"To się nie sprzeda, to musi być złote, wyglądać o tak? i pokazywano nam kiczowate gipsowe figurki syrenki", a one i tak stworzyły Wars Sawa Design

W miejscach turystycznych w Polsce panuje poprzednia epoka i chiński standard. Tzw. Siostry K. działają od niedawna, ale zdążyły już się nieco otrzaskać z trudną branżą produkcji pamiątek. Z tandemem odpowiedzialnym za projekty Wars Sawa Design oraz Love Poland Design rozmawiamy o tym, co w Warszawie można kochać i jak pokazać to innym.

Opowiedzcie Waszą historię.

Agata: Historia jest dość krótka, wszystko zaczęło się zaledwie półtora roku temu. Od dwóch lat nosiłam się z pomysłem marki Wars Sawa Design. Magda odeszła z pracy w korporacji i to był impuls do zmiany. Miałam pomysł, miałam nazwę, a także rozrysowane pierwsze projekty, brakowało tylko wspólnika, ponieważ wolę działać z kimś. I wtedy Magda powiedziała: dobra, robimy! I tak się zaczęło.

Ostatnio też przypomniałam sobie, że w szkole średniej, czyli 15 lat temu, na zajęciach z przedsiębiorczości przygotowałam bardzo podobny projekt, który teraz realizujemy, czyli właśnie koncepcję nowoczesnych pamiątek warszawskich. W tych pierwszych licealnych projektach towarzyszył mi pomysł, który dokładnie dzisiaj realizujemy w naszych markach. Chciałam, żeby wszystkie grafiki były rysowane ręcznie. I wtedy tak właśnie było. I co najfajniejsze tak jest i dzisiaj. Nasz styl - ręcznie rysowany, ilustratorski - jest naszym znakiem rozpoznawczym. I co ciekawsze, jak się okazuje, wiele rzeczy jest w nas, gdzieś głęboko, wystarczy tylko po nie sięgnąć. Ale prawdę mówiąc przypomniałam sobie o tej historii całkiem niedawno.

Dlaczego akurat Warszawa? Jesteście z Warszawy?

Agata: Jesteśmy rodowitymi warszawiankami, już kolejnym pokoleniem.

Magda: Tak, jesteśmy bardzo z Warszawą związane. Nigdzie indziej nie mieszkałyśmy dłużej, to już tworzy więź.

Agata: Chyba nawet nie chciałabym nigdzie indziej mieszkać!

Wars Sawa DesignWars Sawa Design - plakaty z serii Memories of PRL

Jak wyglądały początki Waszej firmy?

Agata: Oj, było ciężko, prawda, Magda?

Magda: Ale jak to? Kiedy było ciężko?

Agata: Ciężko było wejść do sklepów, w których chciałyśmy sprzedawać nasze produkty. Bo oprócz pomysłu i świeżości produktom brakowało wszystkiego - opakowania, kodów kreskowych, całego brandingu. Jak wyprodukowałyśmy pierwszą serię magnesów, to jakoś nie przyszło nam do głowy, że potrzeba czegoś więcej niż surowego produktu. Nie dlatego, że nie zdawałyśmy sobie z tego sprawy. Byłyśmy po prostu tak szczęśliwe, że udało nam się zrealizować i wyprodukować nasze pomysły, że po prostu o tym nie pomyślałam. Jak to sobie przypominam, to myślę: o rety...! A teraz, proszę, produkt jest estetycznie zapakowany, posiada kartonik z kodem kreskowym i informacją, jest w pełni obrandowany. Ale wtedy chodziłyśmy z surowymi, pierwszymi wersjami  magnesów i przekonywałyśmy „Może państwo by chcieli...” (śmiech).

Na szczęście, prawie wszyscy chcieli!

I się przebiłyście.

Agata: Ale nie było lekko. Nam się wydawało, że jest ogromne zapotrzebowanie na ładne rzeczy. A jednak w Polsce sprzedawcy nie przykładają do tego takiej wagi, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim byśmy chciały (śmiech).

Magda: Jesteśmy daleko za zachodnią Europą. Wiele razy spotkałyśmy się z tekstami: „Nie, to się nie sprzeda, to musi być złote, wyglądać o tak” i pokazywano nam kiczowate gipsowe figurki syrenki. Chińska cena i chiński standard.

Agata:  Zaczęłyśmy się orientować, że te miejsca turystyczne, w których obowiązywały chińskie standardy, to jest mur nie do przebicia. Czasami takie miejsca są gotowe na zmiany i wtedy nasze pojawienie się wnosi pewien powiew świeżości. W porażającej większości jednak, w miejscach turystycznych w Polsce panuje poprzednia epoka. Z tego też względu na początku zaczęłyśmy współpracować ze sklepami z designem. Tutaj już poszło dużo łatwiej: te firmy są nastawione na współpracę z takimi firmami, jak nasza, mają podobną filozofię działania i podobne wartości. Dla nas to była duża ulga, po pierwszym szoku, że wreszcie ktoś nas chce, zwłaszcza, że odbiór był bardzo pozytywny! Na szczęście i w miejscach turystycznych powstają już sklepy o standardzie europejskim, gdzie estetyka i design jest ważną rzeczą. Te zmiany zachodzą powoli ale dzięki temu możemy uczestniczyć w tym procesie od samego początku.

Wars Sawa DesignWars Sawa Design - pocztówka Warszawa moje miasto

Jeszcze niedawno sklepy przy muzeach obfitowały jedynie w albumy, ewentualnie pocztówki. Żadnych gadżetów, ołówków, kubków. A jeśli tak, to ze sztampowym, kiepskiej jakości zdjęciem i podpisem w beznadziejnym foncie.

Magda: Niby to się zmienia, można kupić na przykład fajną torbę. Ale nie widzę szybkiej i dynamicznej transformacji, nawet w tych przy muzealnych miejscach, które przecież dysponują niezłą przestrzenią i możliwościami ekspozycji. Od kiedy działamy, nie zauważyłyśmy znaczącej zmiany.

Agata: Wszystko się zmienia bardzo powoli. Nie mamy zbyt dużej konkurencji, może dlatego że to trudny rynek. A ostrzejsza konkurencja - mówię tu głównie o warstwie wizualnej i estetycznej projektu - wyznaczyłaby nowy standard, pokazałaby, że jest zapotrzebowanie. Chociaż coś już drga delikatnie, bo teraz nawet jesteśmy podrabiane!

To jest ponoć jakiś wyznacznik.

Magda: To niestety nie były "inspiracje”. Niektóre produkty były tak podobne, że czasami dostawałyśmy paczkę jako zwrot i orientowałyśmy się, że to nie jest nasz towar, wyobrażasz sobie?

Czyli jednak konkurencja!

Agata: My wyznajemy zasady fair play. Wierzymy, że każdy ma swoją "działkę” i robi to, co najlepiej mu wychodzi. Ale kiedy ktoś, kto wcześniej robił zupełnie coś innego, projektował w zupełnie innym stylu, sięga po nasze wzory...! No, taka sytuacja co najmniej dziwi.

A swoją drogą, spotykałyśmy się już z pytaniami, skąd bierzemy nasze grafiki. Wszystko to moje pomysły w wykonaniu naszego zespołu najzdolniejszych ilustratorek. I podkreślę, wszystkie grafiki są rysowane ręcznie, stąd ich niepowtarzalny ilustratorski wdzięk.

Jaki jest podział ról w Waszym tandemie?

Magda: Ja zajmuję się finansami, analizą. Po prototypach zajmuję się także produkcją. W tym czuję się najlepiej.

Agata: Magda jest umysłem ścisłym. Gdybym ja miała spędzić pięć godzin nad Exelem, to bym nie wytrzymała, co nie oznacza, że nie potrafię (śmiech). Ja zajmuję się zarządzaniem firmą i projektowaniem. Produkt zaczyna się i kończy na mnie, czyli od pomysłu po pełną realizację.

Wars Sawa DesignWars Sawa Design - plakaty z grafikami warszawskimi

Zaczęłyście od rysunków i grafik inspirowanych Warszawą. Dlaczego wybrałyście taki temat?

Agata: Nie pasowało nam to, że wokół tematu "Warszawa” nie powstają fajne rzeczy. A raczej, że powstaje ich zdecydowanie za mało. Wtedy był boom na design nowoczesny, bardzo minimalistyczny. A my chciałyśmy stworzyć coś, czego, według nas, brakowało: coś słodkiego, kolorowego, zabawnego, z przymrużeniem oka...

Magda: Czegoś w naszym stylu.

Agata: Dokładnie. Zauważyłam niszę i postanowiłyśmy ją zapełnić. Okazało się, że miałyśmy dobrą intuicję - zwolenników takiej Warszawy znalazło się sporo. A poza tym, Warszawa to przede wszystkim nasze miasto. Później pojawiły się inne, nowe projekty, związane z różnymi miastami Polski i z naszą kulturą oraz tradycjami, na przykład kulinarnymi. Tak powstała nasza druga marka Love Poland Design. A ja ciągle mam pomysły na nowe projekty.

Magda: Marka Love Poland Design powstała bardzo szybko, w ekspresowym tempie, głównie dzięki temu, że widać było zapotrzebowanie na naszą estetykę. Zresztą z Polską również czujemy się bardzo związane i ciekawią nas inne miasta.

Pogadajmy jeszcze chwilę o Warszawie. Co Was w niej najbardziej inspiruje, a czego najbardziej w niej nie lubicie?

Chórem: O rety! Temat rzeka!

Agata: Najbardziej lubię różnorodność. Chyba obie ją lubimy, prawda...?

Magda: Ja to nie wiem, czy się w ogóle wypowiem na ten temat (śmiech). Lubię stary Mokotów (śmiech). Ale na poważnie, tak, są miejsca i klimaty, które uwielbiam: właśnie stary Mokotów, jego kamienice i uliczki, nieuregulowaną Wisłę i to, że można tam latem usiąść na piasku, i Stadion Narodowy, który znajduje się tuż obok. Ale jest tyle rzeczy, z których nie jestem zadowolona, które mnie zwyczajnie smucą. Chyba nie chcę o tym mówić.

Love Poland DesignLove Poland Design - seria plakatów z przetworami

Te sprawy, które was smucą, martwią czy niepokoją, nie zmieniają się na lepsze?

Agata: Zmienia się za mało.

Magda: I za wolno! Jakby nigdy się to miało nie zmienić!

Agata: Odnoszę takie wrażenie, że nikomu na Warszawie nie zależy. Spotykamy się z przedstawicielami rozmaitych instytucji, którym nasze produkty, mogłyby się przydać do najróżniejszych celów i widzimy, że - niestety - im na estetyce nie zależy, a w każdym razie nie w pierwszej kolejności. Nam zależy, dlatego tworzymy takie rzeczy. Nie wspomnę już o totalnym bezładzie architektonicznym w mieście. Tragedia!

Często pojawia się u Was Pałac Kultury i Nauki. Z przymrużeniem oka, ale przecież dla niektórych to kontrowersyjny obiekt. Macie nostalgiczną naturę?

Magda: Na początku Pałacu było faktycznie bardzo dużo. Teraz mamy już około setki warszawskich projektów. Ostatnio sięgnęłyśmy na przykład po legendy warszawskie, pojawiły się wzory ze złotą kaczką. Lubimy też budynki i stąd kolejne najnowsze realizacje czyli produkty z Łazienkami czy Rotundą.

Agata: Tak, nasze pierwsze wzory to był Pałac. To wynika z tego, że nam Pałac Kultury nie kojarzy się z wmuszonym Warszawie radzieckim "darem”. Dla nas jest on pozostałością po jakichś czasach: naszego dzieciństwa i młodości naszych rodziców. Stąd wypłynęła seria pocztówek Memories of PRL. Wiadomo, politycznie - beznadziejny okres. Ale nasi rodzice mają z tego czasu wiele fajnych wspomnień, zupełnie prywatnych. To widać na zdjęciach. Aż się prosi, żeby to pokazać, podzielić się tym.

Na Waszą pierwszą serię złożyły się właśnie zdjęcia z rodzinnego albumu, przerobione na pocztówki z zabawnym komentarzem.

Magda: Tak, to zaskakujące, jak to szybko poszło. My jesteśmy na niektórych z tych zdjęć, tam są też nasi rodzice, ich znajomi...

Agata: Ta seria jest nam bardzo bliska. Ale prawdą też jest, że już pochodzimy to niej bardzo rzeczowo, nawet już nie widzimy siebie na tych zdjęciach tylko "dziecko" (śmiech).

 

Love Poland DesignLove Poland Design - grafiki polskie

Zdjęcia Wam się nie skończą?

Agata: Nie ma obaw, zdjęć mamy mnóstwo. Myślimy też o rozpisaniu konkursu,

którego celem będzie stworzenie nowej serii pocztówek.

Mam poczucie, że warszawiacy - rodowici i przyjezdni - są coraz bardziej dumni z Warszawy. Stolica przestała być sypialnią z miejscem do pracy, stała się miejscem do życia, mieszkania. Nie boicie się, że wasza misja promowania pięknej, zabawnej Warszawy kiedyś się skończy?

Agata: Tak, 5-10 lat temu Warszawa była przystankiem do Europy zachodniej. Dużo się zmieniło pod tym względem, w naszej "warszawskiej” mentalności. Cóż, może i kiedyś nasza misja się skończy, przynajmniej jeśli chodzi o pokazywanie warszawiakom i Polakom ich miast i tradycji w wersji kolorowej i humorystycznej. Ale my myślimy bardzo szeroko.

Do kogo chcecie trafiać? Jaka jest wasza grupa docelowa? W jakim kierunku zamierzacie się rozwijać?

Agata: Niedługo ruszy nasz sklep internetowy, właśnie się przeprowadziłyśmy do tego lokalu, w którym powstanie też punkt sprzedaży i odbioru zamówień. Myślimy ciepło o komforcie naszych klientów. Ale ja przyznaję, że myślę jeszcze dalej, o Europie. Staram się podróżować, co bardzo mnie inspiruje, wciąż mam nowe pomysły. Na szczęście Magda przywołuje mnie do porządku i organizuje naszą pracę (śmiech) - pilnuje, żebym kończyła to, co zaczęłyśmy.

Projektowo mam pomysły na kolejne dziesięciolecia( śmiech). A na poważnie - rozwijam mocno serie miast na Polskę, powstają projekty związane z Toruniem, Rzeszowem i Wrocławiem. A patrząc jeszcze szerzej - marzy mi się i seria miast europejskich, w którą oczywiście włączyłabym Warszawę.

Magda: Z jednej strony, tworzymy nasze rzeczy z myślą o warszawiakach, którzy Warszawę kochają, albo się z nią oswajają. To jest ciekawe, bo obserwujemy, jak rosną potrzeby estetyczne, jak się zmieniają. Widać na przykład, że klienci pragną otaczać się przedmiotami związanymi nie tylko z Nowym Jorkiem, Paryżem czy Londynem - Warszawa też zaczyna być „ikoną”. Tamte miasta mają świetny PR i marketing. Znamy je, zanim w ogóle tam pojedziemy. A gdy już tam jesteśmy, to zdajemy sobie często sprawę z tego, że wcale nie chcielibyśmy tam mieszkać.

Wars Sawa DesignWars Sawa Design - pocztówka z serii "Memories of PRL"

Nie lubię Paryża, jedno wielkie muzeum.

Magda: Właśnie o tym mówię! Paryż jest piękny i wyśmienicie wypromowany. Jadąc tam wiemy nawet, jak powinniśmy się tam czuć. Warszawie brakuje takiej promocji. Więc naszym odbiorcą są też ludzie, którzy Warszawę tylko odwiedzają i dostrzegają w niej to, co my i inni jej mieszkańcy. A potem, jak już wrócą do siebie to zamiast czarno-białego zdjęcia z wieżą Eiffla powieszą sobie na ścianie plakat z Pałacem Kultury albo warszawską syrenką. I ta misja chyba nie zakończy się nigdy. Tak samo, jak nie wyczerpie się magia Paryża.

Agata: Niestety, przy promocji Warszawy nie mamy takiego wsparcia jakie mają artyści innych miast europejskich.

Magda: Ale za to przyjeżdża coraz więcej turystów, a oni szukają bardzo różnych pamiątek. Nie chcą kiczowatej figurki, tylko ładny przedmiot, najlepiej użytkowy i lokalnie wyprodukowany.

Agata: I dzięki temu trafiają na nasze produkty.

Wars Sawa Design i Love Poland Design to polska produkcja od początku do końca?

Agata: Tak, produkujemy wyłącznie w Polsce. Jest to dla nas bardzo ważne. Wspieramy lokalną produkcję i bardzo dbamy o jakość. Nasze produkty są takie, jakie same chciałybyśmy mieć.

Magda: Na szczęście nasi Klienci to doceniają.

 

Love Poland DesignLove Poland Design - przypinki z polskimi potrawami

Macie pozytywne zaskoczenia po dwóch latach na rynku?

Agata: Tak, mamy kilka sukcesów sprzedażowych. Udało nam się przekonać kilku bardzo fajnych Klientów do naszych produktów i do zmiany dotychczasowego asortymentu na bardziej nowoczesny.  Czasami trwało to bardzo długo, ale jak się okazuje sprzedaż zaczęła im wzrastać, dzięki wprowadzeniu naszych produktów, więc nasze przekonywanie zaczęło mieć ekonomiczne skutki odczuwalne przez Klienta bezpośrednio. Najfajniej jest zatem, jak projekty się Klientom podobają i że się sprzedają.

Magda: Teraz ruszamy w Polskę. Dużo pracy przed nami.

Agata: Dużo. Czujemy się czasami jak katarynki. Ciągle nakręcone, ciągle coś robimy. Ale  przynosi nam to dużo radości i satysfakcji, bo mimo ciężkiej pracy - jak pojawiają się efekty, to jest naprawdę fajnie, jest duma.

 

Wars Sawa DesignWars Sawa Design - przypinki warszawskie

*Grafiki pochodzą z katalogów Wars Sawa Design i Love Poland Design

Więcej o:
Skomentuj:
"To się nie sprzeda, to musi być złote, wyglądać o tak? i pokazywano nam kiczowate gipsowe figurki syrenki", a one i tak stworzyły Wars Sawa Design
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX