- Mieszkańcy Miasteczka Wilanów to na pewno nie są lemingi. Świadoma, aspirująca klasa średnia. Wielu rdzennych warszawiaków - mówi nam Jan Śpiewak [WYWIAD]

Daria Dziewięcka
24.11.2014 09:10
A A A
Jan Śpiewak

Jan Śpiewak (Fot. Agata Grzybowska/ AG)

Z Janem Śpiewakiem, liderem Miasto Jest Nasze spotykam się pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów samorządowych. Dokładnie tego dnia, w którym dowiadujemy się, że może on zostać burmistrzem Śródmieścia. Mało kto wie jednak, że kandydat na burmistrza Śródmieścia pisze doktorat o Miasteczku Wilanów.

Czy chciałbyś mieszkać w miasteczku Wilanów?

Nie. Ja bym chciał mieszkać w Śródmieściu (śmiech).

To skąd pomysł na doktorat?


Interesuję się miastem, socjologią miasta oraz polską klasą średnią . Jej zachowaniami, stylem życia. Pracę magisterską pisałem o Pradze Północ. O gentryfikacji, czyli o wypieraniu biedniejszych osób przez klasy wyższe. Co na szczęście, na Pradze Północ dzieje się tylko częściowo. Pisałem o tym, jak ta klasa średnia zachowuje się, co lubi, czego nie lubi i jak to wygląda w konkretnej przestrzeni.

A miasteczko Wilanów jest miejscem symbolicznym. Tak jak w latach 50. była Nowa Huta czy w latach 70. Ursynów, tak w III RP pojawiło się miasteczko Wilanów. Jest miejscem, które zostało stworzone od podstaw - tam wcześniej były tylko Pola Wilanowskie.

Ucieleśnia ono zmiany, które zaszły w Polsce w ciągu ostatnich 15-20 lat. Miasteczko Wilanów to trochę historia polskiej transformacji i sukcesu pewnej grupy społecznej.

Przez pryzmat miasteczka Wilanów można bardzo dużo powiedzieć o współczesnej Polsce i klasie średniej, której się udało.

Miasteczko WilanówDariusz Borowicz/ AG

A jaka to jest grupa, która tam mieszka? Jak byś scharakteryzował mieszkańców?

Ludzie, którym się udało. Zwykle pracują w korporacji, wielu z nich w tzw. mordorze, czyli na Służewcu Przemysłowym. Jest też dużo osób z wolnymi zawodami, architektów. Są pod czterdziestkę albo już po czterdziestce. Zwykle mają dzieci.

Na tych ludzi pierwszy raz zwróciłem uwagę cztery lata temu podczas wyborów samorządowych, kiedy wystawili swój komitet. Powiedzieli wtedy, że teraz muszą zabrać się za pewne sprawy, których Platforma, partia rządząca dzielnicą, nie załatwiła. To było takie „weźmy się w garść, żeby coś załatwić”. Mam wrażenie, że tam - jak na warszawskie warunki - istnieje dość duże poczucie wspólnoty. To poczucie zostało stworzone dzięki temu, że oni wspólnie borykali się z ogromnymi problemami: brakiem szkół, dróg itd. Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów powstało po to, żeby dołączyć trochę Miasteczko Wilanów do miasta. Moi rozmówcy - ci co mniej lubią miasteczko Wilanów mówią, że czują się tam jak na przedmieściu amerykańskim, a ci co bardziej, że jest jak w miasteczku w Bawarii - wszystko jest ułożone. Że to nie jest Polska - nagle nie ma reklam, wszystko jest sprzątnięte, wygląda to naprawdę bardzo zachodnio-europejsko.

W miasteczku nie ma zgody na reklamę, banery. W niektórych wspólnotach nawet kolor rolet jest zapisany w regulaminie domu. Chęć porządku i harmonii jest bardzo duża i stanowi kontrapunkt do tego, co dzieje się w innych częściach miasta. A na środku dzielnicy stoi ogromna Świątynia Opatrzności Bożej. Jeszcze nie zdążyłem przeprowadzić wywiadów z księżmi, którzy tam pracują, a jestem bardzo ciekawy relacji, jakie panują pomiędzy nimi a mieszkańcami.

Czy to jest jeszcze dzielnica czy już osobne miasto w Warszawie? Czy miasteczko w ogóle potrzebuje Warszawy?


Potrzebuje Warszawy, bo pracuje w Warszawie. Ale to jest coraz bardziej autonomiczna, samodzielna dzielnica. Powstają tam biura. Założenia twórców były takie, żeby można było nie opuszczać tej dzielnicy, że nie jest to taka klasyczna sypialnia.

Gdzie mieszkańcy robią zakupy, spędzają czas wolny? W Warszawie czy w Wilanowie?

Tam na razie nie ma parku publicznego, więc mieszkańcy chodzą do Lasu Kabackiego, Powsina, do ogrodów przy Pałacu w Wilanowie. Nie ma placów, nie ma przestrzeni publicznej. Powstał tam pierwszy prywatny park w Polsce. Pod tym względem miasteczko jest ułomne, nie udało się. To pokazuje słabość władzy samorządowej w Polsce i pokazuje, że  nie ma tam gdzie spędzać czasu. Dlatego wszyscy czekają tam na otwarcie powstającej galerii handlowej. Ona też będzie ciekawą inwestycją, bo ma być galerią zbudowaną na innych zasadach - przynajmniej zgodnie z tym, co mówi inwestor - niż dotychczasowe. Te starsze są odwrócone od miasta, są pudłami bez okien. Przez galerię w Wilanowie można będzie przejść przez 24 godziny na dobę. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom zmieniających się gustów klasy średniej - ludzie nie chcą spędzać czasu w zamkniętej galerii handlowej, tylko chcą wyjść na kawę na dworze, cieszyć się pięknym widokiem, słońcem. I rynek na to odpowiada.

Naprawdę jest tak różowo, że wszystko tam jest?

Druga część tej historii to historia uwłaszczenia się. Krauze kupił ten teren od państwowej uczelni a obecnie domaga się więcej od samorządu warszawskiego za same drogi niż kwota, za którą dostał grunt. Czyli de facto dostał za darmo ten cały teren. W Polsce prawo premiuje deweloperów. To na samorząd spada w Polsce całość kosztów budowy infrastruktury społecznej i technicznej. To my musimy zapłacić, żeby na osiedlu była droga, żeby był autobus. Oprócz tego, że płacimy ukryty podatek w postaci wysokooprecentowanych kredytów hipotecznych, mamy najdroższe mieszkania w Europie, jeśli chodzi o marże deweloperskie, to jeszcze po tym mamy kolejny podatek w postaci płacenia za tę infrastrukturę. W miasteczku Wilanów powstało chyba najdroższe przedszkole w Polsce, bo trzeba było wykupić grunt od prywatnego inwestora, który zażądał za teren ogromnych pięniędzy. To pokazuje patologię życia samorządowego w Polsce. To jest transfer publicznych funduszy z samorządu do bardzo wąskiej grupy ludzi. Dlatego też nie powstają planu zagospodarowania przestrzennego, bo one się po prostu samorządom nie opłacają.

Kolejna ciekawa rzecz - jak się projektuje mieszkania. Niektóre mają szerokie korytarze, ogromne garderoby, które nie są do niczego nikomu potrzebne, ale deweloperzy robią je, żeby sprzedać jak najwięcej metrów. To też się zmieniło. Osiem lat temu było mnóstwo takich przykładów metrów „upchanych” na siłę, bo kredyty mieszkaniowe były tanie, a teraz te mieszkania próbuje się zmniejszać i dzielić. Inwestycje, które były planowane na trzy, cztery pokoje, 80-90 metrów, teraz stają się 40-metrowymi kawalerkami. Przez co dzieje się tak jak w domu, w którym mieszkają moi znajomi - mieli mieć ogród przed oknami, a mają parking na powierzchni, bo w inwestycji ze 100 mieszkań zrobiło się 150 i trzeba było dorobić 70 miejsc parkingowych. Ludzie, którzy mieszkają w miasteczku od dawna mają nagle wrażenie, że robi się z niego betonowa pustynia. Standard w nowych domach też jest już dużo niższy. Na początku był np. kamień na elewacjach, szerokie klatki schodowe, wyglądało to dość luksusowo, a teraz coraz bardziej to przypomina standard warszawskich przedmieść.

Tylu rzeczy tam nie ma, jest daleko do centrum a mieszkania nie są wcale najtańsze, czemu tyle osób chce tam mieszkać?

Nie jest wcale tak daleko od centrum, jeśli masz samochód. A tam właściwie wszyscy mają samochody. Do centrum jedzie się dość szybko, połączenie nie jest złe.
Z jednej strony mieszkają tam ludzie, którzy - przynajmniej tak wynika z mojego badania - przyjechali do Warszawy, czyli w cudzysłowie słoiki i ludzie, którzy mieszkają w Warszawie od dawna. I tych rdzennych mieszkańców Warszawy jest - co może zaskakiwać - mniej więcej połowa. Pochodzą z Konstancina, Stegien, Wilanowa i Ursynowa - z tych miejsc Warszawy jest ich najwięcej. To są ludzie, którzy mieszkali wokoło i myśleli o miasteczku Wilanów jako o takim lepszym Ursynowie. Mają blisko do rodziny.

Z drugiej strony stworzono wizerunek prestiżowego, zamkniętego osiedla, będącego czymś zupełnie nowatorskim na rynku warszawskim. Były założenia urbanistyczne, planowanie, miały być parki. To też ludzi przekonuje - że nie ma tego chaosu, jest ludzka skala tej zabudowy. Zgodnie z nowym urbanizmem - wszystko jest kameralne, wszystkie usługi oddalone 5 minut na piechotę. Pierwsze szkice miasteczka powstały pod koniec lat 80. jako kontra do tego, co budowano w latach 70. i 80. Inspirowano się Żoliborzem, wewnętrznymi podwórkami, pomysłem tzw. „przestrzeni obronnej” - w której jest miejsce na przestrzeń publiczną i półpubliczną. Ta druga to właśnie podwórka i tam toczy się życie mieszkańców, tam tworzą się więzi. To trochę działa tak faktycznie. Ci którzy się wychowali na podwórkach, wiedzą, o co chodzi.

Trzecia rzecz, jeśli masz dzieci, to chcesz zwykle mieszkać w nowym domu a najwięcej mieszkań buduje się na Białołęce i w Wilanowie. Białołęka ma taką opinię, pewnie częściowo niezasłużoną, że jest dzielnicą, która jest źle zaprojektowana i z wielu powodów nie jest dobra do życia. Politycy pozwoli na środku pola wybudować osiedla i o niej zapomnieli. A teraz są problemy, korki. Miasteczko Wilanów jest trochę produktem premium. Jest lepszy dojazd do centrum, lepsza architektura. Na pewno było tworzone dla klasy średniej wyższej.

Miasteczko WilanówFot. Adam Stępień/AG

Jest dla ludzi aspirujących?

Tak, dla ludzi aspirujących. I tych, którzy dobrze zarabiają. To są raczej ludzie, którzy mogliby wybierać pomiędzy mieszkaniem na Starym Mokotowie, a tam, a wybierają tam, bo tam mają przedszkole, bezpieczeństwo, ciszę i windę.

I nie brakuje im prawdziwej tkanki miejskiej?

Myślę, że brakuje, ale ona też powstaje. Cztery lata temu, jeśli chodzi o usługi, to tam nic nie było, a teraz na każdym rogu jest sklep, market, mnóstwo knajp, kawiarnie. Infrastruktura usługowo-handlowa jest. Brakuje przestrzeni publicznej, parków, placów.

Kultury?

Brakuje kina, chociaż blisko jest do tego w Sadyba Best Mall,  niedaleko jest Pałac w Wilanowie. To nas prowadzi do kolejnej interesującej sprawy - jak już wspominaliśmy, to są ludzie, którzy jeżdżą samochodem, a jednocześnie Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów, które wygrało wybory, jako jeden z postulatów stawia autobus do Wilanowa, a teraz też tramwaj. Ta klasa średnia mówi: my chcemy usług publicznych. Nie chcemy się zamykać w samochodach i na osiedlu, chcemy publicznego żłobka, szkoły i transportu. Panuje nastawienie: płacę podatki, jestem obywatelem, to wymagam. To charakterystyczne dla tej klasy średniej, której się udało, że jest ona bardzo świadoma: na to się umówiliśmy, to tego oczekujemy. Nie możecie nam dmuchać w kaszę, chcemy mieć, to co było obiecane. I dlatego powstało właśnie Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów. Oni powiedzieli, że tak nie może być, że np. nie ma szkoły obok, że nie ma chodnika, jest tylko błoto. I wzięli sprawy w swoje miejsce. I wygrali wybory w mateczniku Platformy.

Przestali być lemingami?

Nigdy nie byli. Nigdy nie lubiłem tego słowa. Uważam, że słowo „słoiki” jest ok., bo jest w nim jakieś ukryte ciepło, skojarzenie z rodziną, a w lemingu już tego nie ma. I oni nie są lemingami. Są bardzo świadomymi obywatelami, którzy domagają się swojego i walczą o swoje. Mają najwyższy poziom frekwencji wyborczej, ale też dzietności, umiejętność zrzeszania się i działania razem. To wszystko pokazuje, że stereotyp leminga jest bardzo krzywdzący.

Porzucili PO, bo ta nie zapewniła im rzeczy, których potrzebują?

Tak. Porzucili na poziomie dzielnicowym. To bardzo silny komunikat dla Platformy - traci kontakt ze swoimi wyborcami. Przestała reprezentować interesy klasy średniej. Zaczęła reprezentować interesy grup kapitału, głównie deweloperów i firm budowlanych czy biznesu reprywatyzacyjnego, a nie klasy średniej. A ta chce jasnych, równych dla wszystkich zasad gry. Ma poczucie sprawiedliwości społecznej.

Dlaczego Miasto Jest Nasze nie startowało w Wilanowie?

Bo współpracujemy ze Stowarzyszeniem Mieszkańców Miasteczka Wilanów. Oni robią świetną swoją robotę, sami o sobie mówią jako o ruchu miejskim i nim są. I mam nadzieję, że będziemy dalej współpracować.

Miasteczko WilanówwFot. Dariusz Borowicz/ AG

Czy mieszkańcy miasteczka traktują to jako miejsce mieszkania na stałe czy jako tymczasowe, do zmiany za kilka lat?

Jest bardzo duża różnica między tymi którzy posiadają tam mieszkania, a tymi którzy wynajmują. Właściciele deklarują, że dobrze im się tam żyje, jest wygodnie, są zadowoleni, chcą tam zostać, to miejsce docelowe. Ewentualnie, jeśli mieliby więcej pieniędzy, dzieci, to chcieliby wyprowadzić się na przedmieścia np. do Konstancina.

Ci, którzy wynajmują, mają zupełnie inną perspektywę. Często są to ludzie po prostu młodsi i dla nich jest to sypialnia, w której muszą dotrwać do innego punktu życia.

A tych właścicieli jest większość?

Wydaje mi się, że więcej osób kupiło tam mieszkania. Tylko, że większość zapewne na kredyt. To sprawia, że trochę osób jest w pułapce tych mieszkań, zwłaszcza ci którzy kupowali w górce. Miałem dużo takich rozmów, w których ludzie dzielili się poczuciem „wpuszczenia” w te mieszkania przez deweloperów tymi przysłowiowymi wielkimi garderobami i korytarzami. Oni przeliczyli swoje możliwości. Oczywiście, zwłaszcza ci którzy wzięli kredyty we frankach. W wielu przypadkach czują się trochę więźniami tych mieszkań. Ale fakt, że jest tam mnóstwo dzieci, pokazuje raczej, że ludzie patrzą raczej z optymizmem w przyszłość.

A czy znają swoich sąsiadów?

Tak. Dzieci są tak tematem, który łączy. Są tematem rozmów, ale wspólnie się je odprowadza do przedszkola czy szkoły. Jest pomoc sąsiedzka, która rodzi się wokół dzieci i opieki nad dziećmi. Bardzo wielu moich rozmówców też wysyła dzieci do szkół państwowych, nie prywatnych. Mają zdrowe podejście do tego, co samorząd może dać.

Ale nie przeprowadzisz się?

Kocham Śródmieście i tę starą miejską tkankę i nigdy bym się nie zdecydował na mieszkanie w nowym budownictwie.

Zobacz także
  • Cezary Polak - szef klubokawiarni  Kicia kocia "Grochów jest stolicą Polski" - mówi nam zakochany w Grochowie Cezary Polak [WYWIAD]
  • Białołęka z lotu ptaka "Białołęka: Tu żyje pokolenie nowych warszawiaków" [WYWIAD]
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane