"Śmieci na wysokości" - to warszawscy licealiści stoją za tym filmem! Mieli drona i... [WYWIAD]

Do internetu trafił półtoraminutowy spot akcji "Śmieci na wysokości". Widać na nim Warszawę bez billboardów i dużych szmat reklamowych, które skutecznie od lat psują przyjemność spacerowania po mieście i odstraszają turystów. Filmik nakręcili licealiści przygotowując się do olimpiady "Zwolnieni z teorii". Rozmawiamy z Jakubem Romańskim, współorganizatorem akcji sprzeciwiającej się wywieszaniu reklam wielkoformatowych na budynkach.

Spodobało ci się? Polub nas

Opublikowaliście w sieci filmik, na którym widać Warszawę z lotu ptaka, tyle że bez reklam. Przyznam, że efekt jest piorunujący, a stolica zachwyca. No i aż chce się zapytać czemu tak nie może wyglądać nasze miasto na co dzień?

Jakub Romański: Byłoby miło. Myślę, że firmy znalazły sobie taki sposób na reklamę swoich produktów i niestety to wszystko stoi i zaśmieca wspólną przestrzeń. Ale wierzę, że da się to zmienić, tylko trzeba coś zaproponować.

To może wasz film jest przyczynkiem do tego, by coś drgnęło w tej sprawie, tak by ograniczyć liczbę reklam w stolicy?

- Nasz spot stworzyliśmy grupką z liceum, więc od razu byliśmy nastawieni, by nie wysyłać żadnych petycji do prezydent Warszawy i nie negocjować. Nie o to nam chodzi. Raczej chcieliśmy pokazać warszawiakom jakby to miasto wyglądało bez reklam. Teraz planujemy namawiać do działania kogoś, kto jest bardziej kompetentny i jest w stanie zrobić więcej. A my zrobiliśmy film, żeby coś przekazać, przesłać jakąś ideę. Będziemy się starać zrobić jak najwięcej, bo celem akcji jest zebranie deklaracji od jak największej liczby firm, które zrzekną się zaśmiecania miasta, czyli umieszczania reklam wielkoformatowych na budynkach.

Kim jesteście? Po co to robicie?

-  Jesteśmy piątką licealistów z IX L.O. im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. Wszyscy chodzimy do tej samej maturalnej klasy o profilu matematyczno-fizyczno-informatycznym. Bierzemy udział w olimpiadzie „Zwolnieni z teorii”. To jest pierwsza w Polsce olimpiada praktyczna i polega na tym, żeby grupki z liceum organizowały się w zespoły i tworzyły akcje społeczne. Czasem chodzi o zmianę wyglądu przystanku w jakimś mieście, innym razem o naukę języka migowego. Tych projektów jest w Polsce parę tysięcy, a my bierzemy udział w kategorii „reklama społeczna”, czyli w gruncie rzeczy staramy się pokazać ludziom, że mogą coś zmienić w swoim otoczeniu.

 

TF;z_Grupa licealistów, którzy są organizatorami akcji "Śmieci na wysokości", fot. Jakub Romański

 

Czyli - jak rozumiem- nacisk jest tu położony na to, by nie zajmować się teorią - jak sama nazwa wskazuje - a bardziej pokazać, jak praktycznie można coś zrobić?

- Zwykle wiedzę praktyczną zdobywa się na studiach. Dzięki olimpiadzie możemy to zrobić wcześniej, bo już w liceum. Z pewnością przyda nam się to później w tworzeniu różnych projektów. Jeżeli zrealizujemy nasz plan do końca, to możemy zdobyć certyfikat Project Management Principles (to dokument potwierdzający zdobyte doświadczenie i wiedzę o najważniejszych elementach zarządzania
projektami, wystarczającą do samodzielnej realizacji  projektu, również społecznego - przyp. red.). No i jest to olimpiada, więc można też wygrać. Najlepsze projekty zostaną nagrodzone.

Z jednej strony jest więc silna motywacja, bo walczycie o nagrodę, a z drugiej strony, jak rozumiem, waszym celem jest walka o lepsze miasto, mniej zaśmiecone?

- Muszę powiedzieć, że na początku bardzo mi się podobała idea tej olimpiady i długo zastanawialiśmy się, co tak naprawdę zrobić, dopiero po jakimś czasie wpadliśmy na pomysł z reklamami. Jak już się tym zajęliśmy i zaczęliśmy robić pierwsze ujęcia, to reklamy w mieście zaczęły mnie strasznie wkurzać. Jestem gorącym zwolennikiem naszej akcji, choć wcześniej nie byłem w to aż tak zaangażowany. I pomyśleć, że zaczęło się właśnie od wzięcia udziału w olimpiadzie?

Jak powstał wasz film? Ile czasu zajęło usuwanie reklam?

- Zrobiliśmy już dotąd kilka filmów, no ale takiego wyzwania technicznego jeszcze nie mieliśmy. Wiedzieliśmy natomiast, że to się da zrobić, bo są specjalistyczne programy. Na początku wiedzieliśmy, że musimy sobie zorganizować drona, bo to jest bardzo droga rzecz i nawet przy wypożyczeniu potrzebne byłoby paręset złotych dziennie. Na szczęście przez koneksje rodzinne dotarliśmy do człowieka, który udostępnił drona, a jego syn wszystko nam nakręcił. My to nadzorowaliśmy. Jak się usuwa reklamy? W gruncie rzeczy opiera się to na trzech programach: Photoshop, który wszyscy mniej więcej znamy i wiemy, że potrafi usunąć nawet osoby z jakiegoś zdjęcia i zostawić tło, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się nam to niemożliwe, a także korzystaliśmy z programu Mocha i After Effects. Zajęło mi to kilka dni. Nawet nie wiem, czy byłem chory, czy chciałem być chory, żeby to zrobić, ale siedziałem przy komputerze całymi dniami. Potem gadałem z kolegą na Skype'ie przez 14 godzin. W życiu nie rozmawiałem tak długo. Byłem totalnie zmęczony. Już nas pośladki bolały od siedzenia przy komputerze. Tak chciałem wyjść na dwór, no ale to był ten ostatni dzień produkcji. Po zakończeniu zajęliśmy się muzyką, którą dla nas przygotował pan Radzimir Dębski, któremu bardzo dziękuję, bo myślę, że muzyka w tym spocie odpowiada za mniej więcej za 50% wrażeń, jakie ma widz po jego obejrzeniu. Jest naprawdę mocna i lepszej nie ma.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Śmieci na wysokości", YouTube

To był wasz pomysł, żeby zrobić zdjęcia Warszawy z lotu ptaka?

- To mi podpowiedział kolega z harcerstwa. Zastanawialiśmy się wtedy, jak to zrobić najlepiej i tak ustaliliśmy.

A miejsca też były przez was wybierane specjalnie czy po prostu skoncentrowaliście się na centrum?

- Skoncentrowaliśmy się na centrum, bo tam jest najwięcej ludzi. Poza tym, jak się mówi o reklamach w Warszawie, to skupia się głównie na centrum. Ale muszę się przyznać, że nasz dron miał bardzo słabą baterię i latał przez maksymalnie 20 minut, więc musieliśmy się streszczać i jak byśmy chcieli całą Warszawę oblecieć, to by się po prostu nie dało. I tak się spotykaliśmy dwa razy i doładowaliśmy cały czas baterie. Nakręciliśmy łącznie tylko kilka miejsc.

A ile trwało nagrywanie filmu od momentu, kiedy zaczęliście kręcić do efektu końcowego, który właśnie poznaliśmy?

- Jeżeli chciałbym liczyć całą produkcję, to nie zacząłbym od włączenia kamery, tylko dużo wcześniej, gdy siedzieliśmy nad kartką papieru i liczyliśmy, ile tego jest potrzebne. Mniej więcej w połowie stycznia zastanawiałem się jaką muzykę wybrać. Policzyliśmy, ile tam musi być cięć, potem nakręciliśmy tyle, ile potrzeba i jakoś to poszło.

Czyli ok. dwóch miesięcy?

- Tak. Usuwanie reklam to jest straszne babranie się i nikomu tego nie polecam. Krew, pot i łzy. Mam nadzieję, że się opłaciło. Naprawdę już to przeklinałem, chcieliśmy to wszystko rzucić, ale na szczęście się udało.

A jak wpadliście na pomysł, że w ramach olimpiady zajmiecie się tematem reklam?

- To nam podpowiedział kolega z harcerstwa. On trochę siedzi w mediach. Mówił nam, że o tym się ostatnio dużo pisze. Gdy szliśmy kiedyś przez centrum, zapytał mnie, czy wyobrażam sobie, jakby to wyglądało bez reklam. Powiedziałem, że nie. Wtedy padł pomysł, by spróbować to zrobić i pokazać całej Warszawie film, na którym miasto jest bez tych reklam.

Reklamowy koszmar w centrum Warszawy. Tak jeszcze całkiem niedawno to wyglądało w rejonie ulic Zgoda, Przeskok, Szpitalna, fot. MiastoMojeAwNim.pl

I rzeczywiście przy takiej pracy dostrzegacie jak bardzo Warszawa jest zaśmiecona billboardami, szmatami reklamowymi, potykaczami czy dmuchańcami?

- Tak, czasami mieliśmy jakieś ujęcie, chcieliśmy go użyć, już myśleliśmy, że jest skończone, a tu nagle coś się jeszcze wyłania i wtedy to nas najbardziej wkurzało. Tego było naprawdę bardzo dużo, zwłaszcza w porównaniu do innych stolic Europy.

W spocie promującym waszą akcję zachęcacie firmy do rezygnacji z wywieszania reklam wielkoformatowych. Macie już pierwsze zgłoszenia, jak firmy na to reagują?

- Zdajemy sobie sprawę, że gdy jakaś firma zrezygnuje z wywieszania reklam, to znajdzie się następna. Ale jesteśmy przekonani, że jeśli u źródła zniszczymy to, co się dzieje, to naprawdę wszystko potoczy się lepiej. Już wcześniej zebraliśmy deklaracje od kilku firm, a wtedy negocjacje były na tyle trudne, że dopiero zaczynaliśmy prace, robiliśmy pierwsze ujęcia, głównie po to, żeby wiedzieli, że coś tam robimy, choć my sami nie wiedzieliśmy jeszcze, czy nasz pomysł wypali. No i kilka firm się zgłosiło, a my mówiliśmy, że te, które zrobią to wcześniej, mają o tyle dobrze, że będą w tym spocie wymienione na końcu. No i tak przekonaliśmy ok. 15 firm, które mogły sobie pozwolić finansowo na wywieszenie reklam, ale tego nie robią, bo utożsamiają się z Warszawą. Jeżeli chcą budować lokalny patriotyzm, np. robiąc koszulki, które nawiązują do naszego miasta, to takich reklam nie będą wywieszać, bo to jest psucie wizerunku stolicy, a nie o to im chodzi. Myślę, że dotyczy to w gruncie rzeczy wielu warszawskim firm.

A co wam mówią przedstawiciele takich firm, które deklarują, że nie będą już wywieszać reklam?

- Akurat ja się tym bezpośrednio nie zajmowałem, ale raz rozmawiałem z prezesem firmy, który powiedział mi otwarcie, że on zawsze był przeciwko takim reklamom i że oni mają małe banery obok swojej knajpy, ale takiej dużej w życiu by nie wywiesili. Dodał też, że chętnie się włączą w naszą akcję.

Kadr ze spotu Kadr z filmu Śmieci na wysokości", YouTube

Na mnie - przyznam się - największe wrażenie robi w waszym filmiku okolica ronda Dmowskiego. Wszystkim kojarzy się z totalnym śmietnikiem reklamowym, bo w centrum rzeczywiście jest tych rozwieszonych szmat najwięcej. Jak to zostało przez was wyczyszczone, to widzimy zupełnie inne centrum Warszawy.

- Też byłem pod wrażeniem. Jak to zobaczyłem, odzyskałem wiarę w sens naszego projektu i spotu.

No i podoba się to też internautom, bo jeden z pierwszych wpisów pod tym filmikiem brzmi: „Piękny widok! Takiej Warszawy chcemy!”.

- To nie jest jedyny komentarz, widziałem też negatywny. Ale podziały zawsze będą, choć wydaję mi się, że po obejrzeniu tego spotu większość osób będzie za usunięciem reklam.

Napisaliście na stronie, że „akcja ma na celu uświadomienie warszawiakom, że to oni mogą wszystko zmienić”. To co konkretnie mogą zrobić mieszkańcy w tej sprawie?

- Nie wszystko jeszcze ujawniliśmy, bo w ramach naszej akcji będzie się jeszcze coś działo. Na razie faktycznie zadziałać w sprawie reklam mogą osoby decyzyjne w mieście, albo odpowiedzialni za sprawy marketingu w firmach, które umieszczają reklamy. Niedługo ruszymy z akcją, w którą będzie mógł się włączyć każdy Kowalski i zrobić coś małego w Warszawie.

Zdradzisz nam?

- Na razie nie, bo to jest jeszcze w fazie negocjacji, choć już powinniśmy mieć wszystko gotowe. Tej akcji na razie faktycznie brakuje jeszcze możliwości zaangażowanie się w te sprawy każdego mieszkańca.

31.05.2012 WARSZAWA . REKLAMY NA RONDZIE DMOWSKIEGO . FOT. DARIUSZ BOROWICZ / AGENCJA GAZETA SLOWA KLUCZOWE: MARSZALKOWSKA EURO 2012 UEFA EURO2012 ALEJE JEROZOLIMSKIE RONDO DMOWSKIEGO REKLAMA ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLOWA Strony Lokalne WarszawaReklamy w centrum Warszawy. Tak wyglądało rondo Dmowskiego na kilka dni przed Euro 2012, fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

Jak walczyć skutecznie z reklamami w mieście? Na przykład kilka lat temu zniknęły one z autobusów i tramwajów i nie zasłaniają już widoku pasażerom z okna. Mogą się jedynie pojawić z tyłu autobusu. Z drugiej strony nadal brakuje regulacji, które by odnosiły się do reklam wielkoformatowych.

- Myślę, że można to zrobić dwojako. Albo nakładać regulacje prawne, które są mało liberalne, albo można zasiać te idee od środka i przekonywać, żeby firmy nie chciały tego robić.

Ale to się przecież im opłaca.

- To się firmom opłaca, ale myślę, że są takie rzeczy, których oni dzisiaj nie robią ze względów etycznych czy estetycznych. Jeśli ludzie myśleliby przede wszystkim o tym, jak ma wyglądać przestrzeń wokół nich, wykazali się lokalnym patriotyzmem i byli za to odpowiedzialni, a nie kierowali się tylko chęcią zarobku, to by się udało. Staramy się zadziałać właśnie od tej strony. Może to jest trochę złudne i to taka nasza młodzieńcza idea, w którą nie będziemy wierzyć, jak będziemy starsi, ale na razie staramy się wszystkich przekonać, że to się może zmienić. Może takim firmom jak „Pan tu nie stał” nie opłaca się wywieszać dużych reklam, bo wtedy stracą swój wizerunek, ale może da się to tak załatwić, żeby im się to nie opłacało. Może jak 90% społeczeństwa będzie postrzegać te wielkie reklamy w centrum jako coś bardzo, bardzo złego, to reklama automatycznie będzie im się źle kojarzyć. Wiem, że teoretycznie nie ma czegoś takiego jak zła reklama i nawet jeśli cię ona denerwuje, to zasiewa ci myśl o danym produkcie. Ale są pewne granice.

Czy będą kolejne odsłony Waszej akcji? Mówiłeś o jakichś planach, nie precyzując co dokładnie się wydarzy.

- Nie chcę na razie więcej o tym mówić, ale na pewno będziemy zbierać teraz wypowiedzi różnych znanych osób, które się z nami kontaktują i chciałyby się wypowiedzieć. Zrobimy pewnie jakąś małą akcję dla wszystkich tak, żeby każdy mógł się w to zaangażować. Wizję już mamy.

Życzę wam powodzenia. Kiedy finał olimpiady?

- Wszystko się kończy 31 marca, wtedy też powinniśmy rozliczyć akcję. Robimy ją do 29 marca, a gala rozdania nagród odbędzie się 23 kwietnia.

A czy niezależnie od waszego wyniku w olimpiadzie, będziecie ten projekt kontynuować, czy raczej skupicie się już na przygotowaniach do matury?

- No szczerze mówiąc, matura to ważna rzecz, ale zobaczymy na ile spot zdziała i ile jeszcze uda nam się zrobić. Na pewno chcę pójść na studia filmowe, więc ten spot pewnie gdzieś mi się przyda przy rekrutacji. A jeżeli będzie jeszcze jakaś możliwość, by coś zrobić dla Warszawy, by ograniczyć tu liczbę reklam, to na pewno to zrobimy.

Więcej o: