"Warszawskie amputacje są bez ładu i składu" - Pablopavo zdradza nam, czemu boi się reprywatyzacji i ... swojej nowej płyty [WYWIAD]

Z Pablopavo, czyli Pawłem Sołtysem rozmawiamy o Warszawie i jego nowej płycie, w której dużo jest śmierci i duchów. W niedzielę, 9 listopada w klubie Hydrozagadka odbędzie się koncertowa premiera płyty "Tylko".

„Tylko” to dla mnie płyta nostalgiczna na której rysujesz mapę odchodzącej Warszawy, jak choćby Dworca Zachodniego...

- Kiedy pisałem tę piosenkę, dworzec wyglądał zupełnie inaczej, był tam wielki remont. Nie ma już części straganów, handlarzy, bukinistów.

Warszawa się zmienia. Ciężko ci się z tym pogodzić?

- Być może użyję tu zbyt wielkich słów, ale pisanie piosenek, czy pisanie w ogóle, to zapisywanie straty, tego co znikło. Piosenka ma to choć na krótką chwilę uchronić.

Dlaczego boisz się zmian?

- Bo te warszawskie amputacje są bez ładu i składu, nikt nad tym nie panuje. Dopiero po wielu latach ruszyła dyskusja na temat reprywatyzacji, bo zabierają szkoły i boiska. A dzika reprywatyzacja trwa od kilkunastu lat. Są wyburzane zabytkowe kamienice albo zmieniane tak, że trudno je poznać. To przedziwna mania zapominania o własnej przeszłości. Cieszę się, że rośnie w siłę ruch ludzi, którzy chcieliby coś ocalić. Choć, jak na razie, nie są to ludzie w żaden sposób decyzyjni. Robią hałas, wydarzenie na Facebooku, ale czy to ma przełożenie na realne działania i rzeczywistość? Szczerze wątpię.

Ostatnio głośno było o torze kolarskim Orzeł.

- Na razie wpisano budynek do rejestru zabytków. Na razie. Ale ciągle żyjemy w sferze obietnic. Obiecywano Koszyki w niezmienionej formie, okazuje się, że chyba nie wrócą. Obiecywali Prudential, zdaje się, że właściciel robi wszystko, żeby się rozwalił.

Ale aktywiści łatają dach folią...

- To są jakieś żarty. Pytam się, gdzie jest gospodarz tego miasta?

No i gdzie jest? Może trzeba go zmienić? Idziesz na wybory?

- Idę, częściej chodzę na wybory samorządowe niż na parlamentarne. Mam faworytów, nie będę zdradzał i mówił na kogo trzeba głosować. Będę wspierał ludzi, którzy patrzą na miasto podobnie do mnie. Nie będę wspierał przedstawicieli establishmentu. Mam wrażenie, że to są dla nich kolejne słupki, sondaże. Nie myślą o mieście.

pablopavo fot. Karrot Kommando

Dla wielu, nie tylko rdzennych warszawiaków, jesteś kronikarzem miasta. Dzięki tobie poznają Warszawę. Skąd tak naprawdę jesteś? Gdzie jest twoja duchowa ojczyzna?

- Stegny i Sadyba, tam się urodziłem i wychowałem. To skąd pochodzisz, zostaje w tobie na zawsze. Stegny się zmieniły, nie ma już tej wsi, która była za rzeką Smródką. Pola zabudowali, chaty wyburzyli, nie ma już pustych placów na których się bawiliśmy. Sadyba zmienia się mniej, choć teraz zabudowują Jeziorko Czerniakowskie, co jest skandalem.

Drugim moim miejscem jest Grochów, na którym mieszkałem z 15 lat, a wcześniej mieszkali moi dziadkowie. Grochów był tajemniczy. Spędzałem tam wakacje. Uwielbiałem tam być ze względu na dziadka, na mojego wujka, który był niesamowitą postacią. Ważne są dla mnie rewiry w Centrum, bliska Wola, okolice ul. Kolejowej. Od lat tam mamy studio, w którym nagrałem wiele płyt, ostatnią zresztą też. Niby w centrum miasta, ale trochę zapomniana miejscówka, z kolejowymi XIX wiecznymi budynkami, blachą falistą, innymi drzewami, kamienicami na wpół opuszczonymi. Teraz jest Kępa. Lubię ją, ma wiele niespodzianek, nie koniecznie jest ładna i gładka, jak się niektórym wydaje. Kiedyś lubiłem Ursynów, miałem tam wielu przyjaciół. Ta dzielnica ma swój klimat, inny niż reszta miasta. Mógłbym jeszcze wymienić dziesiątki klubów, np. Punkt, CDQ, który się niedawno zawinął, Jadłodajnię Filozoficzną itd.

Jak twoim zdaniem będzie wyglądała Warszawa za 10, 20, 30 lat? Słoików będzie więcej niż warszawiaków?

- Kiedyś spytano Stanisława Lema, jak będzie wyglądał świat za 100 lat. I najwybitniejszy futurolog na świecie odpowiedział - nie wiem. Wszystkie stolice na świecie działają w ten sposób, że akumulują przyjezdnych z kraju, a dziś i ze świata. Warszawa też się tak rozrastała i ten podział na rdzennych, od siedemnastu pokoleń warszawiaków i pozostałych osobiście mnie irytuje. Liczy się, czy ktoś kocha i przejmuje się tym miastem. Znam wielu przyjezdnych, którzy mówiąc kolokwialnie zajarali się pozytywnym stosunkiem do miasta.

Chciałbym, żeby wszyscy się przejmowali Warszawą, wtedy będę o nią spokojny. Irytuje mnie postawa tych przyjezdnych, którzy mówią, że nie jej lubią, że tylko tu pracują. Niech jadą gdzie indziej, skoro im się nie podoba. Nad wizerunkiem miasta nie powinni pracować tylko aktywiści, ale też władze, które powinny uświadomić, że miasto to nie tylko miejsce do zarabiania. Miasto ma też swoje tajemnice, ma ducha. Nie wszystko powinno się opierać na Powstaniu Warszawskim, bo najłatwiej tożsamość budować na micie. Trzeba sięgać głębiej, np. do folkloru warszawskiego, żeby ludzie wiedzieli skąd się to wszystko bierze. Zarabianie kasy, robienie karier nie wyklucza włączenia się w swoją lokalną społeczność. Może jestem zbytnim idealistą, może to utopia, ale tego temu miastu życzę.

To przypadek, że w pierwszym utworze „Sobota” nawiązujesz do twórczości Marka Nowakowskiego i jego warszawskich powidoków? Zmarły w tym roku pisarz podobnie, jak ty, Warszawę opisywał z perspektywy peryferii, marginesu, przedmieść. W jego prozie pełno jest złodziejaszków, cinkciarzy, dziwek, ciem barowych.

- To ważny dla mnie pisarz. Nowakowski patrzył na miasto od strony Włoch, Ursusa, Szmulek, Grochowa, a nie od wystawnej Marszałkowskiej. Uwielbiam lekko elegijny  nastrój jego książek. Zachowując odpowiednie proporcje, mamy podobny stosunek do swoich bohaterów. Ostry, wprost ale też pełen czułości do poplątanych, przetrąconych losów. Pamiętam ten  dzień, kiedy umarł Nowakowski, usiadłem i napisałem piosenkę w dwie godziny. To się ze mnie wylało.  Ale tę piosenkę można odbierać nie znając jego twórczości. Kto ma widzieć, ten wie.

W „Sobocie” śpiewasz: „I tylko już nie ma tego, który by to dobrze spisał” a w kawałku „Generał” spinasz klamrą i śpiewasz: „Nikt ich nie kocha zmarzniętych przed halą, więc ja ich pokocham koślawą piosenką”. Skąd w tobie przymus pisania np. o upadłym bokserze, starym szewcu, zmarzniętych podróżnych z Dworca Zachodniego?

- Słuchając, czytając nasiąknąłem chyba pewnego rodzaju wrażliwością. Popkultura staje się coraz bardziej młodocentryczna. Opowiada o dwudziesto-trzydziestolatkach, którzy sobie dobrze radzą, mieszkają w pięknych mieszkaniach w centrach miast. Mnie to nie interesuje, brakuje mi opowieści o marginesach, peryferiach, więc sam je sobie piszę.

Spotykasz nieznanego człowieka na ulicy, częstujesz go papierosem i z tego powstaje piękna pieśń o starym szewcu, dla którego nie ma roboty w mieście galerii handlowych?

- Domyślam sobie, czasem rozmawiam, a czasem nie mam śmiałości, żeby podejść, pogadać. A jak się ma papierosy to się powinno częstować. Byłem często po drugiej stronie tego papierosa i wiem, jak to jest. To co innego niż dawać na wódkę,

Przeczytam ci kilka nazwisk: Janusz Krampa, Jan Gałązka, Jerzy Wichman, Piotr Sellin, Jerzy Dubisz. To moje typy na bohatera utworu „Ośmiu”, w którym opowiadasz o upadłym bokserze, który za chwilkę stoczy ostatnią walkę z ośmioma bandytami. Czy któryś z wymienionych mistrzów boksu jest twoim bohaterem?

- Nie zdradzę. Ta piosenka jest oparta o historie, które zasłyszałem, przeczytałem o byłych mistrzach, niekoniecznie bokserach, którzy po skończonej karierze musieli robić różne smutne rzeczy. Zwłaszcza w latach 80-tych czy 70-tych, kiedy kariera sportowa przynosiła duży splendor, ale nie przynosiła pieniędzy. To piekielnie nostalgiczna figura, kiedy ktoś kto był na szczycie potem jest na dnie i to sobie uświadamia. Mój bohater przez tę swoją straceńczą decyzję zachowuje resztki godności, zostaje przegranym, ale niepokonanym.

pablopavo fot. Karrot Kommando

O utwór „Mistrzu” aż boję się pytać. Jest to tak osobisty zapis umierania, bez patosu, pełen fizyczności, niemocy.

- To pierwsza piosenka, którą napisałem na tę płytę i sam się jej boję. Nie słucham jej. Nagrałem ją i wyplułem to z siebie. Moja mama nie wie, że ja napisałem tę piosenkę, jeszcze jej nie słyszała. I prawdę mówiąc, wcale nie wiem, czy ja miałem prawo ją nagrać.

Próbujesz oswoić śmierć na swojej nowej płycie?

- Sam byłem zaskoczony, że jest taka gęsta, ciemna, mroczna. Nabierała kształtu cztery lata bo nagrywałem ją między innymi przedsięwzięciami bez konkretnego planu.

„Kołysanka” to dla mnie pieśń żałobna, wspominki zmarłych, dziady, wywoływanie duchów.

- Smutna kołysanka dla dorosłych. Przywołuje tych, których już dawno nie ma a z którymi warto było siedzieć, zgubić się.

Co to znaczy „sen ci myśli utnie”?

- Kiedy zasypiasz znikają zmartwienia, przenosisz się do świata onirycznego i choć na parę chwil masz spokój. A czasem te problemy ziemskie wracają w snach. Ale sen zawsze  jest ulgą. Może kołyszę do snu wiecznego? Nie chcę stawiać jednoznacznych kropek, wykrzykników.

Więcej o:
Skomentuj:
"Warszawskie amputacje są bez ładu i składu" - Pablopavo zdradza nam, czemu boi się reprywatyzacji i ... swojej nowej płyty [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX