Dudziarska 40 - najgorszy adres w Warszawie. Trzy bloki w szczerym polu. Obok spalarnia śmieci i więzienie

- Dziś mieszkasz w dobrej dzielnicy, masz pracę, samochód, jeździsz na wakacje, spłacasz kredyty i jesteś panem. Jutro możesz to wszystko stracić i nawet się nie spostrzeżesz, jak wylądujesz na Dudziarskiej. Kto ci wtedy pomoże? - pyta Joanna Judzińska opiekująca się dziećmi z ul. Dudziarskiej.

Spodobało ci się? Polub nas

Osiedle Dudziarska - trzy bloki daleko za torami na Olszynce Grochowskiej. Mieszkańcami osiedla są rodziny wyeksmitowane ze Śródmieścia i Pragi Południe, a ostatnio także - pierwsi frankowcy z Miasteczka Wilanów.

W sąsiedztwie: bocznica kolejowa oddzielająca osiedle od reszty miasta 36 parami torów, z drugiej strony spalarnia śmieci, obok za wysokim murem areszt śledczy. Nad osiedlem niebezpiecznie nisko biegną linie wysokiego napięcia. Dopiero od 2007 roku dojeżdża tu autobus. Żeby dostać się do miasta, z rana trzeba na niego czekać nawet 80 minut.

Piętno „warszawskich slumsów” wisi nad Dudziarską już od 21 lat. Do dziś nie ma bardziej niedostępnego i zamkniętego miejsca w Warszawie.

O dzieciach z Dudziarskiej rozmawiamy z Joanną Judzińską, która od 13 lat prowadzi tam Ognisko Wychowawcze „Przywrócić Dzieciństwo” Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”.

Joanna Judzińska Joanna Judzińska prowadzi Ognisko Wychowawcze „Przywrócić Dzieciństwo” Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”. (fot. Igor Nazaruk)

Czuje się Pani na Dudziarskiej bezpiecznie?

- Mieszkańcy osiedla traktują mnie jak swoją. W ciągu 13 lat pracy tutaj tylko raz ukradziono mi felgi z samochodu, ale tego samego dnia się znalazły.

Ile osób tu mieszka?

- W tych trzech blokach około 300 osób. Ale może być więcej, to się zmienia.

Czy są wśród nich jeszcze ludzie, którzy mieszkają tu od powstania osiedla w 1994 roku?

- Tych, którzy mieszkają tu od samego początku, zostało już niewielu. Część się wyprowadziła, część umarła. Od 2002 roku, czyli od początku istnienia Ogniska dla dzieci i młodzieży, z Dudziarskiej wyprowadziło się ok. 40 osób. W ostatnim roku wprowadzili się nowi. To ludzie mieszkający do tej pory np. w Miasteczku Wilanów, ludzie, którym się powinęła noga, mają problemy ze spłatą kredytów, stracili swoje dotychczasowe domy.

Dudziarska (fot. Igor Nazaruk)

Rozmawia Pani z nimi?

- Jeszcze nie, oni się nie ujawniają. Traktują to miejsce jak noclegownię. Rano wyjeżdżają do pracy i wracają w nocy, żeby się przespać.

Skąd w takim razie Pani o nich wie?

- Od dzieci z Ogniska i od urzędników.

Jak powstało osiedle na Dudziarskiej?

- Trzy bloki socjalne powstały, by rozwiązać problem rodzin eksmitowanych z mieszkań ze Śródmieścia i Pragi Południe. Ci ludzie wciąż tu mieszkają, ale pojawiły się nowe rodziny z innych dzielnic: z Wilanowa, Ursynowa czy Mokotowa. Na początku sprowadzano tu głównie ludzi ze Śródmieścia, z tych wielkich mieszkań z ulic Hożej, Wilczej czy Nowogrodzkiej. Opowiadali mi, że stracili pracę, nie było ich stać na czynsz 300-metrowych czasem mieszkań. Sąd eksmitował ich i trafiali na Dudziarską.

Żeby zachować na Dudziarskiej względny porządek, w latach 90. osiedlano też policjantów z rodzinami.

- Tak, w jednym z tych bloków mieszkali policjanci, ale z oczywistych względów pouciekali. Może jeszcze jacyś mieszkają, ale ja ich nie znam. Tu wszystko jest owiane tajemnicą. Ludzie, mimo że mnie znają i w pewnym stopniu mi ufają, nie wchodzą ze mną w bliższe relacje, nie mówią o niczym otwarcie. Nie opowiadają o przeszłości, nie mówią, dlaczego się tu znaleźli. Wstydzą się.

Opiekuje się Pani tutejszymi dziećmi, sporo Pani o nich wie. Kim są ich rodzice?

- To bardzo różni ludzie. Ci, którzy trafiają tu ostatnio, to ludzie, którzy nie poradzili sobie z kredytami. Są też tacy, którzy normalnie pracują i z różnych względów są zmuszeni, żeby tu mieszkać. Większość z nich korzysta z pomocy Ośrodków Pomocy Społecznej. Są też chorzy, którzy żyją z rent socjalnych. Przekrój jest szeroki, nie da się ich wrzucić do jednego worka.

Jak wyglądają mieszkania na Dudziarskiej?

- To mieszkania niewielkie: od 29 do 37 metrów kw. Są łazienki, ale nie ma centralnego ogrzewania, gazu ani ciepłej wody. Pierwotnie bloki dogrzewane były węglem, dziś ludzie są zmuszeni do ogrzewania ich prądem, co jest dla nich ogromnym obciążeniem finansowym. Są mieszkania, w których mieszka nawet po dziesięć osób, w większości jednak mieszkaj cztery-pięć osób. Panowie z ekipy remontowej, która adaptowała pomieszczenia na Ognisko, mówili, że te mury są budowane tzw. oszczędną metodą: mniejsza izolacja termiczna lub jej brak. Efekt jest taki, że w mieszkaniach jest strasznie zimno i ciągle są problemy z kanalizacją.

Dudziarska Trzy bloki socjalne powstały, by rozwiązać problem rodzin eksmitowanych z mieszkań ze Śródmieścia i Pragi Południe. (fot. Igor Nazaruk)

Jakie są koszty mieszkania?

- Część z lokatorów mieszka tu nie do końca legalnie, ale o szczegółach wolałabym nie mówić. Formalnie czynsz to ok. 180 złotych plus opłaty. Przeciętnie czteroosobowa rodzina za czynsz i ogrzanie 29-metrowego mieszkania płaci ok. 420 zł miesięcznie. To bardzo dużo.

Dawno nie widziałem tylu anten satelitarnych.

- Każdy zwraca na to uwagę. Telewizja steruje całym życiem mieszkańców Dudziarskiej. Dzieciaki oglądają wszystko, bo nie mają żadnych ograniczeń. To kształtuje ich obraz świata, wartości. Bardzo nad tym ubolewam.

Dudziarska

Telewizja steruje całym życiem mieszkańców Dudziarskiej (fot. Igor Nazaruk)

Ile dzieci przychodzi do Ogniska?

- Około 50, czyli prawie wszystkie z osiedla. Jeszcze nie trafiły do nas te, które sprowadziły się ostatnio. Pewnie chodzą jeszcze do swoich starych szkół i wstydzą się przyjść do Ogniska.

Różnią się od dzieci z innych dzielnic Warszawy?

- Ja się już z nimi bardzo zżyłam przez te 13 lat pracy, więc nie widzę różnic. Ale specjaliści, logopedzi i psychologowie, którzy pracują z nami przy projektach, mówią, że nasze dzieciaki mają już duże braki i wymagają zajęć dodatkowych. Rodzice nie zawsze mają czas, umiejętności czy chęci, żeby im pomóc.

Jaki jest największy problem Dudziarskiej?

- Bezsprzecznie alkohol. To się wiąże z problemami zdrowotnymi. Wiek umieralności na Dudziarskiej jest dużo niższy niż w innych częściach Warszawy. Nie ma statystyk, ale ludzie umierają tu w wieku 40-50 lat.

Dudziarska (fot. Igor Nazaruk)

Mieszkańcy Dudziarskiej wciąż skracają sobie drogę do miasta, przechodząc przez tory?

- Oczywiście, jest dziura w ogrodzeniu, przez którą przechodzą i pokonują 36 par torów kolejowych, żeby dojść do ul. Chłopickiego. Od siedmiu lat kursuje autobus, który w godzinach szczytu jeździ co 40 minut, w innych porach, niestety, co półtorej godziny. Autobus ma dłuższą  trasę, krąży, bo nie może przejeżdżać przez tereny kolejowe. Z drugiej strony osiedla jest nasyp kolejowy i tam też jeżdżą pociągi. Jeszcze do niedawna znajdowaliśmy dzieciaki bawiące się na tych nasypach. Zdarzały się też śmiertelne wypadki, ale wcześniej, ja ich nie pamiętam. Czasami dzieci zasypiały w pociągach, które stały w hangarach, i znajdowano je gdzieś pod Skierniewicami. Teraz, na szczęście, już się tak nie dzieje.

Jak radzicie sobie z działająca tuż obok spalarnią śmieci?

- Czasami, kiedy otwierają odstojniki, dociera do nas nieprzyjemny zapach. Po interwencjach i spotkaniach z szefami spalarni udało się ich przekonać, żeby założyli specjalny filtr, który neutralizuje te zapachy.

Dudziarska Klatka schodowa na ul. Dudziarskiej

 

Bardzo blisko osiedla znajduje się areszt. Tory, spalarnia, areszt...

- Jakby opisywać Dudziarską, to pod względem lokalizacji i sąsiedztwa tu jest getto. Osiedle jest oddzielone od reszty miasta, w okolicy nie ma nic prócz najbardziej niechcianych inwestycji, czyli spalarni śmieci i więzienia. Mieszkańcy Dudziarskiej źle się czują z tak wyraźnym stygmatem. Ale jak inaczej nazwać to miejsce?

Osiedle Dudziarska Osiedle jest oddzielone od reszty miasta, nie ma nic prócz najbardziej niechcianych inwestycji, czyli spalarni śmieci i areszt

Jak wyglądają zajęcia w Ognisku?

- O godz. 9.00 przychodzi grupa przedszkolna. Dzieci w wieku od trzech do sześciu lat spędzają u nas czas do godz. 13.00. I - jak w przedszkolu - śpiewamy, tańczymy, gimnastykujemy się, czytamy książki, czasami jeździmy do teatru kukiełkowego i robimy wycieczki poza osiedle, poznając Warszawę. Najbardziej lubianymi przez dzieci są zajęcia kulinarne, kiedy sami mogą się sprawdzić w roli kucharzy.

Przygotowujecie im coś do jedzenia?

- Tak, jest taka potrzeba. Dzieci czasami przychodzą głodne. Pieczywo dostajemy od zaprzyjaźnionej piekarni i robimy kanapki. Dziś mieliśmy gorącą czekoladę i płatki owsiane. Zgodnie z prawem możemy dać dzieciom tylko gotowe produkty, czyli jabłko lub inny owoc, batoniki, serki. Już takiego gorącego mleka nie możemy, a bardzo by się przydało, bo to wzmocniłoby ich dietę. Zależy mi, żeby uwrażliwić te dzieci na inne smaki. To bardzo istotne, aby poznały różne potrawy i rozwinęły estetykę serwowania posiłków.

W domu nie mają gorącej czekolady?

- Różnie bywa. Są domy, w których na początku miesiąca są pieniądze i dzieciaki mają wszystko, ale w połowie miesiąca już chodzą głodne. Bułki, które zostają nam ze wspólnych śniadań, rozdzielamy i dajemy dzieciakom do domu.

Dudziarska Dzieci czasami przychodzą głodne. Pieczywo dostajemy od zaprzyjaźnionej piekarni i robimy kanapki. (fot. Igor Nazaruk)

Po południu do Ogniska przychodzą dzieci starsze?

- Tak, najstarsze mają 14 lat. Niestety, często w gimnazjum przestają chodzić do szkoły, nie przychodzą też do nas, bo wiedzą, że kładziemy duży nacisk na naukę, wyrównywanie różnic szkolnych. Mamy też zajęcia dodatkowe z psychologiem, logopedą, instruktorem tańca oraz instruktorem plastyki. Niedawno zakończyliśmy program „Tolerancyjna Dudziarska”, w ramach którego odbyły się warsztaty o różnicach kulturowych, innych narodowościach itd. Nasze dzieci mają różne uzdolnienia, które staramy się rozwijać. Potrafią śpiewać, ale nie są wstanie przełamać tremy. Potrafią tańczyć, ale są zablokowane, niecierpliwe i łatwo jest je urazić. Jeden z chłopców jest uzdolniony plastycznie, szczególnie dobrze wychodzą mu komiksy - potrzebne jest mu wsparcie fachowe, aby mógł się dalej rozwijać.

Czy te dzieci czują się wykluczone?

- Dzieci jeszcze nie, ale ich rodzice czują się wykluczeni. Niektóre dzieci się tu urodziły, nie znają innej rzeczywistości. Gorzej z dziećmi, które na Dudziarską trafiły z innych dzielnic.

Dudziarska (fot. Igor Nazaruk)

Czy dzieci, które trafiły tu niedawno, różnią się od tych, które mieszkają tu od urodzenia?

- Te różnice bardzo szybko się zacierają. Nowe dzieciaki jeszcze do nas nie trafiły, ale to się za chwilkę zmieni.

Czy udaje się wam wyprowadzić dzieci z tego wykluczenia?

- Tak. Niektóre dzieciaki z naszego ogniska poszły na studia, niektóre już pokończyły. Oni już nie wrócili na Dudziarską. Kiedy osiągają pewien poziom wykształcenia, robią wszystko, żeby tu nie wrócić.

Czy zdarza się problem z agresją? Musiała Pani kiedyś interweniować?

- Tak, niestety. Kilkakrotnie interweniowałam. Organizowaliśmy też spotkania rodziców z prawnikiem, żeby uświadomić im, że agresja wobec dzieci i nie tylko wobec dzieci jest przestępstwem i jest karana. Dziś problem przemocy jest nagłaśniany medialnie, ale jeszcze dziesięć lat temu o przemocy domowej niewiele się mówiło.

Policja często tu przyjeżdża?

- W tej chwili tylko na interwencje. Nie przyjeżdżają już na patrole. Dosyć często przyjeżdżają za to służby energetyczne, które sprawdzają, czy nie ma nielegalnych podłączeń do sieci energetycznej. Mieszkańcy ponoszą ostre kary, włącznie z więzieniem.

Dudziarska (fot. Igor Nazaruk)

Istnieje problem narkotyków?

- Niestety tak. Problemy pojawiają się już u najmłodszych. To widać po zachowaniu, reakcjach, agresji. Oni się do niczego nie przyznają, ale ze sprawdzonych źródeł wiem, że na osiedlu była amfetamina oraz dopalacze.

Jak z perspektywy tych 13 lat ocenia pani Dudziarską?

- Czynnik humanitarny został złamany. Potraktowano tych ludzi źle. Osoba odpowiedzialna za zbudowanie osiedla nazwała tych ludzi lumpami. Mówili, że  oni „sami sobie na to zasłużyli”. Kiedy zaczynałam pracę w 2002 roku, ludzi tu byli bardziej otwarci, rozmowni i zatroskani. Często to byli ludzie wykształceni, którzy w latach 90. gdzieś się pogubili, dotknęła ich jakaś tragedia: śmierć małżonka, utrata pracy... Bywa, że człowiek w takiej sytuacji zaczyna się staczać po równi pochyłej, zadłuża mieszkanie, zostaje wyeksmitowany i trafia tu, w sam środek środowiska alkoholowego.

A mieszkanie akurat tu mu nie pomaga.

- Widziałam, jak trafiali tu w depresji, ale niepijący 30-latkowie. Teraz, po kilku latach, to są ciężko chorzy ludzie, część z nich już nie żyje. Poznałam kobiety, które na początku w pełni wywiązywały się ze swoich ról społecznych, były matkami, żonami, pracownicami. Po kilku latach życia tu stawały się zupełnie bierne. W ludziach rodzi się niemoc, bo żeby coś załatwić, znaleźć pracę, trzeba się stąd ruszyć, a wszędzie jest daleko, wszystko jest za torami. Ludzie wpadają tu w marazm, jeśli się im nie pomaga, staczają się coraz niżej.

Jak nazwałaby pani swoją pracę w Ognisku na Dudziarskiej?

To praca u podstaw. Ciągle mierzę się z nowymi problemami, jestem zmuszona do reagowania. Zależy mi, żeby aktywizować nie tylko dzieci, ale też rodziców. Odnosimy sukcesy. Na piętnaście młodych pań, które wzięły udział w zorganizowanym przez nas w 2006 roku kursie bukieciarskim i hotelowym w ramach programu EFS, trzynaście go ukończyło, a jedenaście podjęło pracę od razu. Osiem pań pracuje do dziś. To olbrzymi sukces. Moim założeniem w pracy z dziećmi jest, żeby pokazać im inny świat, inne życie, innych ludzi, inne zachowania. Dlatego kiedy tylko możemy, jeździmy do teatru. Do niedawna dostawaliśmy bezpłatne bilety do Teatru Wielkiego, bardzo żałujemy, że to się skończyło. Dzieciaki to uwielbiały, walczyły o wyjścia. Chciałabym zaapelować do instytucji kultury, teatrów, kin, galerii, muzeów itd. o wsparcie.

Dudziarska (fot. Igor Nazaruk)

Jaki jest roczny budżet ogniska na Dudziarskiej?

- 210 tys. zł, z czego musimy opłacić m.in. czynsz, utrzymanie świetlicy, ogrzewanie, monitoring, pensje dla czterech wychowawców. Realizujemy też projekty unijne, aktualnie jesteśmy partnerem w projekcie Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży. Przygotowujemy starszą młodzież do odnalezienia się na rynku pracy, organizujemy im praktyki, mają zajęcia komputerowe, spotkania z ekspertami itd. Potrzebujemy wsparcia w postaci 1 proc. podatku, ale też darowizn i wpłat gotówkowych. Projekty finansowane lub współfinansowane przez miasto wymagają od nas 20-procentowego wkładu własnego. Więc jeśli jest to projekt za 40 tys. zł, to my musimy wyłożyć 8 tys. Apelujemy też do wolontariuszy, którzy chcieliby nam pomóc. Są nam potrzebni, roboty jest moc.

Co jeszcze się przyda?

Przyjmiemy każdą pomoc żywnościową, bilety do teatrów, kin, muzeów. Bardzo byśmy chcieli, żeby znalazła się jakaś restauracja, która zaprosiłaby nas do siebie, by dzieciaki mogły spróbować czegoś nowego, poznać sposób nakrywania, obsługi, układania jadłospisów oraz gospodarowania dostępnymi środkami. Bez wsparcia będzie coraz trudniej. Marzy mi się ośrodek wsparcia dla dorosłych z Dudziarskiej, gdzie mogliby otrzymywać bezpłatną pomoc psychologiczną, ale też zawodową. Zmniejszyłby się problem alkoholu, agresji, bezrobocia. Uważam, że to nie jest środowisko stracone, jak sądzą niektórzy politycy czy urzędnicy. Trzeba im dać szansę. Osiedle Dudziarska jest naszym wspólnym problemem. Warszawa powinna sobie o nas przypomnieć a nie powtarzać, że mieszkańcy Dudziarskiej powinni sami sobie radzić, skoro doprowadzili się do takiej sytuacji. Ciągle to słyszę i mnie to przeraża, bo wiem, jak łatwo jest się tu znaleźć. Dziś mieszkasz w dobrej dzielnicy, masz pracę, samochód, jeździsz na wakacje, spłacasz kredyty i jesteś panem. Jutro możesz to wszystko stracić i nawet się nie spostrzeżesz, jak wylądujesz na Dudziarskiej. Kto ci wtedy pomoże?

Możesz wesprzeć dzieciaki z ul. Dudziarskiej przekazując 1% podatku, ale też darowizny i wpłaty gotówkowe. Dzieci czekają też na bilety do kina, muzeum, teatru, do restauracji

"Przywrócić Dzieciństwo"
Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy
im. Kazimierza Lisieckiego "Dziadka"

KRS: 0000073376

nr. konta: 29 1020 1013 0000 0002 0132 8665

Więcej o:
Komentarze (2)
Dudziarska 40 - najgorszy adres w Warszawie. Trzy bloki w szczerym polu. Obok spalarnia śmieci i więzienie
Zaloguj się
  • pisiewicz

    Oceniono 1 raz 1

    DEPRESJA - słowo klucz. Bo jeśli popatrzymy na ludzi bogatych, to są oni pełni energii i mimo olbrzymich majątków ciągle w akcji.

  • Ewa Chalecka

    Oceniono 1 raz -1

    Ale za fortuną kryją się dramaty, życie na kredyt, na wysokim poziomie, ludzie którzy żyją skromniej łatwiej przyzwyczajają się do nowej sytuacji, chociaż by przykład przeciętnej rodziny, zarobili na mieszkanie, ale nie kupili w luksusowym osiedlu tylko w przeciętnym blokowisku ,a jak stracili pracę to przenieśli się do rodziców a mieszkanie wynajeli by było na kredyt, bogatym było by ciężko przywyknąć do gorszych warunków, dlatego oszukują samych siebie biorą kredyty , popadają w problemy depreja gotowa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX