Ich trzech i COXY. Tak stworzyli największą gejowską imprezę w Warszawie i Polsce [WYWIAD]

- Takiej imprezy nam brakowało! Są różne imprezy dla gejów, ale nie było takiej, która by nas interesowała. Wszyscy mieliśmy ochotę, by zrobić coś więcej. Pomysł kiełkował w nas pół roku. A potem nastąpił ten ważny moment. Pojechaliśmy ze znajomymi na wspólne wakacje. Najpierw byliśmy w Berlinie, potem w Lizbonie - o początkach COXY, największej gejowskiej imprezy w mieście, z najlepszą klubową muzyką, opowiadają nam jej twórcy.

Od czasów Utopii nie było takich imprez. Tysiące ludzi, świetna muzyka, niedługo pierwsze urodziny. Jak wyglądała Wasza droga, która zaprowadziła Was do tego miejsca, w którym teraz jesteście?

Piotr Wojsznis: Każdy z nas na co dzień zajmuje się czymś innym. Nie pracowaliśmy do tej pory w branży eventowej i rozrywkowej, ale od zawsze mieliśmy wyobrażenie na temat dobrej imprezy. Podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów przyszło nam do głowy, żeby zorganizować coś własnego. Po prostu imprezę, na której sami byśmy się świetnie bawili. Takiej imprezy w Warszawie nie było.

Stanisław Chyla-Smyk: Takiej imprezy nam brakowało! Są różne imprezy dla gejów, ale nie było takiej, która by nas interesowała. Wszyscy mieliśmy ochotę, by zrobić coś więcej. Pomysł kiełkował w nas pół roku. A potem nastąpił ten ważny moment. Pojechaliśmy ze znajomymi na wspólne wakacje. Najpierw byliśmy w Berlinie, potem w Lizbonie. Ostatniego dnia trafiliśmy na imprezę, która była bodźcem do zrobienia czegoś własnego.

Paweł Kciuk: My byliśmy potwornie znudzeni i zawiedzeni tym, co się działo w Warszawie. Staliśmy kiedyś w jednym z klubów i rozmawialiśmy „że znowu ta muzyka, że znowu płacimy za wstęp, a otrzymujemy to co tydzień wcześniej, dwa tygodnie wcześniej itd.”. Dlatego już na samym początku postanowiliśmy, że zrobimy imprezę, na której damy coś od siebie.

Piotr: Dlatego formuła, którą wymyśliliśmy, opiera się na gościnności. Chcemy, żeby nasi goście czuli się jak w domu. W rezultacie witamy ich osobiście i częstujemy bananowymi shotami (logo imprezy to banan). Ponadto rozmawiamy z nimi, żartujemy, tańczymy i zbieramy opinie. Nie jesteśmy głusi i  bezkrytyczni wobec COXY. Staramy się, by każda kolejna impreza była lepsza. Podczas jednej edycji mieliśmy do czynienia z homofobiczną ochroną, która obrażała naszych gości. W życiu się tego nie spodziewaliśmy i było to dla nas wstrząsające. Bezpieczeństwo naszych gości jest dla nas najważniejsze. Dlatego teraz przypominamy menadżerom i właścicielom klubów, że ochrona musi być tolerancyjna i otwarta. Innymi słowy eliminujemy błędy, które popełniamy.

Paweł: Druga rzecz to kolejki, na które początkowo nie byliśmy przygotowani. Podczas kolejnych imprez zwracaliśmy na to uwagę. Tak jak na inne rzeczy, np. na zapewnienie odpowiedniej liczby barmanów czy alkoholu.

Staszek: Zależało nam na tym, żeby goście mieli fun podczas każdej edycji.

COXY to impreza cykliczna. Za każdym razem odbywa się w innym klubie w Warszawie. Skąd pomysł na to wydarzenie?

Staszek: Wymyśliliśmy pięć przymiotników, które miało określać COXY. To dobry moment, by je zweryfikować. COXY miało być nowe, regularne, ekscytujące i zaangażowane. Miało być otwarte na wszystkich, czyli na osoby, które identyfikują się z tego typu imprezami i inicjatywami; i na osoby, które po prostu chcą się dobrze zabawić.

Paweł: Nie uznajemy selekcji. Uważamy, że selekcja w lokalu powinna dziać się za sprawą gości. Jeżeli im się podoba, to zostają, jeżeli nie, to wychodzą.

Piotr: Efekt jest taki, że na tej imprezie mamy wszystkich! Wśród naszych gości są geje, lesbijki, heterycy, obcokrajowcy, osoby znane. COXY jest zaangażowane. Ale nie chodzi tu o taką walkę od podstaw, bo tym zajmują się organizacje, np. Kampania Przeciw Homofobii. Nam chodziło o zaangażowanie w obrębie istniejących inicjatyw muzycznych i kulturalnych. Chodziło o to, żeby poprawić towarzysko- rozrywkowy byt geja w tym mieście.

Paweł: COXY miało być bez granic, a w zasadzie miało je przekraczać. Chcieliśmy przybliżyć mieszkańcom Warszawy, którzy albo nie widzieli, albo widzieli i tęsknili za tym, co się dzieje za granicą. Przede wszystkim w kontekście muzyki. Dlatego na każdą imprezę zapraszamy didżejów z całej Europy. Chcieliśmy, żeby COXY dorównywało muzycznie podobnym imprezom na całym świecie. Dlatego wielokrotnie słyszymy, że na naszych imprezach jest jak na imprezach w Berlinie.

Skąd jej sukces?

Piotr: Jej sukces bierze się stąd, że to impreza alternatywna do tego, co Warszawa oferowała nam do tej pory. Oprócz różnorodnej muzyki i znakomitych didżejów, COXY prezentuje różne zakątki miasta i różne, często mniej popularne kluby. To coś zupełnie nowego.

Na pierwszą edycję przyszli głównie znajomi i znajomi naszych znajomych. Ale kolejne imprezy zaczęły przyciągać juz bardzo dużo ludzi. Dlaczego? Bo przychodzi dużo ludzi!

Dlatego o sukcesie tej imprezy świadczy niezwykła publiczność, która jest dla nas najważniejsza.

Staszek: Ludzie przychodzą zarówno dlatego, że mogą spotkać swoich znajomych, jak i mogą poznać kogoś nowego. To super nagroda za pracę, którą w to włożyliśmy.

Piotr: Ta impreza przyciąga też gości z Krakowa, Poznania, Wrocławia, Trójmiasta i z zagranicy. Przyjeżdżają do nas Anglicy, Czesi, Niemcy, Żydzi, Włosi, Hiszpanie. Dzięki temu goście mogą za każdym razem spotkać kogoś nowego.

Staszek: Kiedyś nad ranem podczas imprezy spotkałem dwóch gości z Libanu, którzy wybrali się w podróż po Europie Wschodniej. Wcześniej byli w Pradze i tam ktoś im powiedział, że w Warszawie jest COXY, więc skrócili pobyt, by przyjechać specjalnie na naszą imprezę. I byli zachwyceni! To są fajne momenty, w których okazuje się, że efekt końcowy wykracza poza ramy naszego wyobrażenia.

Paweł: COXY dało nam to, że zdaliśmy sobie sprawę, że wystarczy trochę chcieć, trochę ruszyć głową, trochę wziąć się do pracy, trochę popatrzeć na to, co się dzieje dookoła i zrobić to, co się kocha. I okazuje się, że można odnieść. Zrobiliśmy kolejny cykl imprez - BLOK PARTY. I okazało się, że goście chcą do nas przychodzić nie tylko raz w miesiącu, ale raz w tygodniu.

Staszek: BLOK zorganizowaliśmy jako typowo letni cykl imprez na lipiec i sierpień. Muzyka była lżejsza i bardziej taneczna, a impreza zazwyczaj odbywały się na zewnątrz,  na patio jednego z klubów. Trafiliśmy do trochę innej klienteli. To znaczy, że na tym rynku różni ludzie szukają różnej oferty dla siebie. Dlatego zachęcamy wszystkich, żeby się ruszyli i zaczęli coś robić. Im więcej takich rzeczy będzie działo się w Warszawie, tym lepiej.

Piotr: Sukces COXY rozbudził nasze apetyty. Wydaliśmy płytę z chłopakami z SENSEFLOOR, wytwórni z Wielkiej Brytanii. Poza tym zorganizowaliśmy pokaz filmów LGBT z pomocą poznańskiego dystrybutora TONGARIRO RELEASING. Mimo wielu nieprzespanych nocy, uaktywniliśmy pokłady kreatywności, o których nie mieliśmy pojęcia!

Staszek: Na początku, gdy postanowiliśmy zorganizować tę imprezę, kluby odbierały nas jako taki tercet egzotyczny. Nikt  nie był zainteresowany COXY u siebie. Byliśmy ludźmi znikąd i właściciele klubów nie traktowali nas poważnie.

Piotr: I tutaj wielkie podziękowania dla Hanki z Centralnego Domu Qultury, która nas przyjęła pod swój dach. Uzgodniliśmy wszystkie szczegóły nad kielichem wiśniówki i pierwsza edycja stała się faktem!

Staszek: Potem było zdecydowanie łatwiej, bo opinia na temat naszej imprezy opanowała miasto. Właściciele klubów przestali się obawiać, że COXY to impreza deficytowa. A operacyjna wiedza, jaką zdobyliśmy po tym roku, jest jak ta zdobyta po jakiejś trzyletniej szkole. Mamy licencjat z organizacji imprez.

CoxyFacebook

Skąd inspiracje?

Paweł: COXY nie jest żadnym klonem. Dzięki podróżom i zabawie na różnych imprezach, potrafiliśmy przewidzieć, jak COXY może wpisać się w klimat Warszawy. I mimo że można tu wymienić takie kluby i imprezy jak Homopatik, Berghain czy Panorama Bar, które ze względu na muzykę gdzieś tam są podobne do COXY, to jednak nie stanowiły dla nas wzoru, który chcieliśmy przenieść tutaj w stosunku jeden do jednego. COXY jednak się bardzo różni. Mówiliśmy wcześniej o CONDZE w Lizbonie. Wywołała w nas spore emocje . I CONGĘ organizuje też kilku chłopaków. Zobaczyliśmy w nich siebie. Skoro można zrobić dużą imprezę w Lizbonie, to można też w Warszawie. Tak powstał pomysł.

Piotr: Inspiracją jest impreza sama w sobie. My uwielbiamy tańczyć i imprezować. Byliśmy wygłodniali imprezy na całego, do białego rana, z dzikimi tańcami.

Staszek: Zależało nam na tym, żeby ludzie bawili się jak najdłużej. Ci którzy to lubią, świetnie się tu odnajdują.

Co najbardziej w Warszawie lubicie?

Staszek: Dynamikę zmian. Że tak dużo się dzieje. Jest tyle kreatywnych osób - z naszego pokolenia, młodszego i starszego pokolenia. Co roku pojawia się nowa moda, trend i wiele indywidualnych inicjatyw -  food trucki, imprezy plenerowe, festiwale muzyczne. Po latach transformacji Warszawa się nie zatrzymała, cały czas się rozwija w bardzo szybkim tempie i zmienia na lepsze. I nie chodzi tu o politykę, ale oddolną inicjatywę.

Piotr: Nie jestem warszawiakiem i to co najbardziej lubię w Warszawie, to ten tygiel tutaj, zlepek ludzi z różnych zakątków kraju. To dodaje wigoru tkance miejskiej.

Paweł: Ja miałem taki epizod w życiu, że mieszkałem przez moment w Berlinie i mogłem zamieszkać w tym mieście na stałe. Ale z tyłu głowy miałem, że Warszawa ciągle się zmienia, jest miejscem, w którym jest wiele do zrobienia. I to się teraz dzieje. Co roku otwierają się nowe miejsca, Wisła zaczyna żyć. To jest super.

Takie znaczki otrzymywali goście ostatniego Coxydd

O jakiej Warszawie marzycie?

Staszek: O bardziej otwartej Warszawie. My sobie żyjemy w takiej bańce. Przeskakujemy z miejsca na miejsce samochodami, tramwajami, taksówkami, przemieszczamy się pomiędzy miejscami, w których czujemy się komfortowo. Ale fajnie byłoby, gdyby nikt nie podpalał tęczy i nie epatował agresją. Fajnie byłoby, gdyby mieszkańcy spędzali ze sobą coraz więcej czasu bez względu na swoją różnorodność.

Piotr: O takiej Warszawie, w której życie wreszcie wyleje się poza centrum. Nie lubię tego, że życie towarzysko-kulturalne, młodość i szaleństwo jest tak strasznie ograniczone do pewnego rejonu. Marzy mi się, żeby każda dzielnica była miastem w mieście. Miała swoje centrum z pubami, klubami i instytucjami kultury. Marzą mi się dzielnice i ulice, które będą tętnić muzyką! By ludzie podróżowali między różnymi imprezami. Marzy mi się miasto, które tętni życiem w obrębie rogatek miasta a nie śródmieścia.

Paweł: To co powiedziałeś, obrazuje, w jaki sposób podchodzimy do COXY. Od początku chcieliśmy pokazywać ludziom nowe miejsca. Niestety skończyliśmy, robiąc imprezy w kilku klubach, które zaczynają się powtarzać. Na Pradze jest mnóstwo pięknych przestrzeni, w których można zorganizować imprezę. Ale przez ten opór wobec drugiej strony Wisły, nie jesteśmy w stanie się przez nią przeprawić. Jednak te przestrzenie są dla nas tak bardzo nieodkryte i bardzo sexy, że będziemy chcieli je podbić.

Właśnie, co najbardziej przeszkadza Wam w Warszawie?

Piotr: Najbardziej przeszkadza mi, że Warszawa nie jest kosmopolityczna. Wynika to zdecydowanie z powojennej historii miasta i kraju. Po prostu życzyłbym sobie o wiele większej mieszanki kulturowej, rasowej, kolorytu widocznego na ulicy. Myślę, że to pojawi się z czasem.

Paweł: To nie jest wina Warszawy, ma niestety pecha, że jest położona w takim a nie innym miejscu. Gdyby była położona tam, gdzie Berlin, na kilku szlakach komunikacyjnych, byłoby to zupełnie inne miasto. Żeby przyjechać do Warszawy, trzeba przyjechać do niej specjalnie. Nie można przyjechać przez przypadek czy po drodze gdzie indziej.

Wasze ulubione miejsca.

Paweł: Nie będę oryginalny, ale tam, gdzie mieszkam - plac Zbawiciela, plac Unii Lubelskiej i cała przestrzeń pomiędzy. Piękne budynki MDM-u. To jest to, co mnie urzekło w Warszawie 10 lat temu i tak jest cały czas.

Staszek: Ja kocham Wisłę. Cieszy mnie, że życie przenosi się z powrotem nad Wisłę. Tego lata szedłem brzegiem i widziałem mnóstwo ludzi w różnym wieku, siedzących wzdłuż rzeki. Pijących, śmiejących się, słuchających muzyki. To jest bardzo pokrzepiające, że Warszawa nie jest odwrócona do Wisły plecami tylko twarzą. I powiem coś, co jest dziś mało popularne. Jestem ze Starówki i odkrywam, że nie umiem bez niej funkcjonować. Nie umiem myśleć o mieście, wyłączając tą część, choć wiele osób usunęło ją z myślenia o Warszawie, traktując jako turystyczną atrakcję. Szkoda, że to co działo się tam w latach 90', czyli kumulowało życie rozrywkowe, w tej chwili nie ma miejsca. Myślę, że odczarowanie warszawskiej starówki może być zadaniem nie dla nas, ale dla kogoś innego. Fajnie, żeby odzyskała prawdziwe życie, a nie tylko turystyczny wymiar.

Piotr: Ja w Warszawie lubię to, że dysproporcje architektoniczne są widoczne gołym okiem. Dla mnie Wola jest taką dzielnicą, która do tej pory jest nieodkryta. Całkiem niedawno spacerowałem ze znajomym po Chłodnej i tamtejszych ulicach, gdy odkryłem targ ze zdrową żywnością w Norblinie, którego w ogóle wcześniej nie znałem. Później odkryłem piękną kamienicę, całkowicie zrujnowaną, a obok niej szklaną makabryłę. Dla mnie Wola jest dzielnicą z niesamowitym potencjałem.

A jacy są warszawiacy?

Paweł: Typowych warszawiaków miałem na studiach - czyli ludzi z Warszawy przynajmniej od jednego pokolenia. Ale ja też czuję się warszawiakiem, bo większość życia spędziłem w Warszawie. Czy nazywamy się słoikami czy nie, to tworzymy to miasto i bez nas Warszawa nie byłaby taka jaka jest. Warszawiacy są fajni.

Piotr: Pamiętam, jak sprowadzałem się do Warszawy - moja mama wyrywała sobie włosy z głowy, bo od zawsze wysłuchiwała od jej matki a mojej babki, że warszawiacy są najgorsi, skąpi, wredni i nieprzystępni. Dzwoniła przerażona, czy jakiś warszawiak nie zrobił mi krzywdy. Teraz wypleniam rodzinne zabobony. I muszę powiedzieć, że tak jak Paweł czuję się pełnokrwistym mieszkańcem tego miasta, bo tutaj oddałem serce wielu inicjatywom i ludziom. A warszawiacy od wielu pokoleń, których poznałem, są po prostu bardzo sympatyczni.

Staszek: Bywa różnie. Są sympatyczni i są niesympatyczni. Ja akurat urodziłem się w tym mieście, co niczego nie zmienia. Natomiast, to co jest fajne w warszawiakach, to pewnego rodzaju otwartość w porównaniu z resztą kraju i ten szeroki horyzont w myśleniu. Jeśli się mylę, to przepraszam wszystkie inne miasta, ale takie mam poczucie. Nie wyobrażam sobie życia w innym mieście. Podoba mi się, ze tu ściągają ludzie, którzy mają coś do powiedzenia i pomysły na życie. Mam poczucie, że to miasto ludzi twórczych i ludzi, którzy nie mają kompleksów.cie. Mam poczucie, że to miasto ludzi twórczych i ludzi, którzy nie mają kompleksów.

...

28 listopada w klubie BASEN będzie impreza z okazji pierwszych urodzin COXY

Więcej o: