"Grochów jest stolicą Polski" - mówi nam zakochany w Grochowie Cezary Polak [WYWIAD]

Igor Nazaruk
18.11.2014 09:00
A A A
Cezary Polak - szef klubokawiarni  Kicia kocia

Cezary Polak - szef klubokawiarni Kicia kocia (Albert Zawada/ AG)

Z Cezarym Polakiem, dziennikarzem, a od dwóch lat szynkarzem prowadzącym grochowską klubokawiarnię Kicia Kocia rozmawiamy o Grochowie, jego historii, przyszłości i o tym, dlaczego dziś warto zamieszkać w tej dzielnicy.

Grochów się budzi z przepicia?

I już nie zaśnie.

Jak smakuje Grochów?

Rurkami z bitą śmietaną z Wiatraka oraz oranżadą z Olszynki Grochowskiej. Ta druga firma działa od lat 40. XX wieku. To jedyna wytwórnia tzw. „wód gazowanych” w Warszawie, która przetrwała wszystkie zawirowania polityczne i gospodarcze powojennej Polski. To żywa historia stolicy, element dziedzictwa kulinarnego naszego miasta. Grochów ma też smak piwa z nieistniejącej restauracji Zagłoba, którą opisał Andrzej Stasiuk. W knajpie było tylko 20 kufli, trzeba było stać w kolejce po szkło i pić szybko, bo następni czekali. Stasiuk przesiadywał w tym barze, podsłuchiwał rozmowy facetów mocujących się z życiem. Jak mówi, między innymi dzięki tym seansom został pisarzem.

Rurki z Wiatraka

Fot. Praga Południe XX wieku

Większości Polaków Grochów kojarzy się z bitwą.

Z Bitwą Grochowską, najbardziej krwawą w powstaniu listopadowym.

Ale czy pamięć o miejscu zawsze ma się kojarzyć z bitwą, krwią, cierpieniem za ideały?

Uważam, że nie, ale taka narracja na Grochowie dominuje. Prawie wszystkie parki w naszej okolicy noszą nazwy związane z historią narodowo-wyzwoleńczą. Czczeni i honorowani są tylko żołnierze, ale przecież wojny i bitwy to tylko część przeszłości tego fragmentu miasta. Grochowiacy bili się o niepodległość nie tylko z bronią w ręku. Walczyli o wolność ekonomiczną i gospodarczą. Na przykład na legendarnym „Szembeku”, targowisku przy ul. Zamienieckiej, pierwszym bazarze powojennej Warszawy, który powstał zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej, jesienią 1944 roku. Bohaterami godnymi upamiętnienia są wspomniani producenci rurek z bitą śmietaną czy oranżady. Grochowscy rzemieślnicy, którzy wygrali bitwę o handel w czasach stalinowskich, przetrwali trudne dla prywatnej inicjatywy czasy Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego. Oparli się nawet międzynarodowym korporacjom spożywczym, które zdominowały nasz handel po 1989 roku.

Róg ul. Majdańskiej i Grochowskiej 1939 rok Fot. Praga Południe XX wieku

Wychowałeś się na Grochowie?

Jestem słoikiem z małego miasta na wschodzie Polski. Czyli w pewnym sienie jednocześnie stuprocentowym grochowiakiem. Mieszkańcy Grochowa to w dużej mierze słoiki lub potomkowie słoików, którzy przyjechali tu za pracą. Ja też. Chciałem się totalnie wgryźć w warszawskość i postanowiłem kupić mieszkanie w przedwojennej kamienicy. Mieć lokum z oknami skrzynkowymi, starymi drzwiami, mosiężnymi klamkami. Przez 10 miesięcy obejrzałem ponad sto mieszkań. Mogłem zrobić interes życia i kupić od znajomej mieszkanie w zabytkowym domu przy ul. Dynasy. Chciała za metr tylko trzy tysiące złotych. W krótkimi czasie ceny poszybowały w górę. Dziś metr kwadratowy w tej kamienicy kosztuje nawet 20 tysięcy. zł.

To dlaczego wybrałeś Grochów?

Mieszkanie przy Dynasy zostało wyremontowane i pozbawione przedwojennych elementów. Przypadkiem znalazłem ofertę sprzedaży jeszcze tańszego, klimatycznego starego mieszkania w modernistycznej kamienicy przy Al. Waszyngtona. Zdecydowałem się na kupno. Potem chciałem się czegoś dowiedzieć o Grochowie. Moja znajomość okolicy ograniczała się do wiedzy na temat bitwy grochowskiej i Kica. Zacząłem szperać w bibliotekach i uświadomiłem sobie, że w bliskiej okolicy mieszkali i pracowali ważni dla mnie pisarze: Edward Stachura, Miron Białoszewski, Marek Bieńczyk i Andrzej Stasiuk. Poznałem rodzinę Baliszewskich, która nieprzerwanie od XVIII wieku jest związana z Grochowem. Zafascynowała mnie jego peryferyjność.

Ul. Wiatraczna róg Szaserów 1970 rFot. Praga Południe XX wieku

Kupiłeś mieszkanie dzięki pisarzom, historiom, które usłyszałeś?

Nie tylko. To dzielnica, która jest fragmentem tej przedwojennej, wielkomiejskiej Warszawy, nowoczesnej, funkcjonalnej o której marzył Stefan Starzyński. Mój francuski przyjaciel, fotograf Jean-Marc Moser, który na Grochowie znalazł temat dla swojej twórczości, twierdzi, że okręcając się wokół własnej osi na rondzie Wiatraczna, można prześledzić, jak się kształtowała historia XX-wiecznego miasta. Mamy to ceglaną piekarnię, obok przedwojenną czynszówkę, pawilony handlowe z lat 50., później budynek, który architekturą przypomina miks Ursynowa z Sao Paolo, potem neorenesansowy Dom Słowa Bożego, dalej bazar, który wyrósł po 1989 r., Universam Grochów, czyli pierwszą PRL-owską galerię handlową, peerelowskie kaskadowce z wielkiej płyty, kondominium mieszkaniowe z lat 90., biurowiec ze szkła i granitu, kamienicę z lat 30., której ściana służyła za ekran pierwszego kina powojennej Warszawy. Na szczytowej ścianie kolejnej czynszówki do niedawna znajdował się jedyny w czasach PRL trójwymiarowy mural z gigantyczną skorupą kurzego jaja, reklamujący zakłady Poldrob.

(Rondo Wiatraczna wraz z petla tramwajowaFot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Młodzi grochowiacy, czyli w większości słoiki tak, jak ty, próbują zachować warszawskość?

Sporo młodych ludzi kupuje lub wynajmuje mieszkania w starych kamienicach i wchodzą z nową energią w Grochów. W dużej mierze to oni inspirują starszych, zachęcają do szukania korzeni swojej okolicy, odkrywania jej niesłychanie ciekawej choć nieoczywistej przeszłości. Kilka lat temu na ulicy Dubieńskiej oryginalne przedwojenne latarnie pastorały zastąpiono nowymi. Nikt z mieszkańców nie protestował, nie zainteresował się ich losem. Ostatecznie zostały ustawione przy ul. Rybnej na Kamionku. Dziś ci młodzi grochowiacy nie pozwoliliby zabrać sobie zabytkowych ostańców.

To są ci nowi warszawiacy?

Oni wchodzą w interakcję z warszawskością, redefiniują miasto. Na przykład odkrywają historię najbardziej niezwykłego na terenie Europy kibucu przygotowującego Żydów do emigracji do Palestyny. Kibuc istniał na terenach dzisiejszego osiedla Ostrobramska. To tam zaczęła się artystyczna historia jidysz. Reżyser Józef Green, który na Grochów przyjechał z Los Angeles, budował tu dekoracje z hollywoodzkim rozmachem. Na potrzeby filmu „Błazen purymowy” wzniósł rynek sztetla. Jednak mimo niesłychanie ciekawej przeszłości ciągle dominuje wśród warszawiaków stereotyp Grochowa jako ziemi jałowej.

 

ul. Witolińska lata 80. Fot. Praga Południe XX wieku

Warszawiacy myślą, że Grochów jest na końcu świata, hen, hen za Wisłą?

Jeszcze do lat 80. to były peryferia Warszawy. Andrzej Stasiuk pisze o furmankach ciągnących ulica Grochowską. W połowie tamtej dekady komunistyczne władze miasta, za karę wyrzuciły z Nowego Świata Jana Pietrzaka. Postanowili go zesłać tak daleko, żeby nikt już na jego kabaret nie przychodził. Pietrzak zainstalował się w kawiarni Olszynka w Universamie Grochów. Po roku Pietrzaka  stamtąd wyrzucono, bo ludzie jednak tłumnie przyjeżdżali na antyreżimowy kabaret. W Olszynce bywał nawet ekspremier Józef Cyrankiewicz z ochroniarzami. Ale sama ta nieudana próba zesłania Pietrzaka na „dalekie peryferia Warszawy” - tak o rondzie Wiatraczna pisała ówczesna prasa - pokazuje jak władze postrzegały Grochów.

Universam Grochów Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

Czy coś się od tej pory zmieniło?

Zaczyna się robić moda na Grochów. Ludzie dostrzegają, że stosunkowo tanio można tu kupić świetne mieszkania w kamienicach z lat 20-30. Ciche, wysokie, doświetlone. Że jest blisko do centrum.  Że nareszcie powstają kawiarnie i knajpki, w których można pokrzepić się nie tylko rzemieślniczym piwem i dobrym espresso, ale także obejrzeć film, spotkać się z pisarzem, posłuchać jazzu. Pojawili się aktywiści, realizujący na Grochowie wartościowe kulturalne i społeczne projekty.

Filip Springer pokazał Polakom i warszawiakom najdziwniejszy budynek mieszkalny powojennej Polski

Tak - Przyczółek Grochowski. Niesamowity przykład utopii architektonicznej w wydaniu mieszkaniowym. Warszawiacy wreszcie dostrzegli, że mają w mieście leżący wieżowiec, najdłuższy budynek mieszkalny w Europie (1400 m długości), tylko, że załamujący się pod kątem. Dłuższy od „Deski” przy Kijowskiej (500 m długości) i gdańskiego Falowca (800 m). Stowarzyszenie Flâneur (z języka francuskiego - spacerowicz, obserwator, badacz, red.) zrealizowało cykl imprez odkrywających zapomnianą historię z Bazaru Szembeka.

Bazar Szembeka, handel mięsem Fot. AG

Jakbyś usytuował Grochów na mapie kraju?

Grochów jest dla mnie symbolem Polski, jej mentalną stolicą, bo Polska w większości jest przecież powiatowa, a nie wielkomiejska i metropolitarna. Ale ta Polska, tak jak Grochów nie przebiły się do głównego obiegu. Na Polskę i na Grochów patrzymy przez pryzmat Śródmieścia Warszawy. Weźmy handel. Władza uważa, że powinien się odbywać w galeriach handlowych, a bazar jest czymś złym i go likwiduje. Różyca może ochronią, bo jest obok Muzeum Pragi, ale inne bazary w niedalekiej przyszłości mogą upaść. „Szembek”, mimo, że dobrze prosperował został okrojony, żeby zbudować tam banalny biurowiec i galerię handlową.

I mimo wszystko na tej „pustyni” już dwa lata z sukcesem prowadzisz klubokawiarnię Kicia Kocia. Większość wydarzeń, koncertów, spotkań autorskich odbywa się w Kicia Koci za darmo. Utrzymujesz się z piwa?

Mógłbym, ale ciągle pracuję też jako dziennikarz. Ale Kicia Kocia nie powstała żeby zarabiać pieniądze lecz gromadzić kapitał społeczny, być miejscem działań artystycznych, wymiany poglądów, spotkań towarzyskich. Mamy w ofercie ponad 200 piw z browarów rzemieślniczych, 30 cydrów, 70 niszowych wódek, nalewek i likierów od regionalnych polskich producentów. A lepiej zarabia się na tanich alkoholach. Wracając do pytania - finansowo mamy się nieźle.

targ winyli w kicia koci Kicia Kocia

Nie bałeś się mafijnych porachunków? W bezpośredniej okolicy nie tak dawno spalono jeszcze nie otwarty klub

Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów. Chcemy otworzyć kolejny lokal, dwa razy większy. Miałby to, czego z różnych względów nie może być w Kicia Koci - m.in. profesjonalną scenę, salę dla dzieci i był też czytelnią prasy.

Zobacz także
Komentarze (1)
Zaloguj się
  • Mark Wasilewski

    0

    Fajnie przeczytać coś ciekawego o miejscu w którym się wychowałem, tym bardziej że spędziłem większość życia za granicą....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX