Gdzie iść na najlepsze wegetariańskie jedzenie w Warszawie? [PRZEWODNIK]

22.08.2014
Wegetariańskie resaturacje

Wegetariańskie resaturacje (ignaz)

Wegetariańska kuchnia staje się coraz popularniejsza. Coraz więcej osób przestrzega bezmięsnej diety i coraz więcej knajp zabiera się za serwowanie wegetariańskiego menu. Ostatnio w Warszawie otworzyło się kilka lokali z taką właśnie kartą. Zebraliśmy dla Was wszystkie informacje o tych restauracjach.

Mapa warszawskich restauracji wegetariańskich

Źródło: Google Maps

Vege Miasto - warzywna ewolucja, nie rewolucja

Adres: ul. Solidarności 60a

Vege MiastoFot. Ignaz

Lunch kosztuje 25 zł (z zupą i deserem)/ 20 bez zupy.

Przykłady z menu: zupa warzywna z pomidorami i sezamem, ryż jaśminowy z czarnuszką lub kasza jaglana do wyboru, pulpeciki warzywno-szpinakowe w sosie kurkowym, surówka-mix sałat: rukola, radico, kiełki w sosie porzeczkowym; warzywna zupa z cieciorką i kolendrą, potrawka z bobem, marchewką, pieczonymi ziemniakami w koperkowym sosie, ryż jaśminowy z kokosem/kasza jaglana do wyboru, kotlety z pieczonego selera w sezamowej panierce

Vege MiastoFot. Ignaz

 

Beata i Robert to strasznie zapracowani ludzie, spotkać się z nimi osobiście jest ciężko. - Kiedy w latach 90. zaczynaliśmy nasza przygodę z wegetarianizmem, to była całkowita nowość. Byliśmy postrzegani jak szaleńcy, trochę dziwacy, zresztą do dziś np. u cioci na imieninach tak zostało  - mówi Robert.

- O weganach nikt nie słyszał, wegetarian piętnowano, nie było informacji, literatury. Wszystkiego dowiadywaliśmy się sami. Zaczęło się od działań antysystemowych, związanych z kontrkultura punkową. Na copiątkowych koncertach w Remoncie poznawaliśmy podobnych do nas, później przyszła fala filozofii Wschodu, na którą się też załapaliśmy. Okrzepliśmy i skupiliśmy się głównie na diecie. Chyba byliśmy pionierami weganizmu w stolicy. Na szczęście, w ostatnich latach diametralnie zmieniła się świadomość odżywiania. Polacy zaczęli szukać nowych smaków, rozumieć, że wegetarianizm i weganizm to optymalna dieta. Zdarza się, że trafiają do nas ludzie, którym lekarz zalecił właśnie taki sposób odżywiania. Dziś naszą misją jest przekonanie jak największej liczby osób, że nie jedząc mięsa można jeść różnorodne, pełnowartościowe jedzenie, które zmienia życie  - dodaje Robert.

Vege MiastoFot. Ignaz

Jednak nie dla wszystkich wegetarianizm jest filozofią i sposobem na życie. Dla wielu to kolejna kulinarna moda. Po burgerowym boomie przyszła kolej na dietę warzywną.

Zanim powstało Vege Miasto, Robert i Beata przez 3 lata karmili warszawiaków na Chmielnej, w nieistniejącym już klubie Miasto, w którym za dnia się jadało, wieczorami imprezowało. Klub upadł a ludzie domagali się jedzenia. W lokalu na Solidarności wcześniej mieściła się egipska knajpa. Poprzedni właściciel zdewastował miejsce, generalny remont, włącznie z wymianą instalacji trwał aż pół roku.

Wystartowali na początku lipca, stali klienci z Chmielnej wrócili, przyszli nowi. Po miesiącu w porze lunchu ciężko u nich o stolik. Potrawy zmieniają się codziennie i nie powtarzają się.

 

Vege MiastoIgnaz

 

Świetnie wyglądają np. pulpeciki warzywno-szpinakowe w sosie kurkowym, potrawka z bobem, marchewką, pieczonymi ziemniakami w koperkowym sosie, do tego ryż jaśminowy z kokosem, grillowany bakłażan z rukolowo-bazyliowym pesto na migdałach, pieczona dynia Hokaido z ziołami, cynamonem i czosnkiem. Do tego zupy, np. krem marchewkowy z imbirem i nutką pomarańczy podawana z bobem i miętą, albo cukiniowa z śmietanką słonecznikową i koprem włoskim.

Przekrój gości jest szeroki. Są matki z małymi dziećmi, biznesmeni, dużo młodzieży i osób starszych. Wpadają na lunche i słynne na mieście wegańskie i bezglutenowe ciasta i desery. Porcje są duże, kolorowe i pachnące. Produkty pochodzą od lokalnych dostawców, większość z nich posiada atesty bio i eko, jednak - jak mówi Robert - od atestów ważniejsza jest wysoka jakość i dobry smak.

- Planów i pomysłów mamy dużo. Na tę chwilę skupiamy się na stabilizacji i rozwoju Vege Miasta. Niedawno zgłosiła się do nas osoba z propozycją otwarcia filii w Austrii. Kto wie, może kiedyś? - śmieje się Robert.

Gruszki Pietruszki chcą obudzić Mariensztat

Adres: ul. Garbarska 3/5

Gruszki PietruszkiFot. Ignaz

Lunch kosztuje 25 zł.

Przykłady z menu: barszcz czerwony z mlekiem kokosowym + kotleciki z zielonej fasolki i suszonych pomidorów z ryżem i sałatką; krem z gruszek i pietruszek + kotlecik kalafiorowy z kaszą i seitanowym strogonowem; krem z kalafiora; kotleciki z białej fasoli z kaszą bulgur i sosem miętowym

Gruszki PietruszkiFot. Ignaz

W latach powojennych Mariensztat był najbardziej roztańczonym i imprezowym miejscem w stolicy. Dziś tańce się skończyły, po rynku hula wiatr i nie ma żywego ducha. Problemem są okoliczni mieszkańcy zasiedlający Mariensztat od lat 40. i 50. Nie chcą żadnych zmian, nie pozwalają na wiele. Fundacja "Mariensztat" miała rozkręcić rynek, ale jak do tej pory nic z tego nie wyszło. W maju na Mariensztacie pojawili się nowi, jak sami mówią o sobie, "szaleńcy" .

Właścicielem Gruszek Pietruszek jest spółka. Rozmawiam z Olkiem, trzydziestolatkiem, który wcześniej prowadził muzyczny Barometr na Smolnej, jazzowy klub nazywany przez bywalców "kawałkiem Nowego Jorku w stolicy". - Nie wszyscy z ekipy Gruszek to wegetarianie, ja np. jestem mięsożercą, ale odkąd jesteśmy na Mariensztacie, mięsa jem coraz mniej, praktycznie wcale - śmieje się Olek.

- Od samego początku przyświecała nam idea zdrowego trybu życia. Nie gonimy za kolejną modą, nie chcieliśmy setnej burgerowni. Mody przychodzą i odchodzą. Cieszy mnie, że coraz więcej ludzi biega, jeździ rowerami, spędza czas nad Wisłą, interesuje się zdrowym jedzeniem. Nasz pomysł jest prosty: połączyliśmy wegańską winiarnię ze zdrową, wegetariańską i wegańską kuchnią. Jak na razie, nam się udaje - dodaje.

Oj, chyba się udaje - jak na trzy miesiące działanie Gruszki wyglądają świetnie. W porze lunchowej jest pełno ludzi.

Gruszki PietruszkiFot. Picasa

Ja trafiłem na świetny barszcz czerwony zabielany mlekiem kokosowym, do tego kotlety z zielonej fasolki i suszonych pomidorów z ryżem i górą świeżej sałaty. Gość przy stoliku obok zachwycał się zupą kremem z pieczonych gruszek i pietruszek, które pojawiają się w menu w różnych postaciach. Słodka gruszka w połączeniu z pieczonym w miodzie i przyprawach warzywem, które większości z nas kojarzy się z rosołem, smakuje wybornie. Nazwa zobowiązuje. Wegański smalec i humusy z ciecierzycy, bakłażana i papryki podane ze świeżym pieczywem zaostrzają apetyt. Wisienką na torcie są koktajle na bazie ziół i warzyw. Orzeźwiająca natka pietruszki z jabłkiem i świeżą miętą to koktajl wyborny.

Porcje są duże, energii wystarczy na resztę dnia. Produkty, warzywa i owoce pochodzą spod Lublina i Babic od zaprzyjaźnionych dostawców. W skrzyniach stoją świeże zioła, których na bieżąco używa się w kuchni. Pachnie miętą, bazylią, pachnotką i czarnuszką. Sery przyjeżdżają z Wizajn i Korycina.

Gruszki PietruszkiFot. Picasa

- Staramy się też, żeby Gruszki wpisały się na mapę kulturalną stolicy. Organizujemy wernisaże, koncerty kameralne, ale też warsztaty zielarskie, a za chwilkę pożegnanie lata. Planujemy też ogród zimowy - mówi mi Olek.

W gruncie rzeczy - nie nawracają, zarażają wegańską kuchnią mięsożerców

Adres: ul. Hoża 62

W gruncie rzeczyFot. Ignaz

Lunch kosztuje 20 zł.

Przykłady z menu: zupa krem z kalafiora i orzechami włoskimi, kasza jaglana z marchewką, cukinią i słonecznikiem podawana z szaszłykiem warzywnym z tofu, pierogi z nadzieniem z soczewicy, krem z białej fasolki z papryką, wędzonym tofu i lubczykiem, ryż basmati z pieczonym bakłażanem, cukinią, pomidorami, bobem, bazylią i mięta, ciabbata z włoskim farszem bolognese, pierogi z buraczkiem lub ruskie z tofu, krem z białych warzyw z mango i czarnym sezamem, kaszę jaglaną z cieciorką, oliwkami, natką pietruszki i pieczoną gruszką, pierogi z zieloną lub z kaszą

W gruncie rzeczyFot. Ignaz

- Nigdy bym nie pomyślała, że skończę w kuchni - śmieje się Monika Donvil, anglistka, energiczna, uśmiechnięta, zabiegana czterdziestolatka, która z dużo młodszą Ulą Gronowską w zeszłym roku na ul. Hożej otworzyła W Gruncie Rzeczy.

Pomysł knajpy przewijał się przez parę ostatnich lat zarówno w życiu Uli, jak i Moniki. Wiedziały, że nie będzie to zwykły kebab czy burger z frytami. Monika poznała Ulę, córkę znajomych. Na początku chciały we dwie robić wszystko, zajmować się zaopatrzeniem, gotować, wydawać posiłki, i gościć ludzi. Na szczęście, dobry duch w postaci zaprzyjaźnionego, bielańskiego restauratora szybko wybił im to z głowy. Długo szukały lokalu, w międzyczasie ze swoimi smakołykami wystawiały się m.in. na Targu Śniadaniowym i nieistniejącym Le Targu na Saskiej Kępie.

- Robiłyśmy sałatki kaszowe, nutelle, pasztety, badałyśmy rynek i potrzeby klientów. Myślałyśmy o czymś większym, w końcu znalazłyśmy lokal na Hożej, w którym kiedyś mieściła się Cykloza - pierwsza wegeknajpa w stolicy i kawiarnia Nierówno pod sufitem. Ruszyłyśmy w październiku po trzech miesiącach remontu, który zrobiłyśmy praktycznie same - mówi Monika.

Twierdzą, że nie chcą na siłę nawracać, ale wybór menu był świadomy - obie nie jedzą przecież mięsa ze względu na zwierzęta, z powodów etycznych, angażują się też w różne kampanie promujące wegetarianizm. Zależy im również na tym, żeby pokazać, że z lokalnych składników przez cały rok można robić zróżnicowane, zdrowe, a przede wszystkim pyszne jedzenie. Produkty pochodzą od dostawcy współpracującego z podwarszawskimi rolnikami.

W gruncie rzeczyFacebook

W mikroskopijnej kuchni powstają prawdziwe rarytasy, w krótkiej lunchowej karcie zmieniającej się co dziennie znajdziecie np.: zupę krem z kalafiora i orzechami włoskimi, kaszę jaglaną z marchewką, cukinią i słonecznikiem podawaną z szaszłykiem warzywnym z tofu, świetne pierogi z nadzieniem z soczewicy, ruskie z tofu, krem z białych warzyw z mango i czarnym sezamem itd. Jedzenie pachnie przepięknie, zachwyca kolorami. Ale najważniejsza jest atmosfera.

W gruncie rzeczyFot. Facebook

Monika wita się z każdym, chwilkę rozmawia. - Hoża nas przyjęła z otwartymi ramionami, to nasza mała ojczyzna. Pieczemy ciasta dla lokalnego domu kultury, kwiaty kupujemy od pani Tereski z naprzeciwka, bułeczki po sąsiedzku z piekarni obok. Nie jesteśmy modne, nie mamy nic wspólnego z hipsterką. Często łapię się na tym, że czuję się i zachowuję w tym miejscu, jak we własnym domu. Marzę, żeby moi goście też się tak czuli - dodaje.

Krowarzywa - chcą, by krowa była żywa

Adres: ul. Hoża 42

KrowarzywaFot. dd

Lunch kosztuje 15-20 zł.

Przykłady z menu: warzywne burgery: jaglanex, cieciorex, tofex, seitanex, warzywex, surówki, smoothies

KrowarzywaFot. Facebook

To chyba najmodniejsze ostatnio miejsce w stolicy, na flagowego jaglanexa, cieciorexa czy seitanexa o każdej porze dnia wpadają warszawiacy najbardziej przeróżni: od hipsterów po seniorów, od matek z dziećmi po biznesmenów z teczką, turyści i anarchiści. Przychodzą mięsożercy, żeby z ciekawości spróbować czegoś innego. Buły do burgerów są wypiekane na mleku roślinnym, sosy są domowej roboty, kawa od Zapatystów, ciasta i lody są w stu procentach wegańskie. Jest w czym przebierać, choć karta jest krótka. Bez mrożonek, mikrofali i GMO.

KrowarzywaFot. Facebook

- O knajpie myśleliśmy już dawno temu - mówi Hubert Denis, który z Krzysztofem Bożkiem w marcu zeszłego roku otworzyli pierwszą w stolicy wegańską burgerownię. To był strzał w dziesiątkę. Mięsne burgerownie zalały warszawskie ulice, dziś jest ich ponad sto, a Krowarzywa jako pierwsza postawiła na warzywa.

- Sami wymyślaliśmy przepisy, kompletowaliśmy ekipę. Pomysł przywieźliśmy z Berlina, tam od lat jest moda na wegański fast food - przyznaje Hubert.

KrowarzywaFot. Facebook

Twierdzą, że nie boją się konkurencji, Warszawa jest ogromna, dla wszystkich starczy miejsca i każdy może popisać się czymś innym. - Planów nie zdradzę, ale być może jesienią coś się zmieni lub pojawi nowego - mówi Hubert. - Najbardziej nas cieszy, że nasza krowa jest żywa!

Kubek i ołówek - chcą poprawiać każdemu dzień

Adres: ul. Kredytowa 8

Kubek i ołówekFot. Ignaz

Lunch kosztuje 21 zł.

Przykłady z menu:  zupa cebulowa z grzankami i cukinia faszerowana kaszą jaglaną z papryka i suszonymi pomidorami, zupa z suszonymi pomidorami i soczewicą, faszerowane pomidory kaszą jaglaną, w wersji wege z fetą, a wegan z serem wegańskim, zupa krem z buraków z mlekiem kokosowym, tortilla z warzywami z serem feta i w wersji wegańskiej z tofu, zupa porowa, burgery z kotletami marynowanymi, lemoniada grejpfrutowa

Kubek i ołówekFot. Ignaz

Maria, właścicielka Kubka i Ołówka wygląda jak nastolatka, ma 27 lat. Twierdzi, że będąc małą dziewczynką marzyła o własnej kawiarni. Po liceum trafiła do pierwszej pracy, była to oczywiście kawiarnia. W międzyczasie studiowała, ale jej życie kręciło się wokół kawy. Pracowała w wielu kawiarniach, poznawała systemy zarządzania, ludzi i rynek, nieźle dostała w kość. Postanowiła zmienić zajęcie, przez rok pracowała jako grafik w agencji reklamowej.

- Nie wytrzymałam.Potrzebuję ludzi, gości, atmosfery, którą tworzę ja i moja ekipa. Z Kubkiem ruszyliśmy w kwietniu. Nazwę wymyśliłam w biegu. Chciałam połączyć w nazwie moje pasje - sztukę (stąd ołówek) i kawiarnię (stąd kubek). Wyszło bistro. Jestem wegetarianką, to naturalne, że taki profil wybrałam. Nie goniłam za modą, nie starałam się wstrzelić w trendy - mówi.

Oj, wstrzeliła się i to zdrowo! W porze lunchowej stoliki są zajęte. Obok mnie siedzi Jaś Kapela (lewicowy aktywista) zatopiony w zupie i lekturze. Obok biznesmeni zajadają się pierogami, na kawę przychodzą seniorzy i turyści. Z głośników sączy się muzyczka, pachnie świeżo mieloną kawą i czymś słodkim. Gotują sami (w zespole są jeszcze trzy osoby), codziennie coś innego, nowego.

 

Kubek i ołówekPicasa

 

Uwijają się w maleńkiej kuchni, jak w rosole! W menu lunchowym znajdziecie np. zupę cebulową z grzankami, cukinię faszerowaną kaszą jaglaną z papryką i suszonymi pomidorami, faszerowane pomidory kaszą jaglaną, w wersji wege z fetą, a dla wegan z serem wegańskim, zupę krem z buraków z mlekiem kokosowym, tortillę z warzywami z serem feta i w wersji wegańskiej z tofu, aromatyczną zupa porową.

 

Kubek i ołówekFacebook

 

- O czym marzę? Aktualnie marzy mi się piętnastolitrowy garnek - śmieje się Marysia. - A na poważnie: bywa ciężko, jest stres, ale się cieszę, że tak pięknie to ogarnęliśmy. Nie umiem pracować dla innych. Spełnia się maje marzenie, bo mam własne miejsce, w którym mogę każdemu poprawić dzień.

Veg Deli

Adres: ul. Radna 14

Veg DeliFacebook

Lunch kosztuje 20-40 zł.

Przykłady z menu: krem z białych warzyw z czarnym sezamem, kotlet z kalafiora z puree marchewkowym i zasmażanymi burakami, krem szczawiowo-ziemniaczany, placki z cukinii z sałatą z dressingiem z kolendry oraz tzatzikami, chłodnik malinowy, risotto z kaszy jaglanej z groszkiem, pieczarkami na czerwonym winie, krem z białych warzyw, curry z ryżem basmati, cukinią i groszkiem cukrowym, zupa grzybowa na borowikach gołąbki z czerwoną soczewicą na ziemniaczanym pure

Veg DeliFot . Facebook

Restauracja założona przez Joannę Szachowska-Tarkowska i jej córkę Dianę. Właścicielka od zawsze właściwie marzyła o restauracji oraz od bardzo dawna nie jadła mięsa. Najpierw swoje wegańskie produkty sprzedawała na warszawskich targach ze zdrowym jedzeniem. Cieszyły się taką popularnością, że przyszedł czas na otwarcie własnego miejsca. Na otwarcie przyszło 200 osób.

Veg Deli to spokojny klimat jasnych ścian, prostej drewnianej klepki i równie prostych krzeseł. Wszędzie są świeże warzywa - te same, które potem jemy.Całości patronuje hasło wypisane kredą nad menu: Jedzenie z miłością.

Veg DeliFot. Facebook

Veg Deli to prosta i kolorowa karta. Nas zachwyciła akurat zupa curry z warzywami (świetnie smakuje z zimnym prosecco), ale równie kuszące są kolorowe sałatki, wegańskie gołąbki z czerwoną soczewicą, kotleciki z kalafiora, młode ziemniaki z bobem.

Veg DeliFot. Facebook

*****************

Zlot wege food trucków

Wege food truckiMat. organizatora

Czegoś takiego jeszcze w stolicy nie było. W jednym miejscu i czasie odbywa się największy w kraju wegetariański zlot modnych ostatnio food trucków. Przez dwa dni od 23 i 24 sierpnia od godz. 10 do godz. 18 na ul. Saskiej 78 trwa niezła wyżerka: nie brak wegańskich burgerów, deserów, zup, orientalnych smaków. Do tego strefa galerii prac graficznych, warsztaty dla najmłodszych i targ z ekologicznymi produktami.

Komentarze (1)
Gdzie iść na najlepsze wegetariańskie jedzenie w Warszawie? [PRZEWODNIK]
Zaloguj się
  • Tamara Markiewicz

    0

    W Akademii na Różanej serwują na życzenie klienta również smaczne wegetariańskie dania. To ważne, że każdy może znaleźć w ich karcie coś dla siebie niezależnie od preferencji kulinarnych, a co do umiejętności ich kucharza, to nie ma co dyskutować. Rewelacyjny!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane