Bo miało być to forum osiedlowe, gdzie mieszkańcy mieli się spotykać i dyskutować. Zresztą, wszystko miało zupełnie inaczej wyglądać i plan był naprawdę idealny, ale ktoś mógłby mieć refleksję, że socjalizm też miał być idealny, a w praktyce miał jednak pewne minusy.

Rok 1986, Szkoła Podstawowa nr 309 przy ul. Koncertowej, do której chodził Maciej Mazur. Rok 1986, Szkoła Podstawowa nr 309 przy ul. Koncertowej, do której chodził Maciej Mazur. "Przed szkołą samochodzik pana od historii. Pan chwalił się, że takich Morrisów na świecie jest dziewięć, z tego trzy na chodzie - w tym jeden jego" - wspomina Maciej Mazur. W przejściu pod skrzydłem szkoły zacienione wejście właśnie na Forum / ursynow.org.pl

To czemu nie wyszło? Socjalizm miał piękne idee...

- Ale miał też wypaczenia i tych było więcej. Na Ursynowie było podobnie. Pierwszym wypaczeniem było oczywiście niezbudowanie elementów usługowych.

Pisał Pan o tym, że przez pierwsze 7-8 lat nie było ani kina, ani teatru, ani domu kultury, tylko jedyny sklep w dzielnicy - wielki Megasam, w którym brakowało towaru.

- Pamiętam puste półki, kolejki i koszyki na kółkach, którymi można było jeździć jak w Supersamie. Megasam wybudowano na obrzeżach jako namiastkę normalnego handlu, bo wcześniej jedyny sklep działał w starej kamienicy z lat 30-tych, która stoi do dziś przy ul. Barwnej, gdzie jest muzeum dzielnicowe. Tam był pierwszy spożywczak, a wyżej podobno była melina, więc wszystkie potrzeby były zaspokojone. Pierwsze kino w Domu Sztuki otworzyli dopiero w 1984 roku, a pierwszy plan Ursynowa wydano w 1986 roku. Wykupili go podobno wszyscy taksówkarze, dzięki czemu wreszcie wiedzieli jak tu trafić pod wskazany adres. Pierwsze bloki były jeszcze jako tako ponumerowane, bo projekt pochodził z epoki cudownego sukcesu gierkowskiego. Jak Gierek wizytował Ursynów w 1977 roku, to snuł piękne wizje, jak budynki muszą się piąć jeszcze wyżej, mieszkania mają być szersze. Zresztą jak się wchodzi do mieszkania wielkopłytowego na Ursynowie, to pierwsze, co każdy zauważy kto jest wysoki, to że nad głową zostaje mu trochę więcej miejsca. Jak wchodzę do znajomych, którzy mieszkają na Stegnach czy Służewiu nad Dolinką, to przykurczam głowę. Bloki na Ursynowie są nieco bardziej połamane, pokręcone, różnią się wielkością. Projektantom chodziło o to, żeby to przypominało kawałek normalnego miasta, gdzie jest pewna nutka chaosu, ale nie spodziewali się, że ten chaos stanie się regułą.

Pierwszy Sekretarz na Ursynowie. Styczeń 1977 rokuPierwszy Sekretarz na Ursynowie. Styczeń 1977 roku, fot. TVP

Ale pan wszędzie podkreśla, że blokowiska na Ursynowie są unikalne i zupełnie inne niż w pozostałych dzielnicach Warszawy.

- Kompletnie inne, zwłaszcza na Ursynowie Północnym, bo im dalej na południe, tym bardziej się standaryzują, bo to już były lata 80-te, był kryzys i blokowiska są dużo gorsze. Natomiast ta pierwsza, najstarsza część na Ursynowie, wznoszona w połowie lat 70-tych, to będzie kiedyś muzeum urbanistyki. Plany były doskonałe. Na przykład dzieci wychodzące z domu w drodze do szkoły miały nie przechodzić przez żadną ulicę, więc albo szkoły budowano na dużym kondominium bloków otoczonych ulicami albo wymyślono system kładek i przejść.

Innym wyróżnikiem Ursynowa są tzw. ciągi pieszo-jezdne...

- Czyli wspólna droga dla samochodów i pieszych. Parkingi zaprojektowano na obrzeżach przy głównych ulicach, ale znowu nie udało się do końca tego zrealizować. Miały być dwupoziomowe, a budowano najczęściej jeden poziom i to w wykopie, więc miejsc szybko zabrakło. Pamiętam, jak nawet w latach 80-tych auta parkowały pod blokiem, bo po prostu nie było miejsca.

Widok na ciąg pieszo-jezdny Widok na ciąg pieszo-jezdny "Wokalna". Domy stoją oczywiście nie przy szerokiej ulicy po prawej stronie zdjęcia, ale przy wewnętrznej uliczce po lewej. Rok 2007, fot. Maciej Mazur / ursynow.org.pl

I tak jest do dziś. Czasem nawet 15 minut szukam miejsca, by zostawić samochód na noc. A z kolei jak korzystam z taksówek, to bardzo często muszę tłumaczyć kierowcy, gdzie mamy dokładnie dojechać. Ulica, przy której stoi blok, nie jest ulicą, po której poruszają się samochody. Taksówkarze się gubią.

- I to wszystko jest dziś, w epoce GPS-ów. Proszę sobie wyobrazić taksówkarza na początku lat 80-tych, który musi jechać na Ursynów, a w planie Warszawy ma zaznaczone wszystkie ulice, które miały być zbudowane, tylko że ich jeszcze nie było. Takie wówczas wydawano mapy. Więc jak ktoś jechał z tym planem, to lądował w szczerym polu, chociaż na mapie miał narysowaną czteropasmową drogę, którą miał tam dotrzeć. Pamiętam, że taksówkarze w ogóle nie chcieli jeździć na Ursynów albo strasznie klęli, bo tak się tam kluczyło.

Maciej Mazur za sterami starego, poczciwego ikarusa na jednej z warszawskich ulicMaciej Mazur za sterami starego, poczciwego ikarusa na jednej z warszawskich ulic, fot. archiwum prywatne Macieja Mazura

Ale mieliśmy całkiem niezłą komunikację miejską na Ursynowie, bo jeszcze przed uruchomieniem metra jeździło dużo linii autobusowych, z tym że bardzo kręciły po naszej dzielnicy.

- Komunikację mieliśmy rzeczywiście fantastyczną, 50 minut, żeby dojechać do centrum (śmiech). Plusem było to, że jak już autobus wyjechał z Ursynowa, to jechał nawet szybko. Natomiast tu trochę krążył, no i moje ulubione linie 192 (na niej pojawiły się pierwsze przegubowe ikarusy w 1978 roku), którą po latach przywrócono, choć nadal krąży i 195, o które była straszna walka dwa lata temu, żeby jej nie skasować.

Walka do połowy udana.

- Jak Ursynów do połowy udany. Autobus jeździ, ale co z tego, skoro się tuła. Ostatnio spotkałem 195 na Górnym Mokotowie. Myślę sobie: „Co ty tu robisz autobusie na Rakowieckiej? Chyba cię tu aresztowali”.

Rok 1980. Autobus 195 - od zawsze i najdłużej w służbie Ursynowa. Tu, na kadrze z filmu 'Skupisko', na trasie Plac Zwycięstwa-Ursynów Północny.Rok 1980. Autobus 195 - od zawsze i najdłużej w służbie Ursynowa. Tu, na kadrze z filmu 'Skupisko', na trasie Plac Zwycięstwa-Ursynów Północny. / ursynow.org.pl

Wrócę jeszcze do pomysłów i planów. Profesor Marek Budzyński przejął dowodzenie nad tym projektem po powrocie z Danii, gdzie się napatrzył jak można budować osiedle z ludzką skalą. Czemu się nie udało?

- Bo źle się dzieje w państwie duńskim (śmiech). Nie wyszło z kilku powodów. Poza pomysłami na otwartość osiedla, było założenie, by to wszystko tonęło w zieleni. Dosłownie. To widać po BUW-ie, który też jest jego dziełem. Prof. Budzyński chciał, żeby budynki były oplatane przez dzikie wino tak, by wszystko było w harmonii i symbiozie.

30.07.2008 WARSZAWA URSYNOW - ARCHITEKT PROF. MAREK BUDZYNSKI - PORTRET NA URSYNOWIE W JEGO ULUBIONYM MIEJSCU NA UL. PIECIOLINII . TEZA PROF. BUDZYNSKIEGO TO TO, ZE STARY URSYNOW NIE JEST BLOKOWISKIEM .  FOT. ADAM KOZAK / AGENCJA GAZETAProfesor Marek Budzyński na Ursynowie w jego ulubionym miejscu na ul. Pięciolinii, fot. Adam Kozak / AG

I tak jest z budynkiem, w którym mieszka pan profesor przy kościele Wniebowstąpienia Pańskiego.

-  Zwłaszcza od tyłu, bo tam jest dżungla, od frontu to zwykła kamienica. To fajnie wygląda. Akurat ten odcinek przy kościele Wniebowstąpienia Pańskiego jest świetnie zaprojektowanym fragmentem Ursynowa. Mamy tu najpiękniejszy plac w całej dzielnicy, zbudowany z fontanną przed kościołem. To jest fantastyczne miejsce. A wracając do pytania „czemu się nie udało?”. Bo był komunizm. Gdyby prof. Budzyński przyszedł dzisiaj do dużego inwestora, który chciałby wybudować osiedle dla kilkunastu tysięcy osób i pokazał plany otwartego osiedla ze szkołami, przedszkolami, placami zabaw, miejscami pod placówki handlowe, z parkingami wyłącznie na obrzeżach i dużą ilością zieleni, to taki deweloper kupiłby to z pocałowaniem ręki. I to by mu się sprzedało na pniu jako bardzo prestiżowe miejsce do mieszkania. No bo kto dzisiaj nie chciałby mieszkać na takim osiedlu?

A nie byłoby tak jak z Miasteczkiem Wilanów? Zapowiedzi też były szumne, a co wyszło wszyscy wiemy.

- Miasteczko Wilanów powiela wszystkie błędy Ursynowa. To znaczy najpierw wybudowano blokowisko, a usługi pojawiły się dużo później. Nie było żadnego żłobka ani szkoły. Dzieci dojeżdżały do starej podstawówki w wiosce powsińskiej, która pamięta jeszcze lata 50-te. Drugim błędem było wybudowanie osiedla bez żadnej komunikacji. Ludzie żyli tam kilka lat i nadal zasuwali z tych swoich „apartmętowców” do najbliższego przystanku dwa kilometry. Ulice także wybudowano dużo później. Litości! Tak się buduje miasto?

Wróćmy do pionierskich czasów. Dużo nowości w Polsce pojawiło się najpierw właśnie na Ursynowie. Mieliśmy pierwszą telewizję kablową.

- W 1987 roku uruchomiono pierwszą sieć kablową, w której jak wieść niesie debiutowała Jolanta Pieńkowska. To było studio Ursynat przygotowywane przez prężnie działające Ursynowsko-Natolińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne wydające lokalny tygodnik „Pasmo”. Swoje studio mieli w piwnicy jednego z bloków przy ul. Meander. Do dziś wiszą tam markizy z napisem „Studio Ursynat”. Potem tę telewizję kupiła potężna sieć kablowa Porion.

Ul. Meander 15 na Ursynowie, studio osiedlowej telewizji Ursynat w sieci Poriona.Ul. Meander 15 na Ursynowie, studio osiedlowej telewizji Ursynat w sieci Poriona / ursynow.org.pl

Także z Ursynowa jeździły autobusy linii 505 z telewizorem w środku, co dziś naprawdę trudno sobie wyobrazić. Pasażerowie mogli oglądać nieistniejącą już stację Top Canal, która wyświetlała filmy.

- I to nie było z VHS-a, tylko z antenki, więc jak były zawirowania powietrzne, to tej telewizji nie dało się odbierać. W dwóch przegubowych ikarusach na linii 505 do centrum były telewizory tak, jak w dzisiejszych eleganckich autokarach rejsowych. Fantastyczna sprawa.

Reklama sklepu Ikea na UrsynowieReklama sklepu Ikea na Ursynowie, fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Trzeba jeszcze wspomnieć o pierwszym sklepie IKEA w Polsce, także na Ursynowie.

- To się wtedy nazywało „Start Shop Ikea”. Zadziwiające, jak ci Szwedzi wybrali akurat Ursynów. Wyobraźmy sobie: rok 1990, w miejscu zlikwidowanego sklepu spożywczego pojawia się Ikea, do której pielgrzymują ludzie z całej Polski po to, żeby zobaczyć jak wygląda legendarna żółta torba, były nawet takie napisy: „Pamiętaj o zwrocie żółtej torby”, żeby nikt ich nie zakosił. Dużego wyboru tam nie było, bo wcześniej był tam średniej wielkości osiedlowy spożywczak. Niesamowite.

19 września 1990 roku - dzień otwarcia pierwszego sklepu Ikea w Polsce - na warszawskim Ursynowie19 września 1990 roku - dzień otwarcia pierwszego sklepu Ikea w Polsce - na warszawskim Ursynowie, fot. Tomasz Wierzejski / AG

A mieszkańcy Ursynowa? W latach 80-tych mówiło się, że to dzielnica inteligencka.

- I do dziś tak zostało. Kilka czy kilkanaście lat temu widziałem badanie, że na Ursynowie jest najwyższy odsetek ludzi z wyższym wykształceniem. Trzeba tu wspomnieć o polityce zagospodarowywania bloków, bo wówczas nie było tak, że każdy mógł sobie kupić mieszkanie i najczęściej bloki były zasiedlane według jakiegoś klucza, np. jeden zajmowali pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego, a inny urzędnicy MSW. Ja akurat mieszkałem w takim bloku, który był zlepkiem profesorów prawa i autochtonów - takich Balcerków, tylko na szczęście nie trzymali gołębi - czyli, wysiedlonych mieszkańców ursynowskich chałup, którzy dostali lokum w mojej klatce przy ul. Koncertowej.

Ale Ursynów to też miejsce wielu artystów, aktorów, piosenkarzy...

- Mnóstwo ich tu było. Mieszkanie na Ursynowie w latach 80-tych było w zasadzie tak modne, jak dziś mieszkanie we wspomnianym Miasteczku Wilanów. Ale to też wynika z tego, że w tych wielkopłytowych blokach wygospodarowano pracownie dla artystów w dwupoziomowych mieszkaniach. Poważnie. Sam w takim mieszkaniu byłem i widziałem. Krzysztof Krawczyk nawet piosenkę śpiewał o Ursynowie w 1980 roku.

Stąd tytuł pana książki: „Witajcie na Ursynowie”.

- Singiel nazywał się „Witamy na Ursynowie”. Były na nim dwie piosenki: „Ursynów Cię wita”, w której Krzysztof Krawczyk śpiewa z zespołem harcerskim Gawęda „Ursynów Cię wita chlebem i solą, Mieszkańca, kolegę, sąsiada” i druga piosenka „Znalazłem Cię na Ursynowie”, która opowiada o tym, jak ktoś zakochany w pięknej mieszkance Ursynowa podążą za nią na ten Ursynów i tu się kompletnie gubi („Tyle widzę tu par, tyle widzę tu par, Koncertowa, Wiolinowa, Koński Jar”), bo wszystkie ulice i bloki są do siebie podobne, aż w ostatniej scenie ją znajduje.

Bo dziewczyny nie są do siebie podobne. To wiemy, co przyciągnęło Krzysztofa Krawczyka na Ursynów, a co by Pan tu pokazał turystom?

- Ja bym najchętniej pokazał swój skansen, który zamierzam wybudować w ramach budżetu partycypacyjnego, bo to będzie prawdziwa atrakcja turystyczna. Pomysł jest taki, żeby pod Kopą Cwila, czyli w bardzo ikonicznym miejscu Ursynowa, wybudować albo odtworzyć fragmenty przemijającej rzeczywistości. Brzmi to bardzo poetycko, a w praktyce sprowadza się do tego, żeby przenieść tu na przykład jedną z wiat przystankowych, które teraz są masowo w Warszawie wymieniane i zanim na dobre znikną, ich urok z pewnością docenią mieszkańcy Ursynowa, którzy musieli moknąć czekając na autobus i marzyli o wiatach 35 lat temu. Obok chcę postawić starą skrzynię z brudnym piachem, która obowiązkowo stała na każdym przystanku, a przy okazji wpleść element edukacyjny, czyli stworzyć opowieść, jak wyglądała walka o ursynowską komunikację w latach 80-tych. Albo odtworzymy fragment poświęcony historii gier podwórkowych. Można więc zrobić placyk zapomnianych sportów miejskich, przypomnieć jak wyglądała gra w kwadraty, co to jest wyścig pokoju na asfalcie, czy jak gra się w klasy, bo dziś dzieciaki tego nie wiedzą. Dla pokolenia 30-sto i 40-latków to będzie podróż w czasie w lata dzieciństwa i młodości, a dla młodszego pokolenia fantastyczne miejsce, żeby pokazać na czym polegała dawna rzeczywistość, o której tata z mamą czasem wspominają, tylko że oni nic z tego nie rozumieją.

To podróż w stare czasy, a co turystom możemy pokazać na dzisiejszym Ursynowie?

- Kiedyś przyjechał do mnie znajomy z Ameryki, który mieszkał u nas przez tydzień i z bólem muszę przyznać, że go nie oprowadzaliśmy po Ursynowie, bo to jest miejsce dla pasjonatów urbanistyki. Dzisiaj to jest normalny kawałek miasta, zwykła dzielnica mieszkaniowa, aczkolwiek z piękną legendą i bardzo ciekawymi mieszkańcami. Wydaje mi się, że to oni są siłą Ursynowa. Tu mieszkają prawdziwi patrioci lokalni, a nie gdzieś tam na Pradze. Są dumni z tego miejsca, bo tu dorastali razem z dzielnicą, a to jest niezapomniane przeżycie.

Maciej Mazur idzie do pierwszej Komunii Świętej do kościoła przy al. KEN. W tle budują metro na skrzyżowaniu z ul. Beli Bartoka, fot. archiwum prywatne Macieja Mazura

Czyli miłość do Ursynowa to w Pana przypadku bardziej kwestia sentymentu za młodzieńczymi latami?

- Bo my dorastamy ze sobą. Mamy tyle samo lat, mieliśmy te same choroby wieku młodzieńczego: ja złamałem nogę, a Ursynów miał złamany kręgosłup i jemu nie zbudowano al. KEN (śmiech). Jak się zmienił ustrój, to on wchodził we wczesną młodość i ja też. Razem dorośliśmy, wypięknieliśmy, a dziś jesteśmy już poważni, doświadczeni, dobiegamy czterdziestki, ale jednocześnie nie tracimy humoru, dobrego samopoczucia i nadal jesteśmy bardzo otwarci na wszystkich.

A czego jeszcze potrzebuje Ursynów?

- Ursynów potrzebuje dziś wizji jak z tego wciąż trwającego lekkiego chaosu wynikającego z intensywnego rozwoju w latach 90-tych przekształcić się w fantastyczną dzielnicę. I wcale nie trzeba robić dużo. Potrzeba uchwalić plany zagospodarowania dla całej dzielnicy, które by zastopowały to, co się dzieje teraz np. na Cybisowym Zakątku, gdzie zabudowuje się sporą część wolnego pola na Ursynowie Północnym. Ta wolna przestrzeń między blokami została tu celowo pozostawiona, żeby można było wziąć oddech, wyprowadzić psa czy dziecko mogło pobiegać. Po drugie, Ursynów potrzebuje swojego lokalnego centrum. Naturalną pretendentką do tego miejsca jest al. KEN, która powinna być na całej swojej długości ulicą zabudowaną pierzejowo, czyli tak jak budowano w XIX wieku, gdy kamienice stały przy ulicy.

01.04.2009 WARSZAWA - URSYNOW - AL KEN - PANORAMA Na tym odcinku al. KEN jest już zabudowana pierzejowo, fot. Bartosz Bobkowski / AG

Na sporym odcinku al. KEN tak już jest.

- Ale nadal jest sporo dziur i należałoby je wszystkie zabudować. Tylko trzeba to robić z głową, a nie stawiać tam parkingi, jak ostatnio zrobiono przy ul. Ciszewskiego. Jeśli opracujemy plan, zgodnie z którym przy skrzyżowaniach buduje się trochę wyższe bloki, a dalej niższe, to al. KEN będzie salonem Ursynowa. No i dobrze, żeby ta ulica żyła. Niczego więcej na Ursynowie do szczęścia nie potrzeba, może poza kilkoma żłobkami, przedszkolami i podstawówkami, ale gdzie ich nie brakuje. Resztę załatwią sami mieszkańcy. Duch miejsca i duch w narodzie tutaj nie ginie od 1977 roku, a więc wystarczy dać siły i środki, a wszystko będzie rozkwitać, jak dzikie wino z projektów prof. Marka Budzyńskiego.

Więcej o:
Komentarze (1)
Ursynów: Tu mieszkają artyści i inteligencja. Tu powstała pierwsza Ikea i kablówka [WYWIAD]
Zaloguj się
  • malgocha333

    0

    Dzikie wino z projektów Pana Profesora... Uwielbiałam na nie patrzeć w wielu miejscach na Ursynowie. Jak pięknie wyglądały domy oplecione zielenią, a potem czerwienią. I jak to pięknie falowało na wietrze!
    Udało mi się w dwóch domach uchronić je od zagłady styropianowej. Niestety tu gdzie teraz mieszkam (SM Przy Metrze) jest wielu przeciwników tej pięknej i jakże pożytecznej ozdoby...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX