Artysta: Znajomi opuszczają Polskę, bo nie mogą znaleźć tu dla siebie miejsca. Ten system gospodarczy zaczyna przypominać poprzedni [WYWIAD]

"Artystów się nie ceni. Wszystkim się wydaje, że artystom wystarcza to, że mają możliwość wyrażania siebie, że są jakimiś nadludźmi posiadającymi umiejętność żywienia się energią kosmiczną. Czasem muszą się tylko przespać". O street arcie, byciu artystą i wreszcie o Polsce - polskim rządzie i naszym przytulnym "polskim piekiełku" opowiadają rodowici warszawiacy - Adam Walas i Simpson. 31 stycznia odbyłe się wernisaż wystawy Adama Walasa i Simpsona - problem.gov.pl w warszawskiej Galerii 18A. Artyści prezentują obrazy i obiekty będące spójną prezentacją ich nie rzadko bardzo radykalnych poglądów.

Street art kojarzy się przede wszystkim z działaniem nielegalnym, bo zrodził się jako bunt wobec zastanej rzeczywistości. Jak to jest w waszym przypadku?

Adam Walas: Ja nie nazywam siebie street artowcem, jestem artystą i malarzem murali. Bardzo dbam o to rozgraniczenie. Według mnie, to by było głupie, gdybym mówił, że robię street art w momencie, kiedy wszystko tak naprawdę robię legalnie. Brzmi to jak szczycenie się czymś, czego właściwie nie robię.

Simpson: Ja nie skupiam się tak bardzo na tym rozgraniczeniu. Dla mnie ono jest raczej płynne i zmienia się z czasem.

Adam Walas: Ale to dość kontrowersyjny temat, zwłaszcza w tym środowisku. Ludzie zaczynają prowadzić między sobą wojenki, mające rozstrzygnąć, kto jest, a kto nie jest street artowcem. Ale na końcu i tak najważniejsze jest to, co się robi i jakie rzeczy wychodzą spod twojej ręki.

Street artAdam Walas/ materiały prasowe

Ale jak się robi coś nielegalnie, to można zrobić wszystko. Gdy robisz coś legalnie, musisz mieć zgodę, akceptację zamawiającego, jemu też musi się to podobać, więc w pewnym sensie tracisz tę wolność. Ostateczne dzieło to „tylko” kompromis.

Adam Walas: To zależy, jak do tego podchodzisz. Ja robienie murali traktuję jak pracę, zresztą nie zajmuję się tylko tym. Oprócz tego jestem grafikiem, robię plakaty, maluję obrazy. Moją pracą jest bycie artystą.

Street ArtAdam Walas/ fot. Kalina Mróz

Z muralami jest tak samo, jak z plakatami. Przychodzi klient i mówi - chcę taki i taki plakat albo chcę taki mural na takiej ścianie. Podpisujemy umowę i ja działam. Do mnie należy stworzenie projektu i jego realizacja, od początku do końca. Oczywiście, że nie działamy jak jakaś agencja reklamowa, która zrobi wszystko byle by hajs się zgadzał, bo często współpracujemy z różnymi organizacjami czy fundacjami, które wiadomo, ze kasy nie mają, ale jednocześnie dają większą swobodę i poruszają ciekawsze tematy - społeczne, historyczne, o których warto mówić, które naprawdę mogą mieć jakiś wpływ na ludzi.

Adam WalasAdam Walas/ materiały prasowe

Na przykład?

Adam Walas: Z moją dziewczyną Anią Koźbiel zaczynaliśmy od robienia murali na Muranowie. Stworzyliśmy tam murale, które przedstawiały postaci związane z tym miejscem - był Zamenhoff, Lachert, mural poświęcony kobietom Muranowa. Ludzie, którzy kompletnie nie wiedzieli, co my tam robimy i wyzywali nas od wandali, z czasem bardzo przywiązali się do tych obrazów. Zaczęli je doceniać. Ale zdarzają się również przykre sytuacje.

Street ArtPomarańczarka/ materiały prasowe

Mural Darka Paczkowskiego przedstawiający Edelmana spotkał się z dużym sprzeciwem mieszkańców. Wspólnota nie chciała mieć wizerunku Edelmana na swojej kamienicy. W przypadku naszego muralu było na szczęście inaczej. Gdy po kilku latach doszło do remontu kamienicy i mural musiał zostać zamalowany, jej mieszkańcy sami się później do nas odezwali z prośbą o jego odtworzenie. Nie mieli co prawda dużego budżetu, więc robiliśmy wszystko po kosztach, ale to było niesamowicie przyjemne. Zdaliśmy sobie sprawę, ze ten mural zaczął funkcjonować w świadomości ludzi nawet ze starszego pokolenia.

Adam WalasAdam Walas i Anna Koźbiel "Kobiety Muranowa"/ materiały prasowe

Simpson: Też staram się pozyskiwać pozwolenia na malowanie murali, ale faktycznie z reguły trzeba się jakoś dostosowywać.

 

SimpsonSimpson/ materiały prasowe

Czyli za bardzo tego nie lubisz?

Simpson: Raczej nikt tego nie lubi. Wiadomo, to może być zniechęcające, kiedy trzeba dostosować się do wizji np. prywatnego właściciela albo do linii propagandowej prowadzonej przez władzę, bo każda jakąś ma. Po prostu pewnych rzeczy nie możesz zrobić inaczej pozwolenia nie będzie.

Czy takie sytuacje kuszą, żeby nie użerać się z władzą, tylko robić swoje bez ich zgody?

Simpson: Na tym właśnie to polega. Jeśli chcesz coś powiedzieć dosadnie, to w takiej sytuacji nie prosisz nikogo o zgodę, idziesz i robisz. Dlatego specjalnie nie narzekam na tę sytuację, bo wiem, w co się pakuję i staram się projektować swoje rzeczy tak, żeby przemycić jakąś myśl, a jednocześnie, żeby było to akceptowalne, a co nie zawsze się udaje.

 

Street ArtSimpson "Bailout folks", Mokotów, ul. Puławska 143, północna ściana budynku/ materiały prasowe

Czy bycie malarzem murali to ciężki kawałek chleba w Polsce, w Warszawie?

Adam Walas: Teraz jest tak, że panuje moda na murale, więc nie ma problemu, żeby znaleźć jakąś ścianę. Zresztą Warszawa jest fantastycznym płótnem dla muralisty. Jest tu mnóstwo miejsc, gdzie mogłyby powstawać takie obrazy. Paradoksalnie, na korzyść działa to, co w Warszawie najsmutniejsze - że została całkiem zniszczona. To sprawiło, że jest masa kamienic, które mają ślepe ściany, wyglądają jak by zaraz miały się zawalić, z drugiej strony wciąż żyją, mieszkają w nich ludzie.

Simpson: Myślę, że Warszawa, jako stolica, no i pewnie jeszcze kilka innych miast, daje artystom możliwość, żeby mogli się realizować w tej dziedzinie. To miasto szybko się zmienia.

SimpsonSimpson/ materiały prasowe

To w czym jest problem?

Adam Walas: Oczywiście chodzi o kasę. Ale nie dotyczy to wyłącznie muralistów, lecz artystów w ogóle. Do ludzi jeszcze nie dociera, że artysta też musi z czegoś żyć. Że malowanie murali, obrazów i wystawianie się w galeriach, to też praca, że trzeba poświęcić na to swój czas, energię, pieniądze. Ja i moja dziewczyna, z którą współpracuję, robimy na przykład bardzo złożone murale, samo odbicie szablonu trwa nawet kilka dni. Więc jak malujemy mural przez tydzień lub dwa, to chcielibyśmy dostać za to kasę. Bo np. kończy się sezon, idzie zima, a zimą raczej nie będzie co robić. Artystów się nie ceni. Wszystkim się wydaje, że artystom wystarcza to, że mają możliwość wyrażania siebie, że są jakimiś nadludźmi, którzy mają umiejętność żywienia się energią kosmiczną. Czasem muszą się tylko przespać.

Jednocześnie wszyscy wciąż narzekają, że państwo za mało pieniędzy przekazuje na kulturę.

Simpson: Bo tak jest, ale w systemie, w którym państwo wszystkim ma coś „dawać” i zapewniać, każdy będzie narzekał, że dostaje za mało i walka będzie trwać bez końca. W tym przypadku najbardziej cierpi kultura. Dlatego lepiej, żeby państwo nie zabierało tyle np. w podatkach albo przynajmniej nie na taką skalę, ludzie sami dobrowolnie zadecydują, na co chcą przeznaczyć swoje pieniądze. Czy na sztukę czy na cele charytatywne.

I myślisz, że wtedy Polacy naprawdę zaczęliby inwestować właśnie w sztukę?

Simpson: Moim zdaniem tak. Z jednej strony musimy płacić niemałe podatki na państwowe monopole, biurokrację i rządowe eksperymenty - projekty, a z drugiej strony często wolimy je omijać i skorzystać z prywatnych usług. Czyli płacimy podwójnie. Nie dziwię się, że w takich warunkach ludzie mogą nie mieć ochoty inwestować w sztukę, bo w końcu jest to ostatnia na liście potrzeb.

Ten bunt wobec władzy to temat przewodni twoich prac, nie tylko murali, również obrazów, które będzie można zobaczyć na wystawie.

Simpson: Co prawda nie chodzi o bunt jako taki, a bardziej o ideę ograniczania roli państwa w życiu obywateli, ale tak, jeśli chodzi o treść, to moje murale niewiele różnią się od obrazów. Przy czym ściana rządzi się swoimi prawami. Trzeba posługiwać się trochę innym językiem niż w czystym malarstwie.

SimpsonSimpson "W Rząd Wierzący"/ materiały prasowe

Niektóre są naprawdę ostre. Jak „W Rząd Wierzący” czy „War macht frei”. Cukierkowe kolory kontrastują z treścią przekazu.

Simpson: War macht frei” nawiązuje do całej otoczki „wojny z terrorem”. Z drugiej strony pokazuje jak wojna jest przedstawiana przez propagandę - w prostolinijny i wyidealizowany sposób. Tymczasem np. w Stanach Zjednoczonych więcej żołnierzy popełniło samobójstwo na skutek powojennej traumy niż zginęło bezpośrednio w Iraku.

Z kolei obraz „W Rząd Wierzący” przedstawia dwie frakcje, podzielone tylko z nazwy na „lewicę” i „prawicę” oraz skłóconych wyborców, którzy wierzą, że dokonują jakiegoś wyboru. Dla mnie te frakcje specjalnie się od siebie nie różnią. W konsekwencji i tak chodzi o ten sam model rządzenia i możliwość sprawowania kontroli nad obywatelami, mówienia innym jak żyć. Różnice między tymi opcjami są głównie na poziomie kulturowym, np. kto może wziąć ślub, a kto nie, i jeszcze czerpać z tego tytułu pozorne przywileje. Moim zdaniem państwo nie powinno się tym zajmować i pozostawić takie decyzje sferze prywatnej.

SimpsonSimpson "War macht frei"/ materiały prasowe

Jestem pod wrażeniem, że jeszcze nie wyjechałeś z tego kraju.

Simpson: Nie jest fajne obserwować, jak znajomi opuszczają Polskę, bo nie mogą znaleźć tu dla siebie miejsca. Niestety powoli ten system gospodarczy zaczyna przypominać poprzedni, nie tylko u nas, ale również w całej Unii Europejskiej, która coraz bardziej wszystko chce centralnie wyregulować. Ma to swoje konsekwencje stąd w moich obrazach również znajdują się nawiązania do UE.

Street ArtSimpson "Gospodarka sterowana centralnie przez widzialne ręce rynku"/ materiały prasowe

Ty Adam również malujesz obrazy. W przeciwieństwie do tych Simpsona, bardzo różnią się one od twoich murali. Podejmujesz również całkiem inną tematykę niż Simpson.

Adam Walas: Simpson więcej mówi o polityce, ja więcej o „polactwie”. Wyśmiewam nasze polskie przywary, polskie piekiełko. Swój cykl nazwałem „Chlew powszedni” i to świetnie oddaje to, o czym opowiada. Choćby obraz „Taka ryba” przedstawiający pomnik Chrystusa w Świebodzinie. Pomnik ten nie ma żadnego uzasadnienia pod względem ani przestrzennym, ani estetycznym, ale ważne jest to, że jest to największy pomnik Chrystusa w Europie. Uwielbiamy mieć coś, co jest największe. I obraz właśnie pokazuje, jak „wielką rybę” udało nam się złowić.

Adam WalasAdam Walas "Taaaka ryba"/ materiały prasowe

Kolejny obraz szydzi z polskiego uwielbienia do piłki nożnej i przedstawia piłkarza z dwiema lewymi nogami. Wszyscy wiemy, jaka ta nasza polska drużyna piłkarska jest, ale to nie powstrzymuje nas, żeby wkładać o wiele więcej energii i również pieniędzy we wspieranie jej, a na przykład nie naszych wyśmienitych siatkarzy, którzy odnoszą naprawdę ogromne sukcesy.

Adam WalasAdam Walas "Dwie lewe"/ materiały prasowe

Jest i tęcza.

Adam Walas: Tak, tutaj wszystko jest jasne. Płomień w kolorach tęczy odwołuje się do instalacji na Placu Zbawiciela, której odebrano jej pierwotne znaczenie. Tęcza, która mogłaby mieć naprawdę bogatą symbolikę, która miała odwoływać się do przymierza człowieka z Bogiem, nagle została sprowadzona wyłącznie do symbolu ruchów LGBT.

Adam WalasAdam Walas "Tęcza"/ materiały prasowe

Jakie są nasze kolejne przywary?

Adam Walas: Zamiłowanie do ciuchów z metką. Na tym obrazie, który jest rekonstrukcją znaku, kryje się logo jednej z największych marek odzieżowych. Z jednej strony odwołuję się tutaj do ludzi, których znałem z osiedla, prostych chłopaków, pracujących fizycznie, dla których trzy paski to nie lada nobilitacja, ale z drugiej nawiązuję w ogóle do tego, ile pracy jesteśmy w stanie włożyć w to, żeby kupić ciuch z odpowiednią metką. Bo jak mamy taki ciuch, to nagle jesteśmy kimś.

Adam WalasAdam Walas "Ad_idas"/ materiały prasowe

Jest i weselej.

Adam Walas: Tak, choćby w przypadku obrazu „Parówka czy kabanos”. Zainspirował mnie mój kumpel, który na swoim blogu opisywał takie zwyczajne sytuacje z tej naszej polskiej codzienności, jednocześnie ukazując ich absurd. Ja robiłem ilustracje do tych wpisów. Okazało się, że ludzie to automatycznie odczytują - ten nasz parówkowy patriotyzm, że jak jest święto narodowe i dzień wolny, to co robi Polak - jedzie na grilla.

Adam WalasAdam Walas "Parówka czy kabanos"/ materiały prasowe

Problem.gov.pl w warszawskiej Galerii 18A na ul. Nowogrodzkiej 18 A (dzwonić pod 2). Wystawa potrwa do 7.03.2015.

Adam WalasAdam Walas "Trawnik"/ materiały prasowe

Więcej o:
Skomentuj:
Artysta: Znajomi opuszczają Polskę, bo nie mogą znaleźć tu dla siebie miejsca. Ten system gospodarczy zaczyna przypominać poprzedni [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX